Satyr i Bachantka libertyński model małżeństwa Wed, 23 Feb 2011 09:31:05 +0000 en hourly 1 http://wordpress.org/?v=3.0.5 Projekt Libertinus /2011-02-23/projekt-libertinus/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=projekt-libertinus /2011-02-23/projekt-libertinus/#comments Wed, 23 Feb 2011 09:31:05 +0000 Agnieszka /?p=1713 Projekt LibertinusProszę kliknąć na obrazek, by zobaczyć powyższy zrzut ekranu w pełnym rozmiarze.

 

W chwili wytchnienia od białego szaleństwa chciałabym przybliżyć pewną ideę.

Byłabym ciekawa, czy znalazłyby się osoby zainteresowane współprowadzeniem niekomercyjnego i amatorskiego sieciowego ‘niby-czasopisma’ traktującego szeroko o erotyzmie i związkach, także tych nastawionych ekskluzywnie na seksualną przyjemność. Tematyka oraz forma wypowiedzi byłyby na tyle szerokie i liberalne, że każdy mógłby znaleźć temat, w którym mógłby partycypować. Myślą przewodnią byłby współczesny libertynizm.

Szukalibyśmy autorów, chcących podzielić się swoimi opiniami na temat swingowania, seksu, partnerstwa, erotyki, czy to w formie felietonu, relacji, reportażu, poradnika, czy też krótkiego przemyślenia. Mile widziane byłyby też recenzje.

Strona byłaby czysto prywatna, amatorska i absolutnie niekomercyjna. Żadnych reklam, krypto-reklam czy sponsorów. Oparta na WordPress z użyciem schematu Arras (patrz zrzut ekranu na górze).

Osoby lubiące i potrafiące pisać miałyby status Autorów, te które chciałby się sprawdzić status Współtwórców. Z czasem do obsadzenia byłaby funkcja(e) Redaktora(ów).
 

Uprawnienia użytkowników w WordPress:

  • Subskrybent – jest to podstawowa i domyślna funkcja dla nowego użytkownika, pozwala czytać i komentować wpisy.
  • Współtwórca – może pisać i edytować własne wpisy, bez możliwości ich publikowania (napisane brudnopisy wymagają akceptacji redaktora lub administratora).
  • Autor – może pisać i edytować swoje wpisy, jak również je publikować bez oczekiwania na zatwierdzenie.
  • Redaktor – ma uprawnienia do tworzenia, edytowania i publikowania wpisów – tak swoich jak i innych użytkowników.
  • Administrator – oprócz wszystkich wymienionych wcześniej uprawnień posiada również dostęp do wszystkich ustawień administracyjnych WordPress.

 
Postanowiłam przedstawić pomysł tutaj, gdyż będąc realistką wiem, że projekt nie ma absolutnie żadnego sensu, bez zaplecza kilku, kilkunastu chcących go współtworzyć autorów. Nawet z pomocą entuzjastycznie nastawionej przyjaciółki i technicznym wsparciem męża nie jestem w stanie sprawić, by strona ożyła.

Na koniec najważniejsze pytanie… Dlaczego?

Wierzę, a właściwie wiem, że istnieją inni ludzie, pary, czy grupy osób mające podobnie liberalne podejście do życia, co my. Każda z nich ma swój zasób wiedzy i doświadczenia. Warto byłoby się nim podzielić, poznać swoje opinie, podyskutować o nich. Nie w formie wymiany myśli na jakimś forum, ale za pomocą felietonów i esejów. Wierzę że byłby to interesujący i pożyteczny eksperyment. Mam nadzieję, że nie jest to naiwna wiara.

 

ANKIETA

Note: There is a poll embedded within this post, please visit the site to participate in this post's poll.

Zapraszamy do dyskusji,
Agnieszka et al.

P.S.
Proszę wybaczyć, jeśli nie odpowiem od razu na jakieś pytanie, czy chwilowo nie włączę się aktywnie do dyskusji. Wciąż jesteśmy na nartach w Austrii. Do domu wracamy pierwszego marca.

]]>
/2011-02-23/projekt-libertinus/feed/ 0
Kolacja /2011-02-11/kolacja-2/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=kolacja-2 /2011-02-11/kolacja-2/#comments Fri, 11 Feb 2011 10:01:59 +0000 Agnieszka /?p=1710

  czwartek pracowałam. Od rana do późnego wieczoru. Martusia była u rodziców męża, Marysia w żłobku. Wieczorem dziećmi zajął się mąż, a mi udało się wrócić dopiero po dwudziestej. To był mój ostatni dzień w biurze przed wyjazdem. Było tak wiele spraw do załatwienia, że nie udało mi się wyrwać z pracy przed dziewiętnastą.

Do domu wróciłam zmęczona ale i zadowolona z owocnego dnia. Dzieci spały, na dole panował miły półmrok a na środku salonu stał niewielki, okrągły stolik a przy nim dwa krzesła. Stół był nakryty, czekały na nim puste talerze, talerzyki, sztućce, kieliszki do wina i świece. Męża zastałam w kuchni. W garniturze, białej koszuli i pod krawatem. Marynarka wisiała na krześle opodal, a on sam był odziany w kuchenny fartuch. Doglądał czegoś w piekarniku, przygotowywał pieczywo i małe grzanki do zupy.

Zupełnie zapomniałam, że obiecał mi wczoraj kolację we dwoje.

Po pocałunku i wymianie czułości zapytałam się jak potrawy. Miałam jeszcze dwadzieścia minut. Mimo zmęczenia z ochotą pobiegłam na górę, do garderoby. Sukienkę wybrałam już rano, szybko dobrałam do niej bieliznę, pantofle i biżuterią. Ułożywszy wszystko na toaletce i łóżku zdjęłam z siebie kostium, bieliznę cisnęłam do kosza z rzeczami do praniem i udałam się do łazienki. Nie było czasu na kąpiel. Gumową gruszką zrobiłam sobie lewatywę, wymyłam zęby, chwilkę pomęczyłam się by pozbyć się wlewu i wzięłam krótki natrysk. Jeszcze tylko balsam na skórę, kropelka perfum roztarta pod piersiami, w pachwinach i w rowku pomiędzy pośladkami i mogłam się zacząć ubierać. Na dole byłam punktualnie po trzydziestu pięciu minutach, co mąż przywitał ze zdziwieniem, gdyż nie spodziewał się mnie wcześniej niż za dziesięć minut ;) .

Kolację zjadłam z prawdziwym apetytem. Widząc że mąż przygotował moje ulubione wino przełożyłam z zamrażarki, do lodówki mleko dla Martusi. Zgodnie z przewidywaniami zmęczenie, posiłek i półtorej butelki wina wypitych we dwoje sprawiły, że byłam leciutko pijana. Nie na tyle by czuć się z tym źle, ale na tyle by nie w pełni panować nad sobą. Sprzątanie odłożyliśmy do jutra. Idąc na górę do sypialni rozbieraliśmy się nawzajem wśród przytłumionych śmiechów i żartów. Do łóżka dotarłam w pasie do pończoch i pończoszkach a Robert w samej tylko koszuli. Nie pamiętam co było dalej. To znaczy nie pamiętam wszystkiego i nie jestem pewna czy wszystko co zapamiętałam wydarzyło się dokładnie tak, jak to pamiętam. Nie pamiętam bym podczas seksu drapała czy gryzła Roberta. Ślady na plecach i ramionach męża świadczą jednak o czymś innym. Wiem, że kochaliśmy się analnie, że później braliśmy wspólny prysznic i że kochaliśmy się ponownie. Rano ze zdziwieniem odkryłam, że nie przejmowaliśmy się kwestią wcześniejszej niż planowana ciąży, a ślady we włosach i na ciele wyraźnie świadczyły, że poza sodomią i klasycznym stosunkiem próbowaliśmy kilku bardziej wysublimowanych sztuczek.

Chwała najwyższemu, że rano nie bolała mnie głowa. Robert miał mniej szczęścia, ale problem rozwiązał po swojemu. Tabletka od bólu głowy, dwie szklanki wody i intensywny wysiłek pomiędzy moimi udami. Kochając się w klasycznej, w odrobinę zmodyfikowanej pozycji misjonarskiej, miałam niesamowity orgazm. Po wyszukanych potrawach często mamy ochotę na klasycznego schabowego z ziemniakami i surówką z kiszonej kapusty. Poranne danie smakowało wyśmienicie. Gdyby jeszcze córki zechciały pospać o pół godzinki dłużej. Efekt domina… Marysia w drodze do nas sprawdzała czy dzidzia śpi, więc po tym sprawdzaniu mieliśmy obie dziewczynki u siebie. Starsza pociecha była wniebowzięta mogąc pokarmić siostrę z butelki.

To chyba ostatni wpis przed powrotem z Alp. Wprawdzie zabieram ze sobą laptop i komórkę, to jednak wątpię czy znajdę czas na stronę. Chyba, że akurat będę miała dyżur przy dzieciach. Będziemy się dzielić ze znajomymi opieką nad ich i naszymi dziećmi.

]]>
/2011-02-11/kolacja-2/feed/ 8
Poranek we Troje /2011-02-11/poranek-we-troje/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=poranek-we-troje /2011-02-11/poranek-we-troje/#comments Fri, 11 Feb 2011 09:04:11 +0000 Agnieszka /?p=1708

Z  wtorku na środę gościliśmy Dagmarę, naszą trzecią do trójkąta. Skończyła właśnie sesję egzaminacyjną, szukała odprężenia i relaksu. Kolację przeciągnęliśmy do czasu, aż nareszcie obie pociechy zasnęły spokojnym, twardym snem. Dopiero wtedy skorzystaliśmy z sauny, jacuzzi i radosnej swobody obyczajów, jakiej oddaliśmy się w naszym obszernym łóżku.

Rozluźnieni nieco za ciepłą jak na mój gust sauną, rozleniwieni jacuzzi kochaliśmy się dość leniwie, bez zbędnych, czy kaskaderskich wyczynów. Ot, miły seks we troje, zadowalający, raczej skierowany na moje i Dagmary odprężenie niż na zdobywanie kolejnych szczytów w pocie i znoju. Pozwoliłyśmy by Robert prowadził a ten sprawiedliwie obdarzył nas swoją uwagą.

Poranek zastał nas w łóżku. Wyjątkowo Martusia nie zrobiła pobudki o wpół do szóstej a Robert nie spieszył się do pracy. Obudziła nas Dagmara odsuwając roletę w jednym z okien. Stała na tle okna naga, przeciągając się w pierwszych promieniach słońca. W połączeniu z panoramą lasu był to śliczny widok. Zgrabna, młoda dziewczyna oświetlona delikatną poświatą.

Nie było zimno, jednak gdy wróciła pod kołdrę jej skóra była chłodna w dotyku. Całując się nad Robertem zbudziłyśmy go a następnie bawiąc się w wyścig ustami zanurkowałyśmy pod przykrycie. Nasze usta spotkały się na członku męża. Całując z obu stron jego nasadę nasze usta łączyły się w pocałunku. Docierając do jego główki na zmianę połykałyśmy go by po chwili delikatnego ssania powrócić do pocałunków. Trwało to do momentu finału, podczas którego Daga ułożyła się na Robercie i spleciona w nim w 69 zajęła się jego wielkim, sterczącym członkiem. Ja w tym czasie wtuliłam głowę pomiędzy rozłożone uda i odszukawszy jądra połknęłam jedno ssąc delikatnie, tak jak lubi.

Finał nastąpił w ustach Dagi, a ja dołączyłam na czas jego trwania do adoracji tryskającego fallusa. Wtulone długo składałyśmy mu hołd bacząc, by nie uronić ani kropla nektaru. Później działałyśmy już w nieco bardziej egoistycznych zamiarach. Doprowadziwszy do kolejnej erekcji Daga dosiadła twarzy Roberta a ja nabiłam się na jego członek. Poruszając się w zgranym rytmie pieściłyśmy się nawzajem dłońmi wsuniętymi pomiędzy uda. Pierwsza do mety dobiegła Daga, tuż za nią Robert a po kilkudziesięciu sekundach dogalopowałam do nich zmęczona przyjemną jazdą na oklep.

Daga wyjechała do rodziców. My wyjeżdżamy w Alpy. Spotkamy się dopiero w marcu.

Myślę, że dokonaliśmy trafnego wyboru decydując się na trójkąt… Nie chodzi tu o urodę Dagi. Nie jest skończoną pięknością, nie ma zupełnie idealnej figury. Jest ładna, nie przeczę, ale nie wyjątkowa. Całkiem zgrabna jednak daleko jej figurze do ideału. Ma miłą twarz, z ładnym uśmiechem, ale osobiście preferuję odmienny typ kobiecej urody. Bardziej subtelny, o nieco mniej pociągłej twarzy i znacznie delikatniej zarysowanym podbródkiem. Słowem nie zauroczyła mnie jej uroda, a to, jak świetnie się rozumiemy. To rzadki dar. Od pierwszego spotkania byłam przekonana, że to ona. Teraz jestem tego prawie pewna. Tego, jak sprawdzi się nasz trójkąt w codziennym obcowaniu ze sobą dowiemy się już w marcu, po przeprowadzce Dagmary do nas.

Po powrocie z zimowego urlopu mamy sporo do zrobienia. Wizyty z kochanką u mojego fryzjera, kosmetyczki i ginekologa. Zakupu, przeprowadzka, urządzenie jej pokoju i awaryjnego lokum, ana wypadek wizyty jej, lub naszej rodziny. Jestem pewna, że warto podjąć ten wysiłek ;)

]]>
/2011-02-11/poranek-we-troje/feed/ 0
Słomiana Wdowa /2011-02-06/slomiana-wdowa-2/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=slomiana-wdowa-2 /2011-02-06/slomiana-wdowa-2/#comments Sun, 06 Feb 2011 18:09:49 +0000 Agnieszka /?p=1703   piątek rano Robert wyjechał do Wrocławia by uregulować pewną rzecz związaną z naszym domem. Miała to być formalność, wić spodziewałam się go następnego dnia po południu. Niestety wszystko jak zwykle rozbiło się o drobną przeszkodę. Musi zostać do poniedziałku, a ja zostałam prawdziwą słomianą wdową.

W piątkową, a także kolejną noc odbyliśmy wideo-rozmowę, będącą też okazją do erotycznych zabaw na odległość. Dwa razy pod rząd masturbowałam się dla niego, tak by nie przeoczył żadnego elementu erotycznego tańca, striptizu, czy w końcu samego aktu perwersyjnej autoerotyki z użyciem kilku gadżetów.

Na dzisiejszy wieczór przygotowałam coś specjalnego… Film, który nakręciłam niecałe trzy godziny temu i który właśnie skończyłam montować. Dwudziestominutowy kolaż kilku scen seksu z Karolem. Robert spodziewa się filmu, gdyż osobiście prosiłam go o pozwolenie udziału w nim… Karol też o nim wie. Zgodził się bym nas filmowała.

Pomysł wpadł mi do głowy niespodziewanie. Zadzwoniłam do kochanka i zapytałam się go czy mógłby przyjść o szesnastej. Mimo dania mu tylko dwugodzinnego czasu do namysłu przyszedł punktualnie. Nie wiem jak się wyłgał Beacie, by spędzić u mnie dwie godziny. Nie obchodziło mnie to.

Odwiozłam córki do rodziców męża tłumacząc się spotkaniem na mieście. Zrobiłam sobie dokładną lewatywę, wzięłam gorącą kąpiel i przebrałam się w obcisłą, niesamowicie króciutką, czarną sukienkę, czarne, delikatne jak mgiełka pończoszki, mikro-stringi i pantofle na średnim obcasie. Zrezygnowałam ze stanika, za to zmieniłam kolczyki na delikatne perełki, a na ciele rozmieściłam w kilku strategicznych punktach odrobinę ulubionych perfum Karola.

Zjawił się punktualnie, z bukietem róż. Nie bawiłam się w kuszenie, czy udawanie niezdecydowanej. Wprawdzie nie rzuciłam się na niego w holu, nie zrzuciłam sukienki w salonie, ale kawy jaką nam zaparzyłam do koniaku już nie wypiliśmy. Wyjątkowo nie kochaliśmy się na dole. Zaprowadziłam go do naszej sypialni, gdzie najpierw pozwoliłam rozebrać się z sukienki, a potem napomknęłam, że chciałabym sfilmować jak się kochamy. Był rozpalony, więc zgodził się prawie bez zastanowienia.

Drugim odstępstwem od reguły było to, że pozwoliłam mu na penetrację. Nie ograniczyłam się jedynie do pettingu i seksu oralnego. Pierwszą falę pożądania zaspokoił strzelając na moje piersi i na podbrzusze. Zaspokojona ustami wyssałam go połykając kolejny, równie obfity jak pierwszy wytrysk. Pewna, że zaspokojony wytrzyma odrobinę dłużej niż zazwyczaj poprosiłam go by ‘zerżnął mnie w dupę’. Bezpośredniość i niespotykana w naszych wzajemnych relacjach wulgarność podziałały jak afrodyzjak. Wylizał mi drugą dziurkę a gdy wypięłam się ku niemu wszedł we mnie prawie natychmiast strzelając w odbycie. Niezrażona przedwczesnym finałem zatrzymałam go w sobie i dzięki umiejętnemu kolażowi pieszczot i wulgarnych słów sprawiłam, że utrzymał erekcję. Nabita na jego niepozorny, kapryśny organ dosiadłam go okrakiem i uważając by nie wypadł zaczęłam delikatnie unosić się i opadać na nim intensywnie masturbując się palcami. Strzelił zanim doszłam, jednak nie miało to już żadnego znaczenia. Szybko nadrobiłam dystans a nawet dobiegłam do drugiego etapu, gdy doszło do dogrywki. Wypięta rozkoszowałam się jego językiem w odbycie, gdy wylizywał ze mnie nasienie. Przyciskając srom dłonią obawiałam się by nie przedostało się na wargi, czy do pochwy a jednocześnie odczuwałem nieznaną mi rozkosz gdy zaczął ssać moją druga dziurkę. Po chwili przyciskając jedną dłoń do warg, drugą pieściłam kolczyk i łechtaczkę. Orgazm przeżyłam z jego językiem głęboko w moim odbycie. To bardzo, bardzo przyjemne, bez względu na to jak brzmi w opisie.

Robert właśnie dostał link do edytowanej wersji filmu. Skróconej, by nie nudzić, a jednocześnie na tyle długiej, by miał wystarczająco czasu na dwukrotną masturbację. Karolowi wysłałam odnośnik do pełnej wersji.

Film przyda się jeszcze w jeden sposób. Następnym razem, gdy z Robertem będziemy gościć Beatę w naszej sypialni, puścimy go by nadać atmosferze specyficznie wyuzdanej aury. Scena gdy pieści mój pełen jego nasienia odbyt językiem jest najbardziej perwersyjną sceną w naszej kolekcji. Nawet nasze dotychczasowe dokonania BDSM nie mają tak mocnego wydźwięku ;)

Przed północą połączę się z Robertem na czacie. Czuję się jak kurwa i jest to bardzo podniecające i stymulujące uczucie. Gdy wróci jutro wieczorem nie wypuszczę go spomiędzy ud przez całą noc.

Czas odebrać dzieci. Najwyższa pora.

]]>
/2011-02-06/slomiana-wdowa-2/feed/ 2
Zagadka… /2011-02-04/zagadka/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=zagadka /2011-02-04/zagadka/#comments Fri, 04 Feb 2011 09:00:58 +0000 Agnieszka /?p=1699 Odpowiedź:

41 lat, dwoje dzieci – 14 i 6 lat.

]]>
/2011-02-04/zagadka/feed/ 3
Na Śpioszka /2011-02-04/na-spioszka/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=na-spioszka /2011-02-04/na-spioszka/#comments Fri, 04 Feb 2011 08:27:15 +0000 Agnieszka /?p=1697

ano mąż kochał się ze mną na ‘śpioszka’… Jest to jeden z wypracowanych w trakcie naszego małżeństwa kompromisów. Robert lubi kochać się po przebudzeniu. Ja też lubię poranny seks, jednak często nie zgadzamy się ze sobą co do definicji poranka. Niekiedy, jak dziś, mąż wstaje wyjątkowo wcześnie. Ja lubię spać do ósmej, więc jakoś trzeba była pogodzić nasze przyzwyczajenia.

Ustaliliśmy, że jeśli mąż budzi się po szóstej, to może liczyć na poranny seks z moim twórczym i aktywnym udziałem. Lubię takie przebudzenie, po którym utulona orgazmem dosypiam poranek. Jeśli natomiast wstaje przed szóstą, to może liczyć tylko na ‘śpioszka’. Jak on wygląda? Na przykład tak jak dziś:

Obudziłam się czując że rozpina guziczki mojej koszulki.

- Która godzina?, zapytałam.

- Czwarta trzydzieści.

- Strasznie wcześnie!

- Wiem, o drugiej muszę być we Wrocławiu. Mam ochotę na ciebie!

- To wtul się na śpioszka.

Po czym wpuściłam męża pomiędzy rozchylone uda, a gdy wprowadził dłonią członek zamknęłam go w uścisku. To był prosty, w miarę szybki stosunek. ‘Na śpioszka’ jest słowem kluczem, które oznacza, by nie przejmował się moją satysfakcją, nie rozbudzał mnie i skupił się wyłącznie na swojej rozkoszy. Podczas seksu ‘na śpioszka’ sporadycznie mam orgazm, jednak nie jest on ‘gwarantowany’. Odczuwam za to zawsze zadowolenie z jego przyjemności i z tego, że po wytrysku tuli się do mnie, szepcze czułe słówka i troskliwie okrywa mnie do dalszego snu zanim wyjdzie z pościeli.

Rano, kiedy pojawiło się to miłe zadowolenie towarzyszące przeciąganiu się w łóżku i świadomości, że żadna z córek jeszcze nie domaga się uwagi, miałam czas zająć się swoimi potrzebami… Wybrałam numer męża i upewniłam się, że może mnie chwile posłuchać… Opowiedziałam mu z detalami o tym jak się rozbieram, jak układam w pościeli, w jaki sposób i gdzie się pieszczę… Gdy dalsza narracja stała się w moim stanie zbyt trudna położyłam telefon na poduszce i po dłuższym monologu westchnień i miłosnych uniesień wyczarowałam palcami cudowny, głośny orgazm, którego świadkiem był gdzieś w okolicach Tomaszowa Mazowieckiego.

Tak przy okazji. Jestem do jutrzejszego wieczora słomiana wdową. Mąż po załatwieniu spraw związanych z naszym drugim domem spędzi w nim noc i wróci dopiero jutro.

O dwudziestej drugiej umówiliśmy się na video-rozmowę. Dziś w programie przewidziany jest striptiz i pokaz odrobinę wyuzdanej w formie autoerotyki ;)

]]>
/2011-02-04/na-spioszka/feed/ 1
Zapowiada się ciekawy dzień! /2011-01-29/zapowiada-sie-ciekawy-dzien/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=zapowiada-sie-ciekawy-dzien /2011-01-29/zapowiada-sie-ciekawy-dzien/#comments Sat, 29 Jan 2011 07:25:47 +0000 Agnieszka /?p=1690

  dziesiątej umówiłam się z Beatą na ‘zakupy’. Mężowie zostają z dziećmi, a my jedziemy do miasta.

Plan już ustaliłyśmy. Do pierwszej załatwiamy nasze sprawunki, na lunch będzie sushi, a na deser skonsumujemy się nawzajem w warszawskim mieszkaniu. Przed piątą obie musimy wrócić do naszych domów. Wspólnie z mężem wydajemy dziś kameralną kolację dla kogoś specjalnego… Kogoś, kto być może zostanie aż do jutrzejszego śniadania.

Po dość jałowym w wydarzenia tygodniu zapowiada się ciekawy weekend!

]]>
/2011-01-29/zapowiada-sie-ciekawy-dzien/feed/ 1
Cielaczek /2011-01-28/cielaczek/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=cielaczek /2011-01-28/cielaczek/#comments Fri, 28 Jan 2011 10:28:52 +0000 Agnieszka /?p=1688
Mama podzieliła się ze mną sensacyjną wiadomością, że nasz znajomy ma zamiar ożenić się po raz trzeci.

Dla mamy pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, że jego wybranka jest o o dziesięć lat młodsza ode mnie, gdy sam oblubienic spokojnie mógłby być moim ojcem. Sama wiadomość nie byłaby dla mnie aż tak interesująca, gdyby nie fakt, że mając siedemnaście lat byłam jego modelką a z czasem także kochanką.

Paul zawsze lubił młodziutkie dziewczyny. Wspominając końcówkę liceum do dziś zachodzę w głowę, jak potoczyłyby się moje losy, gdyby mój kochanek nie przeprowadził się nagle do Niemiec. Może byłabym jego żoną numer dwa? Gdy spotykaliśmy się był trzy lata po rozwodzie z pierwsza żoną i świeżo po rozstaniu z nieformalną partnerką. Rok po wyjeździe ożenił się ponownie. Rozwiódł po dziesięciu latach, by po kolejnych czterech ponownie zapragnąć małżeństwa.

Moi rodzice do teraz nie wiedzą co między nami zaszło. Nawet nie zdawali sobie sprawy, że się spotykamy, ani nie mieli pojęcia iż mu pozowałam, choć był on ich dobrym znajomym, często goszczącym w naszym domu.

Prawdę mówiąc o jego zacięciu malarsko-fotograficznej wiedziano, jednak uważano powszechnie, że ma związek wyłącznie z zawodem jaki wykonywał. O tym, że parała się szkicowaniem i fotografowaniem aktów nie wiedział chyba nikt, poza jego modelkami. W sypialni wisi niepozorna wielkością, acz śliczna w swej prostocie i zmysłowości akwarela. Odważna, przedstawiająca pieszczącą się na łóżku kobietę. Klęczącą u wezgłowia, pochyloną ku niemu, z jedna dłonią wspartą o ramę łóżka a drugą wsunięta pomiędzy uda. Dziewczyna ma nisko pochylona głowę, tak jakby pieszcząc się obserwowała palce dotykające krocza, a włosy zasłaniają twarz. Tylko Robert wie, że to mój akt. Żałuję, że rozżalona niespodziewanym rozstaniem zniszczyłam próbne polaroidy wykonywane przed właściwym aktem. Zawsze robił ich kilka, zanim zdecydował się wykonać fotografię dużym aparatem studyjnym, lub Hasselbladem zabieranym gdy pozowałam mu w plenerze.

A wszystko za sprawą kobiecej próżności i dziewczęcej chęci sprawdzenia się jako kobiety.

Paul był częstym gościem w naszym domu. Kiedy zdecydowałam się pójść na architekturę próbował zarazić mnie konserwacją zabytków. Zainteresowana dostałam pozwolenie od rodziców, by zabrał mnie do swojej pracowni, a także bym zobaczyła w plenerze nad czym pracował i czym się obecnie zajmuje. Była to fascynująca przygoda, podczas której mimochodem wspomniał o tym, że maluje i fotografuje, a odpowiednio połechtawszy moja próżność namówił mnie na pozowanie mu po powrocie do portretu. Nigdy dotychczas nie usłyszałam tylu pochwał i choć nie mówił że mam piękna twarz, to słowa interesująca, głęboka, ładny obrys oczu, subtelny kształt uszu itd. podziałały równie mocno jakby prawił mi o nieziemskiej piękności którą roztaczam stąpając po ziemi – kropka!

Podczas pierwszej sesji uzyskał tylko moje przyrzeczenie, że zgodzę się na następna. Byłam trochę rozczarowana tym jak wiele czasu zajmują przygotowania, ustawianie światła, dobieranie warunków i tym, że na zobaczenie efektów pracy trzeba będzie poczekać. Na pocieszenie dostałam właśnie polaroidy, a te tak mi się spodobały, że bez wahania obiecałam powtórne spotkanie.

Rozegrał to po mistrzowsku. Otumaniona sporą dawką subtelnych komplementów, zachęcona do zobaczenia za tydzień efektów mojego pozowania i połechtana tym, że traktuje mnie jak kobietę a nie dziecko zgodziłam się bez chwili wahania. Uśpił moją naturalna nieufność do mężczyzn tak, że na jego pytanie, czy ma poprosić o zgodę na kolejną sesję moich rodziców poczułam się wręcz oburzona traktowaniem mnie jak osoby, która nie może w pełni decydować o sobie. Gdy nalegał, że nie może przecież zapraszać mnie do siebie bez ich wiedzy odparłam butnie, że jestem dorosła i sama decyduje o sobie, a jeśli się obawia to możemy zachować kolejne spotkanie w tajemnicy.

Tak było i z następnymi. Pozując byłam stopniowo oswajana z aparatem a jednocześnie kuszona dyskretnie podsuniętym mi albumem z jego pracami. Z portretami studyjnymi, miejskimi, fotografią architektoniczną i reportażową, a także z aktami. Najpierw zakrytymi, później śmielszymi gdzie jedynie gra światło-cienia otulała nagość a wreszcie z takimi, które ocierały się o pornografię czy też lekki fetyszyzm.

Pierwszy raz pozowałam w bieliźnie. Okryta tkaniną, ukryta w fałdach zawoju. Później odważyłam się odkryć subtelnie jedną pierś, pozwolić uchwycić kształt linii pleców, krzywiznę biodra aż w końcu, po ponad dwóch miesiącach naszej znajomości pozowałam nago. Dla niego okiełznałam intymną kępkę w formę zadbanego trójkąta, a gdy poprosił zgoliłam ją bez żalu. Dla niego zmieniłam uczesanie, kłamałam gdzie spędzam czas, zgadzałam się pozować w coraz to bardziej odważny sposób, także w plenerach.

Muszę przyznać, że ani razu nie czynił mi żadnych, nawet zawoalowanych propozycji. Gdy byłam naga zawsze zachowywał się nienagannie, ale pomimo pozornego dystansu budził we mnie pragnienie. Marzyłam, że bierze mnie w ramiona, że ustawiając moje ciało zapomina się, że kradnie mi pocałunek. Podobał mi się. Był sporo starszy ode mnie, bliżej pięćdziesiątki niż czterdziestki a jednak podobał mi się i mimo swoich lat był bardzo przystojny. Z wypiekami przyglądałam mu się, gdy w plenerze pozbywszy się koszuli i spodni, w samych kąpielówkach wchodził za mną do wody, by zrobić mi zdjęcie.

To ja pierwsza go pocałowałam. W jego pracowni, gdy pozowałam stojąc na tle czarnego tła. Zrobiłam to impulsywnie, bez zastanowienie, gdy poprawiał przesłaniające pierś włosy. Gdy zareagował odwzajemniając pocałunek oddałam mu się. To odpowiednie słowo, trafnie oddające co zaszło. Objęłam go, przymknęłam oczy i byłam mu absolutnie uległa. Nie był jak moi rówieśnicy niecierpliwy i wygłodniały. Zaskoczył mnie delikatnością i pozornym brakiem pośpiechu by zdobyć to, do czego tak bezpardonowo zmierzali moi poprzedni partnerzy. Zanim usta dotarły do pępka wydawało mi się że jestem bliska orgazmu od samych pocałunków, jakie złożył na szyi, ustach i piersiach. Dotyk palców był delikatny, a gdy wodził nimi po skórze czułam ukłucia rozkoszy. Był pierwszym mężczyzną, który sprawił że uda same rozchyliły się przed jego pocałunkami. Do tej pory zawsze robiłam to świadomie, starając się zapanować nad mimowolnym wstydem. Sprawił, że ciało reagowało bez udziału świadomości. Było to dla mnie uczucie, którego dotychczas zaznałam tylko z samą sobą. Drugim były pieszczoty, jakimi obdarzył mnie po finale wspaniałej minety. Uspokajałam swój oddech wśród delikatnych karesów, czułych słów i pocałunków. Nie domagał się rewanżu, a zamiast tego rozkochał mnie powtórnie. Nie wiem czy to ja go rozebrałam, czy tez zrobił to sam. Byłam jak odurzona opium, pamiętam tylko podniecenie, gdy nagi położył się na mnie. Nie czułam absolutnie skrępowania obejmując go udami, splatając na jego plecach łydki, czy szepcząc by wszedł we mnie, że dziś można. Byłam tak podniecona i gotowa na niego, że wsunął się bez żadnej pomocy. Pozycja, której tak nie lubiłam kochając się z moim byłym chłopakiem nagle okazała się atrakcyjna i podniecająca. Było mi dobrze. Czułam na sobie jego ciężar, biodra same wychodziły naprzeciw jego pchnięciom a z każdy sztych napełniał mnie rozkoszą. Gdy przyspieszył wygięłam się w łuk i krzyczałam z rozkoszy.

Później długo leżał obok nagradzając mnie komplementami i pieszcząc moje mokre od soków uda. Dopiero wtedy przebudziłam się ze snu który trwał od brzemiennego w skutki pocałunku. Czułam się kobieca, szczęśliwa i pełna. Wślizgnęłam się na niego. Ośmielona tym co między nami zaszło zsunęłam się pomiędzy jego uda by zamknąć go w ustach. Zamilkł, a po chwili jękiem powitał pieszczoty, którymi zaczęłam go obdarzać. To było dla mnie pod pewnym względem nowe doświadczenie. Zazwyczaj moi rówieśnicy nie wytrzymywali dłużej niż trzy-pięć minut. Po drugie nienawidziłam gdy podczas wytrysku przytrzymywali mi głowę. Paul strzelił po dobrych dziesięciu minutach intensywnych pieszczot, nie próbując przytrzymywać mojej głowy dłońmi. W momencie orgazmu tylko lekko ścisnął mi piersi, którymi bawił się podczas całego fellatio. Pozwoliłam mu skończyć w ustach i połknęłam nasienie. Wtedy było to coś, czym rzadko obdarzałam poprzednich partnerów.

Najbardziej zapamiętałam z tamtego dnia absolutny brak poczucia winy, czy jakiegokolwiek żalu, że stało się to, co się wydarzyło. Jedynie odrobinę, raczej podświadomie niż specjalnie o tym myśląc obawiałam się ciąży… Nie byłam tamtego dnia zabezpieczona, jednak doskonale wiedziałam, że mam niepłodne dni. Za pięć dni spodziewałam się okresu, a menstruacje miałam zawsze regularne, jak w zegarku. Niemniej po tamtym spotkaniu zaczęłam stosować tabletki. Mamie powiedziałam, że chciałabym rozpocząć współżycie z moim nowym chłopakiem (spotykałam się z kolegą), że nie wiem kiedy i czy się zdecyduję na to, ale chciałabym być zabezpieczona. Zgodziła się. Z resztą byłam tego pewna. Od dziecka wychowywano mnie tak, bym mogła przyjść z taka prośbą wiedząc, że uzyskam pomoc a nie wykład o potrzebie wniesienia do małżeńskiej sypialni wianka. Poza tym mama wiedziała, że nie jestem dziewicą i że już współżyłam z poprzednią sympatią. Potrafiłyśmy rozmawiać ze sobą na takie tematy.

Z Paulem spotykałam się dość rzadko jak na kochanków. Dwa, najwyżej trzy razy w miesiącu. Zawsze najpierw mu pozowałam, później jedliśmy kolację, lub urządzaliśmy sobie piknik w plenerze i kochaliśmy się.

Mimo wspaniałych wspomnień muszę przyznać przed samą sobą, że byłam niedojrzałym, naiwnym cielaczkiem, którym On zręcznie manipulował. Wtedy myślałam inaczej, jednak teraz nie mam wątpliwości, że nie ma mowy o partnerskim układzie pomiędzy młodziutką kobietą a dojrzałym, doświadczonym mężczyzną. Byłam nie całkiem dojrzałym jabłkiem, którego zapragnął skosztować z łakomstwa, a które odrzucił gdy już nasycił swoją ciekawość. Nie zmienia to faktu, że ciepło wspominam swoją przygodę.

]]>
/2011-01-28/cielaczek/feed/ 2
Hasło do Poprzedniego Wpisu /2011-01-25/haslo-do-poprzedniego-wpisu/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=haslo-do-poprzedniego-wpisu /2011-01-25/haslo-do-poprzedniego-wpisu/#comments Tue, 25 Jan 2011 13:00:46 +0000 Agnieszka /?p=1685 Proszę o wybaczenie. Poprzedni wpis – Daga został zabezpieczony hasłem, gdyż jest on przeznaczony dla oczu tylko jednej osoby.

Nie ma w nim nic poza krótkim filmem z jej udziałem.

Niedziela, 20 stycznia 2011 :: Poprzedni wpis został usunięty na prośbę zainteresowanych osób.

Dziękuję za wyrozumiałość,
Agnieszka

]]>
/2011-01-25/haslo-do-poprzedniego-wpisu/feed/ 0
Bieliźniane Szaleństwo /2011-01-17/bielizniane-szalenstwo/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=bielizniane-szalenstwo /2011-01-17/bielizniane-szalenstwo/#comments Mon, 17 Jan 2011 21:47:03 +0000 Agnieszka /?p=1677 Zaszalałam. Byłam dziś z koleżanką na zakupach. Szukałyśmy dla niej kozaczków, a ja rozglądałam się za płaszczykiem na wiosnę. Żadna z nas nie kupiła tego, po co poszłyśmy, za to obie stałyśmy się posiadaczkami kilku nowych kompletów bielizny.

Po pierwsze kupiłam odważny, czerwony komplet Freya Arabella. Stringi, pas i biustonosz. Coś co z pewnością nie będzie codzienną bielizną, ale czymś na szczególne okazje. Bałam się że żywa czerwień będzie zbyt wulgarna, jednak w przymierzalni zmieniłam zdanie. Z czarnymi pończoszkami i odpowiednią oprawą biżuterii będzie w sama raz na romantyczną randkę we dwoje, czy czworo.

Po drugie zdradziłam moją ulubioną Arabellę i kupiłam pięć kompletów Dimity So. Nie miałam wcześniej bielizny tego producenta, ale skuszona pozytywnymi recenzjami ze stanikomanii i zachętą koleżanki skorzystałam z wyprzedaży. Kupiłam czarno-granatowy biustonosz Silent Echo z dwoma parami szortów, White Note z tongami i ‘french knickers’ (pełne, wysokie majtki do obcisłych sukienek) oraz śliczne Glum Pixie z dwoma parami bikini. Odważyłam się też na nietypowy dla mnie kolor – różowe Pepper Dream z dwiema parami delikatnych bikini. Na koniec kupiłam Earl & Gun, prawdziwą rzadkość – body z drobniutkiej siateczki i wszytym biustonoszem w mojej rozmiarówce. Istne cudo ładnie podtrzymujące biust a nie spłaszczające go jak zwykłe body.

Zakup był poważny, a dodając do tego kilka par pasujących do nowej bielizny pończoszek nawet bardzo poważny. Nie namyślałam się jednak zbyt długo. Moja bieliźniarka wymaga odświeżenia, cześć tak lubianych Arabelli po prostu zużyła się i wymagała wymiany. Żałowałam tylko, że nie znalazłam pasów do pończoch od Dimity So. Nawet nie wiem czy je produkują. Szczęściem mam w domu kilka, które będą pasowały.

Robert delikatnie marudziła, ale po rozpakowaniu zakupów zmienił zdanie. Musiałam go ostrzec, że to nie jest bielizna ‘do zabawy’, ale do noszenia na co dzień. Oznacza to że nie wolno mu jej na mnie drzeć, czy zbyt namiętnie mnie z niej rozbierać. Na pocieszenie obiecałam mu poświęcić dziś jedno z siateczkowych body. Nie będzie mi go szkoda, i tak zakładałam je tylko dla niego ;) .

Przy najbliższym wyjeździe do Niemiec Robert obiecał zahaczyć o Berlin i odwiedzić butik firmowy Agent Provocateur. Od dawna mam ochotę na parę sztuk bielizny z tego źródełka, a i Robertowi spodobało się kilka rzeczy. Nawet biorąc pod uwagę wygórowana cenę. Obiecałam sobie założyć na któreś z kolejnych swingers party urocze stringi i guziczki na brodawki z tej firmy ;) .

]]>
/2011-01-17/bielizniane-szalenstwo/feed/ 11
Gorset /2011-01-14/gorset/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=gorset /2011-01-14/gorset/#comments Fri, 14 Jan 2011 15:07:47 +0000 Agnieszka /?p=1674
czorajszym wczesnym popołudniem zajechał na nasz podjazd kurier. Nie było tym nic niezwykłego, gdyż mąż wspominał, że oczekuje przesyłki. Zdziwiłam się dopiero kwitując paczkę, gdyż była duża, raczej lekka jak na swoje gabaryty i zaadresowana do mnie.

Zaciekawiona otwarłam ją zaraz po przyniesieniu do salonu. W środku znalazłam duże, ozdobne kartonowe pudło i dwie mniejsze paczuszki. Była też koperta i mimo że aż skręcało mnie z ciekawości zaczęłam właśnie od niej. W środku znalazłam kartonik z ozdobnej tekturki zapisany dobrze mi znanym charterem pisma. Karol skreślił tylko kilka zdań. Było parę słów uwielbienia, obawa, czy nie uznam prezentu za zbyt wulgarny i nieśmiała nadzieja, czy będzie mógł mnie jutro odwiedzić.

Hamując ciekawość zaczęłam od mniejszych paczuszek. W pierwszej znalazłam elastyczne podwiązki a w drugiej jedwabne pończoszki. Gdy otworzyłam duże pudełko natrafiłam na starannie opakowany w bibułką gorset. Prawdziwy gorset, nie miękkie pół-gorseciki, czy to co obecnie nazywa się gorsetami. To był prawdziwy, usztywniany, zapinany z przodu na stalowe haftki i sznurowany z tyłu gorset. Współczesnej produkcji, jednak wzorowany na wiktoriańskich.

Zaciekawiona dokładnie obejrzałam nietypowy prezent. Był wyjątkowo starannie wykonany i wykończony. Grafitowy, z delikatnymi kremowymi elementami. Nie była to ‘erotyczna’ bielizna ze sklepu. Sądząc po opakowaniu, jakości materiałów i wykonaniu był szyty w jakiejś specjalizującej się w tym rodzaju bielizny pracowni.

Podekscytowana zaniosłam wszystko do sypialni, rozebrałam się i przymierzyłam niecodzienny prezent. Oczywiści sprawdziłam tylko jak leży na mnie bez prawidłowego sznurowania. Sama za nice nie potrafiłabym zaciągnąć sznurówek, więc ograniczyłam się jedynie do ich lekkiego zaciągnięcia a następnie zapięcia gorsetu korzystając z haftek.

Prezent, choć niespodziewany, wpisywał się w większą całość. Od dwóch tygodni prowadzę z Karolem swoistą grę. Delikatnie kuszę, jednak nie pozwalam mu się do siebie zbliżyć. Nie tak, jakby tego chciał. Czasami, gdy wystawiam jego namiętność na zbyt mocną próbę ustępuje odrobinę pozwalając mu zasmakować odrobiny rozkoszy, jednak nigdy tyle by poczuł się nasycony.

Podczas ich ostatniej wizyty u nas wykorzystał moment, gdy Robert oprowadzał Beatę po swojej pracowni fotograficznej. Błagał mnie na kolanach, bym ofiarowała mu bieliznę, która miałam wtedy na sobie. Pozwoliłam mu unieść moją sukienkę, a nawet sięgnąć dłońmi po upragniony kawałek materiału. Gdy był pewien zwycięstwa zmieniłam zdanie odsuwając się od niego dwa kroki. Zawiedziony miał tak nieszczęśliwy wyraz twarzy, że w spontanicznym odruchu sama zsunęłam majteczki ofiarując mu to, czego tak bardzo pragnął.

Podczas rewizyty zapragnął moich pończoszek. Nie mogłam się na to zgodzić, a gdy ponownie przybrał wyraz zbitego szczeniaka zrobiłam coś, czego się nie spodziewał. Wsłuchując się w to jak w jadalni obok Beata zabawia Roberta rozmową ujęłam lnianą serwetkę i szybko rozpięłam mu rozporek. Ledwo zdążyłam wysupłać go z bielizny gdy trysnął. Pieszcząc go miarowymi ruchami starannie zbierałam w serwetkę nasienie uważając, by nie poplamił mi sukienki. Wszystko nie trwało dłużej niż minutę, dwie. Od tamtej pory prosi mnie o spotkani. Wysyła kwiaty, liściki i całkiem zgrabne erotyki przesycone opisami rozkoszy, jaką sprawiłaby mu złożenie nasienia na moich piersiach, brzuszku , pośladkach i stopkach i delikatności z jaką odwdzięczyłby się za ten przywilej.

Dziś po raz pierwszy zgodziłam się na spotkani. Nie tyle zgodziłam, co poleciłam mu się stawić w oschłych, prawie niegrzecznych słowach. I to nie wypowiedzianych osobiści, czy chociażby przez telefon. Upokorzyłam go zwykłym SMS-em.

Dziś po raz pierwszy zgodziłam się spotkać. Nie tyle zgodziłam, co poleciłam mu wczoraj stawić się w oschłych, prawie niegrzecznych słowach. I to nie wypowiedzianych osobiści, czy chociażby przez telefon. Upokorzyłam go zwykłym SMS-em.

Przyjdz jutro o 11. Musisz zasznurowac gorset.

Później już nie odpowiadałam na liczne wiadomości.

Zjawił się punktualnie, z bukietem róż. Przywitałam go w jedwabnym szlafroczku do pół łydki, a gdy wszedł do salonu zsunęłam go z ramion. Byłam naga. Niespiesznie zaczęłam się przebierać. Najpierw naciągnęłam na nogi pończoszki, leniwie je wygładzałam i poprawiałam mocujące je podwiązki. Później wybierałam spomiędzy trzech przygotowanych zawczasu par pantofle. Stał jak zamurowany i dopiero gdy poprosiłam go by przyniósł z paczki na stole gorset rzucił się w stronę jadalni.

Miał wprawę w sznurowaniu. Gdy skończył czułam się jakby ktoś wycisnął ze mnie całe powietrze. Gorset był idealny, choć za nic w świecie nie założyłabym go w dzień powszedni. Nic nie jest warte takiego umartwiania się. Rano grałam swoją rolę bez narzekań.

Nie powstrzymałam go gdy z nabożnym zachwytem zaczął całować moją dłoń. Zamiast tego podprowadziłam go jak psiaka do fotela męża, ujęłam dłońmi za głowę i nie znoszącym sprzeciwu gestem skierowałam ją ku własnemu podbrzuszu. Gdy dotarł gdzie chciałam ustami opadłam z nim na fotel. Rozparłszy się w nim wygodnie (na ile pozwalał przeklęty gorset) rozłożyłam szeroko nogi i przycisnęłam jego usta do siebie. Spisał się znakomicie. Kunszt z jakim wykonał minetę i sprawność z jaką dwukrotnie zaprowadził mnie na sam szczyt zasługiwały na nagrodę. Gdy opanowałam płytki, rozpędzony oddech pozwoliłam mu wybrać gdzie chce się spuścić. Zachwycony delikatnie zsunął mnie z fotela, odwrócił i oparł o niego tak, bym miała mocno wypięte pośladki. Wystarczyło kilka sekund bym poczuła jak pokrywają się nasieniem. Nie był to jego pierwszy wytrysk. Podczas minetę co najmniej raz spuścił się w spodnie, o czym świadczyła wydatnie trudna do ukrycia plama.

Chcąc pozbyć się jak najszybciej ciasno zasznurowanego gorsetu poleciłam mu przygotować kąpiel. Nie zaprosiłam go do wody, jednak i tak był szczęśliwy mogąc myć mnie myjką, czy relaksując mnie delikatną palcówką.

O wpół do pierwszej obudziła się Martusia. Specjalnie tak wybrałam czas spotkania, by zakończyć je obudzeniem się małej. Córka, o ile nie ma problemów z brzuszkiem, budzi się z przedpołudniowej drzemki regularnie jak szwajcarski zegarek.

Minie co najmniej tydzień lub dwa, zanim ponownie pozwolę mu zbliżyć się do mnie. Oczekiwanie wspaniale zaostrza apetyt.

]]>
/2011-01-14/gorset/feed/ 6
Niezobowiązująca Przygoda /2011-01-10/niezobowiazujaca-przygoda/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=niezobowiazujaca-przygoda /2011-01-10/niezobowiazujaca-przygoda/#comments Mon, 10 Jan 2011 17:18:00 +0000 Agnieszka /?p=1671 Podczas weekendu spędziłam niezobowiązującą noc z kobietą.

W ostatni weekend stycznia Robert jedzie do kolegi, na Śląsk. Dwa dni picia, wspólnego palenia cygar, czy fajki, męskich zabaw na quadach i umilania sobie pozostałych chwil towarzystwem bezpruderyjnych bywalczyń klubu-dyskoteki naszego znajomego. Są tylko dwie zasady, na jakie mąż się zgodził. Panienki powinny mieć skończone co najmniej osiemnaście wiosen (by nie być posądzonym o rozpijanie nieletnich), seks tylko w prezerwatywie (by nie było z tego dzieci i innych przykrych niespodzianek). W zamian ja mam prawo dwa, trzy razy w roku dać się poderwać w jakimś lokalu przyjaznym les.

W sobotę skorzystałam z tego prawa.

Wybierając się do klubu miałam bardzo skonkretyzowane plany. Szukałam kobiety w wieku 35-45 lat. Raczej szczupłej, zdecydowanie zadbanej, samotnej (bez partnerki). Szłam z zamiarem spędzenia nocy z doświadczoną, dojrzałą i atrakcyjną lesbijką. Nie szukałam przyjaźni, znajomości, uczucia i nie miałam ochoty eksperymentować. Tym czego oczekiwałam był dobry, raczej wyrafinowany seks i nic więcej. Nie szłam na randkę, tylko do łóżka.

Zamiar udało mi się zrealizować, jednak nie wszystko odbyło się zgodnie z planem. Chyba zbyt mocno podkreśliłam sukienką figurę i wybrałam zbyt kobiecy image. Na parkiecie, a już szczególnie przy barze przyciągałam jedyny typ miłośnic Safony, jakiego nie lubię. Chłopczyce, lub jak to się określa slangowo dyke. Nie powiem, by nie były na swój sposób atrakcyjne… To nie to. Ja nie lubię z nimi sypiać. Zbyt mi taki seks przypomina to co mam z mężczyzną, a za mało w nim tego, co cenię w byciu z kobietą.

Mojej wymarzonej czterdziestolatki nie spotkałam, za to w ramach ratowania mnie od zalotów chłopczyc zostałam przygarnięta przez parę rówieśniczek. Przetańczyłam z nimi i towarzyszącymi im dziewczynami całą noc. Nawet nie byłam zawiedziona porażką. Zamiast seksualnego polowania spędziłam miło wieczór, głównie na parkiecie. Dopiero na sam koniec spotkania, gdy zostałam z jedną z nich sama przy stoliku, usłyszałam pytanie na jakie czekałam. Jeszcze zawoalowane, ale już dające się odczytać. Lokal opuściłam w towarzystwie o rok młodszej ode mnie blondynki. Leciutko pucułowatej, o ślicznych niebieskich oczach i uroczo zadartym wąskim nosku. Moja wybranka poza tym nie wyróżniała się niczym szczególnym z tłumu podobnych trzydziestolatek. Ładna, ale nie piękna. Zgrabna, jednak bez żadnych pretensji do idealnej figury, czy wagi. Była za to świetną gadułą. Nie pustą idiotką która miele języczkiem bez sensu, ale dobrą interlokutorką a w dodatku umiała słuchać. Wydał mi się niesamowicie sympatyczna, więc nie wahałam się ani chwili, gdy zaproponowałam mi, byśmy przeniosły się do jej mieszkania.

Mieszkała na jednym z nowszych osiedli. Ładne, średniej wielkości mieszkanie. Urządzone ze smakiem, bez zbędnego zagracania przestrzeni. Osobna sypialnia, śliczna, choć w dziewczęcych, delikatnych różach łazienka, obszerne, twarde jak lubię łóżko i dyskretne oświetlenie.

Nie był to seks jaki planowałam. Nie zaczęłyśmy od żadnych gwałtownych aktów pożądania, a od wspólnej kąpieli z butelką schłodzonego białego wina. Najpierw była rozmowa, intymna, jednak niezobowiązująca. Były delikatne karesy stopami, a gdy skończyłyśmy butelkę, a mi już naprawdę mocno szumiało w głowie wyszłyśmy z kąpieli. Sposób w jaki wcierał w moją skórę balsam był najbardziej subtelnym i erotycznym doznaniem jakiego doświadczyłam w ostatnim czasie. Wyjątkowy sposób by zacząć się kochać. Dwie kobiety z ręcznikami na włosach stojące naprzeciw siebie. Jedna ubrana w rozpięty, różowy płaszcz kąpielowy, druga półnaga z płaszczem zsuniętym do pasa. Dłonie pierwszej delikatnie wcierają balsam w skórę półnagiej towarzyszki. Nie wiem jak długo stałyśmy tak naprzeciw siebie. W łóżku, gdy kończyła wcierać balsam w moje plecy i pośladki byłam na tyle rozmarzona, że zupełnie straciłam poczucie czasu.

Cała noc była jedna długą, niekończącą się pieszczotą. Nie było fajerwerków i nagłych eksplozji. Nie było dwóch zdyszanych ciał wijących się w poszukiwaniu ekstazy. Były za to szepty, muśnięcia i pocałunki, a orgazm wymodlony płatkami jej warg był równie przyjemny jak ten uzyskany w pocie i znoju miłosnych zapasów.

Rano nie było śniadania przy kawie. Zbyt zmysłową była ta noc, by kończyć ją w tak trywialny sposób. Mam lekki sen – wymknęłam się o czwartej nad ranem. Zebrawszy rzeczy ubrałam się w przedpokoju. Zanim cichutko wymknęłam się z mieszkania zostawiłam karteczkę z pięcioma słowami:

To było MAGICZNE!!!
Dziękuję,
Agnieszka

Chwilę wahałam się, czy nie zostawić też numerem mojego prywatnego telefonu, jednak powstrzymałam pokusę by go tam umieścić. Żałuję, jednak byłoby to wbrew zasadom.

]]>
/2011-01-10/niezobowiazujaca-przygoda/feed/ 4
Intymna Fryzurka /2011-01-03/intymna-fryzurka/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=intymna-fryzurka /2011-01-03/intymna-fryzurka/#comments Mon, 03 Jan 2011 19:47:40 +0000 Agnieszka /?p=1669

 

Już po Nowym Roku i czas pomyśleć, co zrobić z moją białą siecią pomiędzy udami. Przypomnę, że na Sylwestra wydepilowałam się w szeroki, schodzący na wargi pasek włosków, który zafarbowałam na biało. Chyba dojrzałam do zmiany intymnego uczesania. W piątek rano mam wizytę u kosmetyczki, więc wypadałoby się zdecydować na jakieś rozwiązanie. Wymyśliłam kilka wariantów, a że nie mogę się zdecydować poddaję sprawę pod głosowanie ;)

 

Note: There is a poll embedded within this post, please visit the site to participate in this post's poll.

Dziękuję za głosowanie. Zgodnie z sugestią większości, w piątek, pozbyłam się intymnej fryzurki na rzecz gładkiej skóry ;) .

]]>
/2011-01-03/intymna-fryzurka/feed/ 5
Życzenia /2011-01-01/zyczenia/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=zyczenia /2011-01-01/zyczenia/#comments Sat, 01 Jan 2011 22:49:43 +0000 Agnieszka /?p=1667

Życzymy wszystkim odwiedzającym naszą stronę

 

Szczęśliwego Nowego Roku!!!

Agnieszka i Robert

]]>
/2011-01-01/zyczenia/feed/ 0
Sylwestrowe Szaleństwo /2011-01-01/sylwestrowe-szalenstwo/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=sylwestrowe-szalenstwo /2011-01-01/sylwestrowe-szalenstwo/#comments Sat, 01 Jan 2011 22:33:05 +0000 Agnieszka /?p=1665

  charakterze orgii decyduje atmosfera. Uczestniczyłam w spotkaniach, podczas których bawiono się wspólnie bez skrępowania i w takich, gdzie z braku odpowiedniej atmosfery na rozpoczęciu imprezy orgia zamieniała się w swingowanie w podgrupach, z wymianą partnerów.

Ważnym elementem naszego spotkania były stroje. Każda z par wystąpiła w oryginalnym przebraniu. Warunek stawiany strojom był jeden. Niezmiernie skąpe i eksponujące wdzięki noszących je osób. W Konkursie na przebranie wygrała uroczo przebrana para z pomorza. Ania i Michał. Ona, drobniutka brunetka w czwartym miesiącu ciąży przebrana za rusałkę. On niewysoki, ale zgrabny i hojnie obdarzony blondyn w stroju wodnika. Ania przykuwała uwagę. Długie, czarne włosy spływające na drobne, sterczące piersi. Mały, ślicznie zaokrąglony brzuszek i idealnie gładko wydepilowana skóra na wzgórku. Słowem niewinna i świeża. Gdybym nie wiedział ile ma lat mogłabym wziąć ją za nastolatkę. On za to całkowicie nagi, z ufarbowanymi na zielono włosami i pomalowanym w rybią łuskę ciałem wyglądał co najmniej ciekawie. Podobnie jak i u Roberta, całkowita depilacja sprawiał, że potężny penis mocno kontrastował z nagim torsem. Ten nie aż tak drobny szczegół kusząco zwisający pomiędzy jego udami sprawiał, że nie wyglądał wcale chłopięco. Miałam ochotę na nich oboje, jednak już na początku wieczoru, zaraz po udanej inicjacji orgii zostaliśmy rozłączeni. Nie wyprzedzając faktów, już w nowym roku, spędziliśmy ze sobą kilka uroczych chwil w jacuzzi i nad ranem.

Organizując orgię najtrudniej jest dokonać dwóch rzeczy. Po pierwsze by uczestnicy nie byli skrępowani nagością i tym, że jest ona wystawiona na wzrok wszystkich uczestników imprezy, a po drugi, by nadać zabawie odpowiedni pęd, tak by dalej wypadki potoczyły się już spontanicznie. Pierwszą kwestię rozwiązały przebrania i atmosfera zabawy podczas konkursu na najlepiej skomponowany strój. Druga kwestię rozwiązaliśmy inicjując z przyjaciółką mały pokaz i prosząc mężów by pomogli nam podczas jego wykonywania małą dywersją wśród publiczności.

Po części konkursowo – kulinarnej orgię rozpoczęłyśmy ‘spontanicznym’ pokazem miłości lesbijskiej. Otoczone wianuszkiem gości zaczęłyśmy stojąc, od pocałunków, przechodząc stopniowo do pieszczot palcami a później wzajemnie się rozbierając. Szybko straciłam pelerynkę i czapeczkę a podkolanówki i pantofle podzieliły ich los gdy znalazłyśmy się na dywanie. Kiedy nasze pieszczoty stały się naprawdę odważne i nakierowane na orgazm włączył się Robert. Byłam na wierzchu mojej partnerki, spleciona z nią w 69, gdy mąż kleknął za mną i pośliniwszy odbyt wsunął w niego wtyczkę zakończoną białą puszystą kitą. Podobną, tyle że czarną umieścił w odbycie mojej partnerki. Pokaz miłości saficznej przerodził się najpierw w trójkąt, by jednak szybko wyewoluować w układ dwójkowy, gdy Robert zajął moje miejsce pomiędzy udami Kasi. Pozbawiona partnerów wstałam i nie wybierając specjalnie spośród gości przywarłam do najbliższej pary i pocałowawszy oboje w usta pociągnęłam ich w stronę sofy. Okrąg widzów jakby pękł. Ukradkowe pieszczoty stawały się coraz odważniejsze a pary coraz chętniej, choć ciągle dość nieśmiało zaczęły się mieszać. Przygaszone światło, delikatna muzyka w tle i wyświetlana właśnie na ekranie scena miłości lesbijskiej z Les Anges Exterminateurs dopełniły reszty. Do Roberta i Kasi dołączył dodatkowy partner i po chwili pozbawiona ogonka Kasia mogła rozkoszować się dwoma mężczyznami naraz. Dwie pary kochały się na długiej sofie wymieniwszy się partnerkami a ja wspólnie z koleżanką pieściłyśmy ustami jej męże. W ulubionym fotelu Roberta siedział mąż Kasi, a pomiędzy jego udam żwawo poruszała się głowa naszej zwycięskiej rusałki. Zmieniając pozycję, z zainteresowaniem przyglądałam się przez chwilę gracji z jaką drobna brunetka unosi się i opada na członku partnera. Kontemplację fenomenalnego spektaklu przerwało mi pytani o to, czy chcę by mój partner użył prezerwatywy. Później nie miałam głowy, by zajmować się oglądactwem. Leżąc na brzuszku pieściłam ustami lezącą przede mną partnerkę, a jej mąż kochał się ze mną od tyłu, dając mi całkiem sporo radości.

Później był już tylko twórczy chaos i plątanina ciał, kończyn, członków i piersi, które przewijały się jak w kalejdoskopie. Czasami byłam z kimś dłużej, kiedy indziej zaczynałam kochać się z jednym partnerem, a zanim osiągnęłam satysfakcję zmieniałam go, lub ją dwu, a nawet trzykrotnie. W przerwach pomiędzy miłością obserwowałam jak kochają się inni, porywałam jakiś owoc ze szwedzkiego stołu, czy tez starając się zachować umiar delektowałam się czerwonym winem, czy kawą.

Nowy Rok powitałam na ulubionym fotelu Roberta, z szeroko rozrzuconymi nogami. Przede mną klęczał partner i spragnionymi ustami pieścił absolutnie nieskromnie wyeksponowany srom. Zaczęłam się wciągać, gdy pomny obowiązków gospodarza Robert zaanonsował kwadrans do Nowego Roku. Z pewnym żalem zsunęłam razem uda a rozpalonemu partnerowi szepnęłam, że dokończymy figlować w przyszłym roku. Toast za pomyślność wzniosłam wtulona w Roberta. Wokół nas całowało się pięć innych par. Nowy rok był okazją by złożyć sobie nawzajem życzenia, posilić się i pożartować. Atmosfera była wspaniała, pozbawiona skrępowania i fałszywego wstydu. Byliśmy nadzy, jednak nikt nie wstydził się swojego ciała. Bliskość innych i specyficzny nastrój sprawiły, że nie było czymś nagannym przytulić się bez wyraźnego zaproszenia, pocałować, objąć dłońmi talię, czy zaproponować pieszczoty. Gdy skończyliśmy składać sobie życzenia, a cześć z nas zaspokoiła głód czy inne potrzeby podeszłam do mojego niedoszłego kochanka, posilającego się razem z żoną czy szwedzkim stole. Przytuliwszy się do niej zapytałam, czy mogę porwać jej męża, by dokończyć przerwaną toastem zabawę. Zgodziła się w zamian za namiętny pocałunek. Ssąc mój język delikatnie głaskał moje nagie plecy, a ze było to rozkosznie przyjemne nie przerywałam jej. Mój plan spełzł na niczym, gdy zostałam zamknięta pomiędzy nią a jej mężem. Zamiast ponownie otworzyć przed nim uda na fotelu skorzystaliśmy z jednego z otwartych pokoi. Leżąc na boku, twarzami do siebie, splotłyśmy się w długiem pocałunku przerwanym tylko na chwilę, gdy założyłam mojemu partnerowi prezerwatywę. Później były tylko jej język w moich ustach, nasze palce pieszczące się nawzajem i jego członek delikatnie zdobywający moją ciaśniejszą dziurkę. Później był prysznic, który zaczęłam sama a kończyłam w towarzystwie dwóch panów, dywan w salonie gdzie nasunięta na kochankę kochałam się z nią na oczach dwóch innych par, i jacuzzi z mężem w towarzystwie milutkiej pary z pomorza. Był jeszcze szybki numerek od tyłu, gdy próbowałam zrobić sobie i przyjaciółce espresso i wiele innych drobnych zdarzeń, których nie sposób opisać ze względu na charakter orgii.

Spać poszłam późno w nocy, właściwie nad ranem. Zasnęłam w naszej sypialni z Robertem i jego kochanką. Obudziliśmy się późno, i po krótkiej zabawie we troje zaprosiliśmy do nas jej męża. Dzień witałam prześcigając się z przyjaciółką, która z nas wymyślniej zaspokoi męża drugiej. Nie było w tych zawodach zwyciężczyni a ni przegranej, a tylko sporo zabawy i śmiechu. Zmęczeni naszą nadmierną aktywnością panowie mogli się potem przyglądać, jak wtulone w siebie sprawiamy sobie nawzajem rozkosz.

W ciągu całej nocy miałam wielu partnerów i partnerek. Kochałam się wiele razy, jednak nie zawsze do obopólnej, pełnej satysfakcji. Czasami za seks uważałam dwuminutową palcówkę, czy pocałunek z kimś na podłodze, kiedy indziej kilka minut karesów, gdy spontanicznie dołączyłam do jakiejś pary, czy trójkąta. Wszystko odbyło się jak planowaliśmy, a wspólna zabawa w pełni zasługiwała na miano orgii. Nie ukrywam, że ogromną radość sprawiło mi zadowolenie gości i bardzo pochlebne opinie o spotkaniu, jakie właśnie wystawiono mi na naszym swingerskim forum.

]]>
/2011-01-01/sylwestrowe-szalenstwo/feed/ 5
Muzyka do Masturbacji /2010-12-23/muzyka-do-masturbacji/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=muzyka-do-masturbacji /2010-12-23/muzyka-do-masturbacji/#comments Thu, 23 Dec 2010 07:30:52 +0000 Agnieszka /?p=1663 Jesteśmy we Wrocławiu. Mam dziś tak wiele obowiązków, że ze strachem patrzę na nadchodzący dzień. Wieczorem planuję zając się pocztą. Muszę koniecznie odpowiedzieć na pewien e-mail, którym teraz nie mogę się zająć.

Jedynym dziś planowanym relaksem będzie kilkuminutowa sesja autoerotyzmu gdzieś w środku dnia. Zamknę się w łazience, a ponieważ w domu jest dość gwarno (co mnie rozprasza) zrobię to co zawsze. Wezmę mojego Walkmana, założę na uszy słuchawki i przez kilka minut będę wsłuchiwać się w muzykę, która pomoże nadać palcom odpowiedni rytm.

Obecnie moje ulubione utwory do szybkiej palcówki to:

To muzyka wyłącznie do masturbacji. Ma niewiele wspólnego z moim gustem muzycznym, jednak wspaniale pomaga się skoncentrować i zakończyć pieszczoty w czasie trwania pojedynczego utworu (poza przedostatnią pozycją, która muszę puszczać w pętli, i odsłuchać co najmniej dwukrotnie). Ostatni utwór słucham tylko gdy mam ochotę na wyjątkowo szybką, intensywną sesję polegająca na błyskawicznym, delikatnym muskaniu łechtaczki opuszką palca. W tym przypadku trzy minuty jakie trwa piosenka zawsze wystarczają.

Próbowałam też piosenki stanowiącej tło słynnej sceny masturbacji Kim Basinger w 9 1/2 tygodnia (Eurytmics – This City Never Sleeps). Jakoś nie trafia do mnie… Podobnie jak nie potrafiłabym się pieścić marząc o Mickeyu Rourke ;) .

]]>
/2010-12-23/muzyka-do-masturbacji/feed/ 5
Nie wchodzi dwa razy do tej samej rzeki? /2010-12-22/nie-wchodzi-dwa-razy-do-tej-samej-rzeki/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=nie-wchodzi-dwa-razy-do-tej-samej-rzeki /2010-12-22/nie-wchodzi-dwa-razy-do-tej-samej-rzeki/#comments Wed, 22 Dec 2010 12:24:23 +0000 Agnieszka /?p=1661
Chyba nie nauczyłam się niczego od Heraklita.

Większość czasu do teraz spędziłam na wydzwanianiu, pisaniu listów, wysyłaniu SMS-ów i ich odbieraniu. Dziewięćdziesiąt procent tego wszystkiego to komunikacja z Beatą. W natłoku spraw i przygotowań do wieczornego wyjazdu do Wrocławia nie mogłam spełnić jej prośby, by wyjść z dziećmi na miasto, by spotkać się, spędzić ze sobą czas. Naprawdę miałam ochotę, ale nie mogłam. Mam nadzieję, że ona to czuła. Wie, że dziś wyjeżdżam i że od rodzinnych obowiązków będę wolna dopiero po Świętach.

Mimo rozmów i wyznań nie poruszyłyśmy do tej pory trzech istotnych kwestii:

Czego od siebie oczekujemy i na co nawzajem liczymy?
Czy jest w tym co pomiędzy nami miejsce dla Roberta?
Jaka będzie rola Karola?

Obie unikamy tych tematów. Może, gdybyśmy spotkały się w cztery oczy byłoby łatwiej nam się określić. Nie wiem co myśleć.

A jednak może już to wiem. Zadziwiające, jak lakoniczny, właśnie otrzymany SMS potrafi celnie odpowiedzieć na wszystkie trzy pytania.

czy moze byc miedzy nami jak dawniej?!

Czas na telefon od serca. Ciekawe czy uda mi się przed wyjazdem dokończyć ten wpis.

No i jesteśmy po szczerej i dość otwartej rozmowie. Właściwie po ich całej serii, gdyż w międzyczasie wciągnęliśmy do całej sprawy Roberta.

Beata zaproponowała nam powrót do status quo sprzed porodu. Dla niewtajemniczonych w całą otoczkę naszych poprzednich relacji przybliżę pokrótce ten dość skomplikowany układ. Najprościej mówiąc Beata była najpierw moją a później wspólną, moja i Roberta kochanką. Za jej namową i zgodą Roberta prowadziłam subtelna grę z nieświadomym naszych wzajemnych relacji mężem Beaty. Pozwoliłam Karolowi uwieść się. Zrazu odgrywałam niedostępną i wierną, by w końcu pozwolić mu wciągnąć mnie w świat swoich fetyszystycznych fantazji. Piszę, że układ był skomplikowany, bo do końca nie wiem czy to ja manipulowałam Karolem, czy też on rozgrywał mnie wedle własnego scenariusza. Prawdę mówiąc nie byłam też pewna czy Beata naprawdę dopuszcza się zdrady, czy też robi to z jego błogosławieństwem, czy wręcz na jego polecenie. Możliwe, że była to jedna wielka gra pozorów, jednak dopóki wszyscy aktorzy grali swoje role, nie obchodzi mnie czy jest w tym drugie, czy nawet trzecie dno.

Wygląda więc, że wracamy do starej gry. Mam tylko niejasne uczucie, że wcale nie jestem już panią sytuacji. Przynajmniej nie mam już tak niezachwianej pewności, jak wtedy, gdy uwodziłam Beatę, bawiąc się jednocześnie jej mężem.

Może to nie przypadek, że od jakiegoś czasu przy każdej okazji Karol delikatnie wspomina nasz romans, i to, że nie przejmuje się moimi zapewnieniami, że to już minęło. Z drugiej strony zdaje sobie sprawę z władzy jaka mam nad nim. Wystarczyłoby słowo zachęty by przybiegł jak wierny pies. Kusi mnie igranie z ogniem.

Może zrobiłam głupstwo. Od trzech lat trzymam czarny komplecik bielizny, jaki mi kiedyś podarował. Płytki biustonosz, pończoszki, pas do nich. Czarna, delikatna siateczka w pionowe nieprzezroczyste pasy. O ile pamiętam nigdy nie podarował mi majteczek, prosząc bym zawsze nosiła go bez tego elementu bielizny. Przebrana w podarek założyłam pantofle na wysokim obcasie, upięłam włosy jak lubi i korzystając z tego że jestem sama spędziłam kilkanaście minut bawiąc się moim aparatem i pożyczonym z pracowni męża fleszem.

Na ostatni list Karola odpowiedziałam kilkoma zdaniami wymieniając kurtuazyjne uwagi i potwierdzając zaproszenie na kolację po Świętach. Na końcu dodałam niewinne:

Pamiętasz tamten dzień?

A pod spodem umieściłam zrobione właśnie zdjęcie.

Mam zamiar nie odpisywać i nie odbierać telefonów od niego przez całe Święta.

]]>
/2010-12-22/nie-wchodzi-dwa-razy-do-tej-samej-rzeki/feed/ 3
Są takie dni… /2010-12-21/sa-takie-dni/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=sa-takie-dni /2010-12-21/sa-takie-dni/#comments Tue, 21 Dec 2010 21:15:52 +0000 Agnieszka /?p=1659 Są takie dni, że nic się nie dzieje. Rozleniwiające, wprawiające dusze w marazm codzienności z którego wyrywa nas coś czego się zupełnie nie spodziewaliśmy.

Po bardzo nijakim w wydarzenia okresie wczorajszy dzień był jak grom z jasnego nieba. Choć spodziewałam się, że będzie inny niż poprzednie, bogaty w wydarzenia, nietuzinkowy, to i tak rzeczywistość przerosła wszystko, co mogłabym sobie wyobrazić.

Zaczęło się od zakupów, które popsuły mi humor. Już sam wyjazd zapowiadał się pechowo. Zaraz po wyjechaniu z garażu zdałam sobie sprawę, że mam przebitą przednią oponę po stronie pasażera. Nie spostrzegłam tego wsiadając do auta, i przejechałam na niej dobrych kilka metrów, zanim się zorientowałam. Sama nawet nie brałam się za wymianę. Po telefonie do męża zostawiłam auto na podjeździe, tam gdzie stało, a sama zabrałam się za ściąganie pokrowca z mojego kabrioletu, montowanie drugiego fotelika i przenoszenie małej. To jeszcze nie zepsuło mi humoru tak bardzo, jak późniejsze wydarzenia. Ktoś na parkingu uszkodził mi tylny zderzak. Nic wielkiego, ale wygląda paskudnie. Za mała robota by zgłaszać do ubezpieczenia. Tak twierdzi mąż, jednak ja uparłam się, że nie chcę jeździć z wgiętym i podrapanym ponad granice mojej tolerancji estetycznej zderzakiem. Oponę mąż naprawi jutro, po nowym roku drugi samochód zobaczy znajomy blacharz.

Po tym wszystkim nie miałam nastroju na babskie plotkowanie z Beatą, zwłaszcza że po urodzeniu Kubusia nie potrafiłyśmy się jakoś do siebie zbliżyć. Niby nie doszło do niczego, co mogłoby spowodować zmianę naszych relacji z bardzo intymnych na tylko przyjacielskie, a jednak między nami coś umarło. Najgorsze, że obie nie potrafiłyśmy o tym szczerze porozmawiać. Tak jakby dla mojej przyjaciółki nagle świat wywrócił się o 180° i jedynym co się dla niej obecnie liczyło było dziecko, dom i maż w takiej właśnie kolejności.

Spotkanie zapowiadało się podobne do wcześniejszych. Ot by pogadać o pierdołach, utrzymać przyjaźń, podtrzymać zaproszenie dla nas na kawę po świętach. Moje zdenerwowanie porankiem było wyczuwalne. Mała także przyczyniała się do frustracji uparcie nie mogąc się zdecydować, czy chce pierś, czy też tylko się nią bawić. Gdy zasnęła i dołączyła do grzecznego jak zwykle Kubusia znalazłam w końcu okazję, by zaparzyć kolejną porcje kawy.

Pochłonięta sobą, myśląc o fatalnie zaczętym dniu machinalnie obsługiwałam espresso nie wsłuchując się w ciszę jak nagle zapanowała w salonie. Trajkotanie Beaty ucichło a ja nawet nie usłyszałam wśród syków i prychań maszyny że weszła do kuchni. A potem przestała cokolwiek rozumieć.

- Nie gniewaj się na mnie, ja też bardzo tęsknię.

Jej słowa nie niosły aż takiej energii jak to, że przytuliła się całą sobą do moich pleców. Późniejszy potok słów był tylko tłem dla ust, które zamknęły się na moich. Wciąż stojąc tyłem do niej całowałam jej ciepłe wargi. Wparta dłońmi w blat pozwoliłam dłoniom byłej kochanki wsunąć się od materiał spodni. Nie powiedziałam nic, jednak nie było takiej potrzeby. To ona mówiła za nas obie. Szepcząc do ucha, ssąc jego płatek masturbowała mnie dłonią wsuniętą w bieliznę, a że pamiętała lekcje jakich jej udzieliłam o własnym ciele robiła to tak, że nie umiałabym prosić ją by przestała. Nie miałam zresztą na to żadnej ochoty. Zanim zapomniałam się do końca zdobyłam się tylko na jeden gest, by wyłączyć ekspres, tak by spieniona woda przestała rozlewać się z postawionych pod nim filiżanek. Później nie było nic tylko jej usta, palce i spełnienie, które nadeszło szybciej niż pragnęłam. Kochałyśmy się niecierpliwie, jak kochankowie po długiej rozłące. Przejąwszy po orgazmie inicjatywę odwróciłam się do niej twarzą i całując w usta pospiesznie ściągnęłam z niej sweterek, zdarłam biustonosz i łapczywie całując biust zaczęłam rozpinać guziczki jej spodni. Uparte jeansy stawiały o wiele bardziej zaciekły opór niż moje szare spodnie. Niecierpliwość dodawał moim wysiłkom podniecającego odium, więc gdy po chwili zmagania się z jej bielizną zsunęłam ją w ślad za spodniami na uda była była bardziej niż gotowa. Nie bawiłam się w żadne gry wstępne. Wbiłam w nią dwa palce i kochając ją nimi i kciukiem doprowadziłam do słodkich drgawek po których jeszcze długo stałyśmy wtulone w siebie szepcząc sobie niemądre wyznania. Szczerze mówiąc musiałyśmy wyglądać dość malowniczo. Ja w czarnej pasie do pończoch, ze spodniami na kostkach i odsłoniętą jedną piersią. Ona ubrana jedynie w samonośne pończoszki i zsunięte do połowy ud spodnie. Na dodatek poplamione rozlaną na blacie kawą.

Stękanie Kubusia a później telefon od Roberta wyrwały nas z własnego świata.

Rozmowa była trudna, ale głównie dlatego, że pomimo nagłego przełamania lodu, ciągle daleko nam było do dawnej zażyłości. Trudna, gdyż rozmawiałyśmy o uczuciach, pragnieniach i lękach. Nie wiem jeszcze czy to co się stało przyniesie nam obu więcej dobra, czy zła.

W pracy czekały mnie równie wielkie niespodzianki. Nasza pracownica jest w ciąży. Musimy dostosować do niej plany, co w związku z planowaną własną ciążą nieco komplikuje sprawę. Większym zmartwieniem jest nasz grafik, który odejdzie po świętach. Niestety nie jesteśmy w stanie zatrzymać go dłużej. U nas nie ma szans rozwoju, odchodzi tam, gdzie może się rozwinąć. Polecił nam dwóch kandydatów na swoje miejsce. Rozmowy z nimi chcemy przeprowadzić jeszcze przed Nowym Rokiem. Do tego wspólniczka idzie na zwolnienie. Zapalenie oskrzeli, na które jak sama mi opowiedziała zapracowała jak należy. Sporo w tym mojej winy, gdyż to ja dałam jej klucze do domu na Mazurach, by zabawiła się w nim z kochankiem. Sama wizyta w saunie może by jej nie zaszkodziła, ale idiotyczny pomysł by wybiec z niej na śnieg i potem by wywalić się w niego złapana przez jej nowego ogiera był idiotyczny. Po intensywnym weekendzie odpocznie sobie w domu. No i jej kochanek będzie mógł ją doglądać, co chyba bardzo odpowiada Iwonie.

To tyle. Przynajmniej wizyta u kosmetyczki odbyła się bez niespodzianek. Robert zniósł tortury dzielnie, jednak poszedł spać żartując, że na dziś ma dość atrakcji. Zwłaszcza po tym, jak wieczorem poznęcałam się nad nim z pęsetką. Jutro dojdzie do siebie, a i ja nie mam ochoty dziś na figle. Muszę poczekać z dzień, pewnie dwa, zanim będę mogła pomyśleć o rozjaśnianiu pozostałego zarostu i jego farbowaniu na biało. Na dziś jestem zbyt podrażniona po depilacji. Nie jest to zbyt przyjemne uczucie, ale dziś sprawia mi swoiście masochistyczna przyjemność, gdy czuje jak pobudzona i wrażliwe na dotyk jest świeżo wydepilowana skóra.

]]>
/2010-12-21/sa-takie-dni/feed/ 1
Planujemy Kolejne Dziecko /2010-12-21/planujemy-kolejne-dziecko/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=planujemy-kolejne-dziecko /2010-12-21/planujemy-kolejne-dziecko/#comments Tue, 21 Dec 2010 08:28:55 +0000 Agnieszka /?p=1657

Już jakiś czas temu zdecydowaliśmy się na trzecie dziecko. Z jednej strony dlatego, że chcielibyśmy jeszcze chłopczyka, z drugiej troje wydaje się nam najbardziej optymalną ilością dzieci. Mimo że marzylibyśmy o chłopcu, to nie będziemy zawiedzeni kolejną córeczką. Nie sądzę też byśmy w razie pojawienia się trzeciej dziewczynki podejmowali jakiekolwiek próby dalszego powiększania rodziny. Omne trium perfectum i basta! To przypomniało mi iż mamy wakat w naszym trójkącie… Anna odeszła, a my po raz któryś z rzędu straciliśmy partnerkę, czy też partnera za sprawą amora. Wakat pozostanie jakiś czas nieobsadzony, jednak gdy zajdę w ciążę pomyślimy o jego wypełnieniu. Raczej skłaniałabym się do najbardziej satysfakcjonującego mnie układu z drugim panem, jednak jeszcze nie rozmawialiśmy o szczegółach a tym bardziej nie mamy żadnych kandydatów.

Wracając do tematu.

Od końca połogu, myśląc o kolejnym dziecku, nie stosowaliśmy absolutnie żadnej antykoncepcji. Po wczorajszej wizycie u ginekologa zdecydowaliśmy się na zmianę planów.

Lekarz zalecił bym z kolejną ciążą poczekała jeszcze trzy, może cztery miesiące. Nie, by było coś nie tak. Doradził to, by dać organizmowi odpocząć i w pełni wrócić do równowagi. Skarcił mnie też delikatnie za zbyt szybki i jego zdaniem nadmiernie forsowny powrót do dawnej figury. Słowem pochwalił za postawę, ale poprosił bym nie szalała. Z drugiej strony radził nie zwlekać zbytnio z kolejnymi dziećmi. W sumie musiałam przyznać mu rację. Z jednej strony nie mamy już zbyt wiele czasu na dzieci, z drugiej nie ma sensu zachodzić w ciążę ledwie trzy miesiące po porodzie. Poczekamy zalecany okres, a potem zobaczymy co nam los przyniesie. Drobnym problemem będzie antykoncepcja. Nie cenimy za bardzo prezerwatyw, a z drugiej strony tabletki, spirala i inne metody chwilowo odpadają. Jakoś się przemęczymy z gumkami, jednak uważać nie musimy aż tak bardzo. Jeśli się coś przydarzy, to nie będziemy drzeć szat. Tak jak poprzednio będziemy pewnie częściej cieszyć się seksem oralnym, analnym i pettingiem, a gdy znudzą się nam akty przeciwko naturze zgrzeszymy stosując prezerwatywę. Swoją drogą mamy ich w domu sporą kolekcję. Właśnie kupiłam większą partię na noworoczną zabawę. Wbrew pozorom wymagało to wizyt w kilku miejscach. Goście mają różne preferencje, a sami też lubimy specyficzne produkty. Robert woli poliuretanowe kondomy, a znalezienie ich w rozmiarach XXL nie jest łatwe. Inni preferują je z lub bez środków plemnikobójczych, chcą by były wśród nich smakowe, żebrowane, opóźniające wytrysk, ultra-cienkie, czy grubsze do zabaw analnych, mające wymyślne kształty itd. Są do tego zróżnicowane i dość spolaryzowane preferencje co do specyficznych producentów. Słowem nawet tak trywialna czynność jak wybór z partnerką prezerwatywy, można zamienić w niezłą zabawę, gdy jest z czego wybierać. Specjalnie kupiłam kilka nowinek znalezionych w sklepie z akcesoriami erotycznymi. Niektóre są urocze, a ten z palczastymi wypustkami kusi by wypróbować.

Słowem szykujemy się na Nowy Rok. Wigilię spędzamy we Wrocławiu, a już drugiego dnia Świąt będziemy z powrotem w Warszawie, u rodziców Roberta. Końcówka Roku zapowiada się więc bardzo pracowicie. Podobnie jak dzisiejszy dzień. O dwunastej wpadnie na rewizytę Beata z Kubusiem, o czwartej mam być w biurze podpisać papiery. Będzie szybciej niż kurierem i przy okazji. Na wpół do szóstej mamy omówiona wizytę u kosmetyczki. Na mnie wystarczy pół godziny, jednak by całkowicie wydepilować męża będzie musiała zostać po godzinach. Mąż nie jest nadmiernie owłosiony, niemniej by zrobić go na niemowlaka potrzeba odrobinę wysiłku.

No czas na mnie. Robert zapomniał w sobotę kupić kawy na espresso a spodziewam się gościa. Trzeba też zahaczyć o pobliską cukiernię. Pobliska to taki eufemizm. Do najbliższych obiektów tego typu mamy kilka ładnych kilometrów z naszej głuszy.

]]>
/2010-12-21/planujemy-kolejne-dziecko/feed/ 2
Pytanie /2010-12-17/pytanie/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=pytanie /2010-12-17/pytanie/#comments Fri, 17 Dec 2010 09:59:48 +0000 Agnieszka /?p=1655 ziś mam nietypową prośbę. Potrzebuję pomocy…

Nie mam zupełnie rozeznania w filmach dla dorosłych. Znam trochę kina dla lesbijek, ale raczej mainstream niż porno. Spodobał nam się poniższy fragment. Myśleliśmy, że może film byłby odpowiednim tłem noworocznej zabawy. Czy ktoś zna jego tytuł? Jakikolwiek szczegóły?

Film jest widoczny po kliknięciu na poniższy link:

Z góry dziękujemy za pomoc ;)
Aga i Robert

]]>
/2010-12-17/pytanie/feed/ 10
“030″ by The Good The Bad /2010-12-11/%e2%80%9c030%e2%80%b3-by-the-good-the-bad/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=%25e2%2580%259c030%25e2%2580%25b3-by-the-good-the-bad /2010-12-11/%e2%80%9c030%e2%80%b3-by-the-good-the-bad/#comments Sat, 11 Dec 2010 08:53:47 +0000 Agnieszka /?p=1654

“030″ by The Good The Bad (UNCUT) from 030 on Vimeo.

]]>
/2010-12-11/%e2%80%9c030%e2%80%b3-by-the-good-the-bad/feed/ 2
Przygotowania Do Sylwestra /2010-12-09/przygotowania-do-sylwestra/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=przygotowania-do-sylwestra /2010-12-09/przygotowania-do-sylwestra/#comments Thu, 09 Dec 2010 10:06:53 +0000 Agnieszka /?p=1651

Zmieniliśmy częściowo koncepcję noworocznej zabawy.

Zaczynając jednak od początku, mamy komplet gości. Po chwili zastanowienia zdecydowaliśmy się powiększyć grono gości z planowanych trzech, lub czterech par do pięciu. Po części miała w tym udział inna zmiana w organizacji przyjęcia. Zdecydowaliśmy że nasze dziewczynki nie będą spały tej nocy w domu. Mamy dla nich opiekunkę, a spać będą w naszym warszawskim apartamencie. Z początku plany były inne, jednak im dalej myśleliśmy o szczegółach, tym mniej wydawała się nam możliwa sytuacja w której dzieci śpią na piętrze a my organizujemy na dole orgię.

Z wyborem opiekunki mieliśmy nie lada problem. Dotychczas nie korzystaliśmy z podobnych usług i nie mieliśmy rozeznania. Szczęściem rozpuściliśmy wiadomość o naszych poszukiwaniach pocztą pantoflową a namiary na sprawdzoną opiekunkę dostaliśmy już następnego dnia od żony jednego z inżynierów męża. Z pewnością jestem przewrażliwiona, gdyż mimo polecenia i doskonałej opinii o usługach babysitter jaką otrzymaliśmy poprosiłam o dodatkowe referencje. Ku mojemu zadowoleniu dostałam je bez problemu, jak i nie miałam kłopotów z ich weryfikacją. Spotkanie także wypadło pomyślnie, a wczoraj ustaliliśmy z sympatyczną studentką wszystkie szczegóły.

Dzieci będą spały w naszym mieszkaniu w mieście. Oprowadzając po nim Jolę, tak na imię ma opiekunka, ustaliliśmy zasady. Nie bym miała wątpliwości co do jej rozsądku, ale by wszystko było jasne. Do jej dyspozycji oddaliśmy salon, kuchnię i gościnną sypialnię. Pokoje przeznaczone dla dzieci wyposażyliśmy w monitory głosu, by łatwiej miała nad nimi kontrolę w nocy, a dodatkowo Robert zainstalował w obu pokojach, salonie i kuchni kamery bezprzewodowe podłączone do internetu. Jola dostała od nas listę telefonów awaryjnych, także do naszych rodziców. Będzie mogła korzystać z kuchni, telewizji, sieci bezprzewodowej, sypialni i jacuzzi. Wytłumaczyłam jej nawet jak działa kuchnia indukcyjna i jak obsłużyć espresso, by zmieliło i zaparzyło kawę. W lodówce zostawimy jej wszystko czego potrzeba by przeżyć samej z dziećmi nawet kilka dni a także malutką butelkę szampana jako bonus. Przed położeniem spać dzieci oczekujemy, że będzie przebywać z nimi w salonie, kuchni, lub ich pokojach. Później ma wolne i poza karmieniem Marysi i ewentualnej interwencji u Martusi może zajmować się czym zechce, lub się położyć. Nie wolno jej jednak przyjmować gości, czy opuszczać mieszkania. O kamerach i naszym zdalnym nadzorze poinformowaliśmy na samym początku. Nie są po to, by przyłapać na czymś opiekunkę, lecz po to by nas uspokoić. Jeśli będziemy zadowoleni z opieki, to prawdopodobnie będziemy korzystać z jej usług częściej. O tym też wspomnieliśmy. Przy zaoferowanej kwocie wynagrodzenia podziałało to jako dodatkowa zachęta.

W związku z wyprawieniem dzieci poza dom dokooptowaliśmy jeszcze jedną parę. Bawić będziemy się wspólnie, w salonie, jacuzzi, saunie (jeśli znajdą się jej amatorzy) i przystosowanych do tego sypialniach na parterze. Pokoje na górze i dwa na dole przeznaczyliśmy dla gości.

Wspólnie ustaliliśmy konwencję zabawy na orgiastyczne bachanalia. Pary, czy większe układy będą mogły być zawiązywane jedynie na czas potrzeby do ich skonsumowania. Obowiązywać będzie wolna miłość, jednak z zachowaniem zasady iż to kobieta ma decydujące zdanie, a ‘nie’ zawsze i bezwzględnie oznacza ‘nie’. Z drugiej strony zgodziliśmy się, że nie będziemy nadużywać tego prawa. W dosłownym rozumieniu naszych intencji, chcielibyśmy, by była to prawdziwa orgia, bez zawiązywania trwalszych układów, z częstą zmiana partnerów i bez ich preselekcji. Ta już się odbyła na etapie zapraszania kolejnych par i wspólnej z nimi dyskusji.

Tradycyjnie obowiązywać będzie bezwzględny zakaz fotografowania poza wydzielonym do tego pomieszczeniem. Jednak nawet tam wolno będzie robić zdjęcia jedynie za zgodą wszystkich obecnych w nim osób. Na głównej sali rezygnujemy z prawa do prywatności. To znaczy, że kochamy się publicznie, na oczach innych a każdy ma prawo oglądać nasze poczynania, czy nawet się przyłączyć. W pokojach przyległych do salonu dozwolone będzie jedynie podglądanie, chyba że zostanie się zaproszonym do przyłączenia się.

Orgia odbędzie się w konwencji balu przebierańców. Przebrania są dowolne, a jedynym wymogiem jest to, by były maksymalnie skąpe. Z Robertem przebieramy się za Mikołaja i politycznie niepoprawną Śnieżynkę. Roberta jakiś czas temu zagoniłam z powrotem na sale gimnastyczną, celem nabrania lekko nadszarpniętej tatusiowaniem kondycji. Nagi, opalony i całkowicie wydepilowany będzie wyglądał cudownie. Zostanie moim Mikołajem. Za przebranie wystarczy mu czapka, biała broda i czerwone buty z cholewami. Specjalnie na ta okazję poświęciłam się i wydziergałam (nienawidzę drutów) woreczek na jego członek i jądra. Coś na kształt dużej, anatomicznie dopasowanej skarpetki w czerwono-biały wzorek. Sama mam zamiar założyć czerwoną, kusą pelerynkę wykończona króliczym futerkiem i pasująca do niej czapeczkę mikołaj. Poza białymi podkolanówkami i czerwonymi pantofelkami będę naga. Majteczek nie przewidziałam. Zamiast tego będę miała wydepilowany szeroki pasek włosków stępujących na wargi a ciało będzie przyozdobione malowanymi, białymi płatkami śniegu i brokatem. Mam już odpowiednie farby w sprayu a sama przygotowałam szablony śnieżyczek. Obecnie całkowicie naturalne futerko depiluję pod koniec przyszłego tygodnia, a na trzy, cztery dni przed spotkaniem mam zamiar przefarbować to co zostanie na śnieżno-biało. Oczywiście jeśli się uda, bo uzyskanie bieli wcale nie jest łatwe, a miejsce delikatne, więc nie będę przesadzać z zabiegami. Inne pary mają zamiar wystąpić w podobnie odważnych przebraniach, czyli praktycznie nago. Uprzedziła wszystkich, że w domu będzie bardzo ciepło, by komfortowo poruszać się po nim nago. Na chwilę obecną wiem o Drakuli z partnerką przebrana za mumię, wezyrze z niewolnicą i rusałce z wodnikiem. Dwie pozostałe pary jeszcze wybierają przebranie.

I tyle na temat przygotowań!

]]>
/2010-12-09/przygotowania-do-sylwestra/feed/ 3
Orgia w Stylu Retro /2010-11-21/orgia-w-stylu-retro/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=orgia-w-stylu-retro /2010-11-21/orgia-w-stylu-retro/#comments Sun, 21 Nov 2010 22:57:07 +0000 Agnieszka /?p=1647
  sobotni wieczór, po raz pierwszy po porodzie swingowaliśmy. Z początku mieliśmy się spotkać w wynajętym pensjonacie, jednak wystąpiły pewnego rodzaju trudności ze strony właściciela i prawie w ostatniej chwili zmieniliśmy lokalizację na inną. Miejsce było nieco kłopotliwe ze względu na dojazd, ale za to całkowicie dyskretne, gdyż należące do jednej z uczestniczących w spotkaniu par. Impreza odbyła się w ładnie odnowionej, obszernej leśniczówce. Jedyną niedogodnością była jej lokalizacja, i potrzeba zorganizowania wszystkiego we własnym zakresie.

Gdybym miała streścić w jednym zdaniu, to spotkanie udało się jak nigdy.

Inna sprawa, że gdybyśmy podejrzewali zmianę lokalizacji, to najprawdopodobniej zamiast stylizacji na lata ’20 zdecydowalibyśmy się na inną konwencję spotkania. Może sarmacką, może dominowałyby leśne nimfy i duszki ze ze Snu Nocy Letniej lub też zrobilibyśmy coś à la Chłopi Reymonta ;) . Nasze stroje nieco nie pasowały do wnętrza, choć właśnie tak mogło wyglądać opijanie polowania na początku poprzedniego wieku ;) .

Słowo orgia zawarte w tytule, nie znalazło się w nim bez powodu. Całość spotkania właśnie tak wyglądała. W jego najgorętszej fazie bawiliśmy się wspólnie w głównej sali. Obraz był malowniczy, gdyż panował daleko posunięty negliż. Panowie byli w samych koszulach (wszyscy pojawili się w garniturach) i butach a panie w halkach (lub gorsecikach), pończoszkach i pantofelkach. Wszystko wyglądało jak dekadencka scenka z Ferdydurke Gombrowicza. Półnagie kobiety pijące szampana prosto z butelki i namiętnie obściskujący je panowie, których członki malowniczo prężyły się spod koszul. ‘Dziewictwo’ straciłam na ladzie baru… Z kobietą. Podsadzona na wysoki blat przez jej partnera najpierw rozkoszowałam się jej językiem, a później kochałam się z nim na wąskiej, niewygodnej płaszczyźnie blatu. Czysta rozpusta i surrealizm, zważywszy że obok kochała się kolejna para, a następna obserwowała nasze poczynania uprawiając bardzo wymyślny pettingu i nagradzając oklaskami najpierw mój głośny i ze wszech miar nieskromny finisz a później finał partnera na moim biuście.

Gdybym była malkontentką, to mogłabym odrobinę ponarzekać, że byłam zmuszona proponować moim partnerom prezerwatywy, których zwyczajnie nie lubię. Na szczęście miałam zapas kilku poliuretanowych kondomów, bez środka plemnikobójczego. Na inne jestem lekko uczulona i często mnie podrażniają. Stosowanie prezerwatyw miało jednak swoje zalety. Kiedy ich nie używam panowie wykazują mniejszą fantazję kończąc najczęściej we mnie. Wczoraj za to proszono mnie o pozwolenie by skończyć na piersiach, a za drugim razem bez pytania zostałam odwrócona, a partner złożył nasienie na moich plecach i pośladkach ;) .

Do drugiej bawiłam się w głównej sali i miałam kilkoro partnerów, jednak nie z każdym kochałam się w klasycznym znaczeniu. Ponieważ noc zapowiadała się na długą, panowie oszczędzali siły. Tak więc poza dwoma pełnymi stosunkami byłam kilkukrotnie kochana ustami i palcowana. Lubię mężczyzn, którym sprawia przyjemność altruistyczne doprowadzenie kobiet do orgazmu. W zamian odwzajemniałam się bardzo bogatym spektrum pieszczot, jednak jeśli partner wyraźnie nie prosił o to nie nadwyrężałam ich sił, zgodnie z przyjętą przez nas konwencją.

Tylko raz pieszczoty przerodziły się w długą sesję pettingu, którą po wielokroć przerywałam technikami mającymi za zadanie opóźnić orgazm. Moim partnerem był przystojny prawnik. Szpakowaty, szczupły, po czterdziestce. Jedyny w naszym gronie mężczyzna z obrzezanym członkiem, który jednak poza brakiem napletka nie odróżniał się od przeciętnego ani rozmiarem, ani kształtem. Za to jąder mógłby mu pozazdrościć niejeden rozpłodowy buchaj. Widziałam setki męskich klejnotów, wszystkie mniej lub bardziej podobne do siebie… Nigdy jednak tak dorodnych. Choć obecnie nieczęsto mamy okazję na siebie wpadać, to znamy się dość dobrze i lubimy. W zaciszu bocznego pokoju przez prawie godzinę uwodziłam go zręcznością moich dłoni i ust. Myślę że w technice ssania i erotycznego ściskania jąder, oraz masażu członka z użyciem oliwki osiągnęłam prawdziwe mistrzostwo. Naprawdę byłam z siebie zadowolona słuchając jak jęczał z rozkoszy gdy na zmianę rozpalałam i ujarzmiałam żądze. O ile sam petting nie trzymał się żadnego wcześniej ustalonego scenariusza, o tyle sam wytrysk wyreżyserowałam z dbałością o każdy szczegół. Tak jak zawsze lubił najbardziej. Leżąc na plecach, podparta na poduszce przyciągnęłam go trzymając za jądra do siebie. Tak by siadł na moim brzuszku okrakiem. Wyprostowany, wyprężony był jak glina w moich dłoniach. Mocno ściskając lewą dłonią jądra przyciągnęłam go nad piersi i dalej nad twarz. Uciskając z całej siły członek, ściskając i ssąc na zmianę jądra, doprowadziłam do ekstazy. Kontrolując mocnym uściskiem palców wytrysk odczekałam chwilę by leciutko rozluźnić palce pozwalając spłynąć kilku kropelkom nasienia na lewą pierś, później na prawą, a gdy dokonałam tego rytuału wzięłam go w usta i przyciągając jego biodra dłońmi zaczęłam mocno, rytmicznie ssać. Mój partner to swoisty fenomen. Nie znam innego, który lubiłby właśnie tak finiszować, ani takiego, u którego wytrysk po kilku początkowych strzałach trwa nadal i objawia się powolnym, ale całkiem obfitym wyciekiem nasienia. Moją nagrodą była najlepsza tej nocy palcówka połączona z delikatnym przygryzaniem i ssaniem łechtaczki. Joachim opanował do perfekcji jak dozować podobne karesy, by sprawiały radość i jedynie ocierały się o rozkosz splątaną ze słodkim bólem, jednak nigdy nie były tylko tym drugim. Większość kobiet umarła by ze strachu wyobrażając sobie mężczyznę ssącego odsłoniętą spod kapturka łechtaczkę, czy przygryzającego ją poprzez skórny fałdek. Poza Robertem tylko jemu ufam w podobnych zabawach. Jestem pewna, że słyszano mnie na głównej sali. I to nie tylko w samej chwili rozkosznego wyzwolenia, ale przez całe dwadzieścia długich minut, gdy balansowałam na granicy za którą jest już tylko czysta rozkosz spełnienia. Tych niespełna trzydzieści minut czystego szaleństwa zapamiętałam mocniej, niż noc spędzoną z partnerką. To co mi dał było jak objawienie na Górze Synaj. Miłość jaką uprawiłam przez resztę nocy należałaby porównać do radości, jaką daje wczytywanie się w ciekawszą z każą przeczytaną kartką książkę.

Jest sporo prawdy w tym, że seksu z kobieta nie można porównywać w tych samych kategoriach co stosunku z mężczyzną. To są dwa różne światy, a ja nie podejmuję się wytłumaczyć różnicy. Nie umiem mężczyźnie opowiedzieć o tym co dzieje się pomiędzy mną i drugą kobietą. Analogicznie nie potrafię znajomym lesbijkom wyjaśnić tego, co dają mi mężczyźni, a czego nie potrafiłabym otrzymać od innej kobiety. Nie można porównywać jabłek do gruszek. I nie chodzi o to, co wielu podejrzewa, że miłość z kobietą jest mniej fizyczna, a bardziej uczuciowa. To nieprawda. Trudno nazwać fisting mało fizycznym, czy mało intensywnym przeżyciem. Podobnie nie można nie zauważyć, jak wielką rolę w moich relacjach z mężem, zwłaszcza intymnych, odgrywa uczucie. Najłatwiej stwierdzić, że to po prostu dwa inne Światy. Oba kocham, równie mocno cenię, i nie umiałabym żyć tylko w jednym z nich, zapominając zupełnie o drugim.

Moja partnerka była doświadczoną w sztuce kobietą. Już na początku wspólnej zabawy, gdy dobierano się w pary, trójkąty i bardziej kanciaste figury na czas po wspólnej orgii, zdecydowałyśmy się na siebie. Po pierwsze wolałam kobietę ze względu na brak konieczności myślenia o antykoncepcji. Po drugie od dawana miałyśmy ochotę spędzić z sobą noc. Po trzecie zbyt wiele naszych koleżanek zapragnęło nocy z dwoma partnerami, by możliwy był inny układ ;) .

Nie żałowałyśmy tego wyboru. Do rana nie zmrużyłyśmy oczu. Nawet sporadycznie goszcząc w naszej sypialni Annę, nie miałam od dawna kobiety w taki jak wczoraj sposób. Prawie zapomniałam, że poza seksem oralnym i pettingiem doświadczone miłośniczki Safony znają i inne sztuczki. Cieszę się zwłaszcza z tego, że przypomniano mi jak przyjemny jest trybadyzm i jak wielką rozkoszą może być fisting. Moja partnerka to prawdziwa mistrzyni miłości dłonią.

Drogę do domu przespałam. Po odebraniu dzieci od dziadków miałam tylko silę nakarmić małą i poszłam spać. Obudziłam się godzinę temu. Pokrzepiona kawą, nakarmiwszy ponownie dziecko siadłam do pisania. Jestem wypoczęta, dom jest cichy, kawa smakuje wyśmienicie, więc szkoda by było odkładać pisanie na jutro. Wszak dziś najwyraźniej pamiętam emocje.

Wczorajsze spotkanie po raz kolejny udowodniło, że spotkania tematyczne są ciekawsze niż zwykłe swingers-party. Mieliśmy lepszą zabawę a atmosfera była o wiele ciekawsza i pikantna. Właśnie dzięki narzuceniu sobie konwencji i wyzwoleniu z tego co codzienne. Było wspólne ocenianie strojów. Konkursy, która z nas zgrabniej pozbędzie się odzienia, na najbardziej zbliżoną do tej z ‘epokowi’ bieliznę, czy też zabawa w odnajdywanie z zawiązanymi oczami własnej żony czy też partnerki po kształcie piersi czy puszystości naturalnego futerka pomiędzy udami. Stworzyło to wszystko wspaniałą atmosferę. Później o wiele łatwiej było się wspólnie bawić i kochać na oczach szerokiej publiczności.

O wiele bardziej cenię sobie takie właśnie orgie, niż tradycyjne party na których szybko łączy się w pary, trójkąty i czworokąty, by skonsumować owe figury w zaciszu oddzielnych pomieszczeń. Orgia posiada zupełnie inną atmosferę i charakter, a co za tym idzie dostarcza daleko różnych od klasycznego swingowania doznań. Odkryłam, że jestem po części ekshibicjonistką. Sprawiało mi przyjemność być obserwowaną, a oklaski jakimi nagrodzono mój orgazm wywołały rumieniec wstydliwej dumy. Z wypiekami dołączyłam też do wianuszka widzów obserwujących jak Robert z pomysłowością ujeżdżą wypiętą przed nim panią domu, jak i nagrodziłam oklaskami wspaniały spektakl jaki dała odważna, młodziutka amazonka z wdziękiem ujeżdżająca naszego gospodarza. Jej mały, krągły biust zachwycał gdy z zamkniętymi oczami i rozpuszczonymi włosami cwałowała nabita na członek. Słowem orgia to spektakl w którym raz się jest na scenie, raz na widowni a często jest się i aktorem i publicznością jednocześnie.

Nasze Noworoczne spotkanie mamy zamiar zorganizować w podobnej konwencji. Mamy już dwie chętne pary i jedną ciągle zastanawiającą się nad propozycją. Jutro wyślę kolejne zaproszenia.

* @ 23 Listopada ’10
Dziękuję Tomkowi za przypomnienie o drobnej, ale istotnej kwestii mojej decyzji co do wyboru fryzurki :) Zdecydowałam się na naturalny meszek, bez żadnych ingerencji w jego wygląd. Dziękuję wszystkim za oddane głosy.

]]>
/2010-11-21/orgia-w-stylu-retro/feed/ 4
Intymny meszek: naturalny, czy też wymodelowany? /2010-11-16/intymny-meszek-naturalny-czy-tez-wymodelowany/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=intymny-meszek-naturalny-czy-tez-wymodelowany /2010-11-16/intymny-meszek-naturalny-czy-tez-wymodelowany/#comments Tue, 16 Nov 2010 09:11:38 +0000 Agnieszka /?p=1645 Muszę dziś podjąć decyzję w dość błahej, jednak nie dającej mi spokoju sprawie. Muszę zdecydować się, czy wystąpić na najbliższym swiengers-party w naturalnym, czy też lekko wymodelowanym futerku. Najzwyklej nie mogę się zdecydować. Od niepamiętnych czasów nie miałam tak naturalnego zarostu między udami. Nawet decydując się na fryzurkę w postaci szerokiego, jakby naturalnego, trójkąta zawsze depilowałam wargi, wnętrza ud i przestrzeń pomiędzy pośladkami. Dziś mam złote runo tam, gdzie nie poskąpiła mi go matka natura.

Ze względu na klimat w jakim ma się odbywać zabawa ustaliliśmy, że Panie obowiązują intymne futerka nie mniejsze, niż delikatnie wymodelowany naturalny trójkąt. Panowie również poproszeni zostali o podobny umiar w depilowaniu.

Mam więc do wyboru pojawić się sauté lub zdecydować się na dyskretną depilację. Z początku zamierzałam wydepilować wargi i przestrzeń pomiędzy pośladkami, jednak teraz coraz bardziej podoba mi się idea by pojawić się w pełnej, naturalnej krasie. Nawet jak na blondynkę mam wyjątkowo miękki i ładnie umiejscowiony zarost. Mąż rano tak szczerze zachwycał się futerkiem zdobiącym wargi, kiedy wypięta ku niemu pośladkami rozkoszowałam się porannym seksem oralnym, że na serio myślę o zaniechaniu wszelkiej ingerencji w naturalny wygląd moich intymnych kędziorków. Przynajmniej na tę jedna okazję.

Ponieważ swingujemy w sobotę, to na ewentualną depilacje muszę się zdecydować przed czwartkiem. Pozwoliłam sobie umieścić poniżej ankietę:

Note: There is a poll embedded within this post, please visit the site to participate in this post's poll.

Pojutrze rano rzucę monetą. Awers będzie oznaczał że postąpię zgodnie z jej wynikami, rewers, że przeciwnie ;) . Jestem przewrotna i lubię zdać się na los. Zwłaszcza, że w tym przypadku będzie on podwójnie ślepy.

]]>
/2010-11-16/intymny-meszek-naturalny-czy-tez-wymodelowany/feed/ 0
Wyznanie /2010-11-15/wyznanie/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=wyznanie /2010-11-15/wyznanie/#comments Mon, 15 Nov 2010 13:47:27 +0000 Agnieszka /?p=1644 iekiedy mąż potrafi mnie zaskoczyć.

Rano seks zajął nam odrobinę mniej czasu niż zwykle. Był jakby to powiedzieć… Chyba najlepiej agresywny. Oboje mieliśmy na coś takiego ochotę. Eskalowaliśmy działania aż do momentu, gdy wspólna miłość przypominała walkę dwóch rozjuszonych zwierząt. Mam odrobinę obolałe piersi i boleśnie pokąsane brodawki. Mąż może poszczycić się kilkoma zadrapaniami na plecach i podbiegłym krwią śladem po zębach nad piersią.

Seks był dobry, miło męczący, i bardzo zadowalający.

Już ‘po’ rozmawialiśmy leżąc obok siebie na plecach. Poruszaliśmy różne tematy. Zaczęliśmy omawiać nasze najbliższe weekendowe swingowanie, organizację kameralnego spotkania ze znajomymi w Sylwestra, listę gości. Zeszło na tematy poboczne, w tym na planowany na styczeń wypad Roberta na Śląsk, do kolegi ze studiów. Wypady te są jakby przeciwwagą dla moich krótkich romansów z kobietami. Mąż jedzie nie tylko odwiedzić najlepszego przyjaciela. Jedzie też na ‘młode dupcie’, które ‘wyrywają’ z Andrzejem w jego klubie (słownictwo z listów wymienianych pomiędzy nimi). Stara tradycja, coś o czym wiedziałam jeszcze przed ślubem, coś w czym sporadycznie zdarzało się mi uczestniczyć i coś co akceptuję o ile zachowany zostaje umiar, ostrożność a cała przygoda traktowana jest jako czysto hedonistyczny wypad. Rozmawiając o jego planowanej podróży dowiedziałam się, że najbardziej lubią dzielić się zdobyczą. Gdy poprosiłam o wyjaśnienie usłyszałam w treściwych słowach ciekawą historię. Nie mam czasu opowiedzieć jej dokładnie. Spodziewam się gości. Według słów męża:
Andrzej organizuje dziewczyny. Dwie. Spędzają z nimi wieczór w klubie, jednak tylko jedna z nich, ta którą wybiorą zapraszana jest do prywatnego mieszkania na górze. Dziewczyny wiedzą o ich zwyczajach, bo dla zainteresowanych nie są one żądną tajemnicą. Dziewczyna spędza z nimi noc, a oni dzielą się nią demokratycznie. Robert opowiadał, że najbardziej lubi być drugim… Wejść pomiędzy jej uda zaraz po tym jak skończy w niej Andrzej, i korzystając z tego że utorował mu drogę zerżnąć wkładając w to całą dostępną mu energię i siłę. Opowiadał, że najbardziej z całej nocy lubi właśnie tą chwilę. Po chwili jednak dodał, że czasami, w zależności od temperamentu i charakteru dziewczyny, lepiej bawią się później, gdy w pełni eksplorują możliwości jakie daje układ k+2m. Szczególnie gdy dochodzi do podwójnej penetracji.

Wymusiłam na mężu, że następnym razem, na wiosnę, odwiedzimy Andrzeja razem.

]]>
/2010-11-15/wyznanie/feed/ 1
Sukienka /2010-11-12/sukienka/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=sukienka /2010-11-12/sukienka/#comments Fri, 12 Nov 2010 09:11:00 +0000 Agnieszka /?p=1641
czoraj byłam u krawcowej i po raz pierwszy przymierzyłam sukienkę na najbliższe swingers-party. Zamówiona specjalnie na tą okazję jest najwierniejszą, jaką udało się nam zaprojektować, kopią kobiecego odzienia noszonego w latach ’20 ubiegłego wieku. Sukienka będzie gotowa na początku przyszłego tygodnia, tak więc z pewnością wystąpię w niej 20-tego. Z jednej strony jestem zadowolona z pierwszej przymiarki, z drugiej już wiem, że nijak nie będę się prezentowała w niej jak modelki na załączonej w jednym z poprzednich wpisów ilustracji… Nie mam drobnego biustu, ani figury chłopczycy. Sukienka musiała to uwzględnić i jej linia w okolicach piersi wyraźnie odbiega od tej, jaką uważano wtedy za najbardziej ponętną. By nie uwydatniać biustu zdecydowałam się nie zakładać pod nią biustonosza, czy miękkiego gorseciku. Sam materiał z jakiego została uszyta jest na tyle delikatny, że nieosłonięte bielizną piersi będą delikatnie widoczne zza odrobinę przezroczystej zasłony. Z pewnością będą widoczne spod materiału brodawki, jednak w danym przypadku jest to wręcz pożądany efekt.

Podczas przedwczorajszej kolacji we dwoje rozmawialiśmy o tegorocznym Sylwestrze i Nowym Roku. Mamy mały problem. Moi i Roberta rodzice będą świętować poza domem. Mówiąc bez ogródek, nie mamy z kim zostawić córeczek. Rozważaliśmy wynajęcie opiekunki, jednak nie mamy nikogo zaufanego, a obcej osobie, nawet z referencjami, nie chcemy powierzać dzieci. Generalnie też nie lubię obcych osób w domu. Z tego właśnie powodu nigdy nie uległam namowom Roberta, by skorzystać z pomoc do sprzątania. Wstępnie ustaliliśmy, że moglibyśmy zorganizować u nas kameralne, noworoczne swingers-party. Problem w tym, że obie najbardziej zaprzyjaźnione z nami pary mają już zobowiązujące plany. Sam pomysł jednak na tyle się nam spodobał, że wysłałam zapytania do najbardziej lubianych przez nas par, czy mieliby ochotę spędzić Sylwestra swingując na kameralnym, prywatnym przyjęciu. Ponieważ planujemy zaprosić najwyżej trzy, cztery pary, zapytania wysłałam tylko do części osób z naprędce sporządzonej listy. Jeśli ktoś odmówi wyślę kolejne, aż zbierzemy chętnych. Na Annę nie mamy co liczyć :) . Bawić się będzie ze znajomymi z uczelni.

Choć jeszcze nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi, listy wysłałam dopiero wczoraj wieczorem, zastanawiam się już jak wszystko zorganizować. Nie wiem jeszcze, jak zadbać o to, by nasze zabawy, świętowanie i późniejsze swingowanie nie przeszkadzały dziewczynkom spać. Oba pokoje dziecięce, podobnie jak wszystkie sypialnie na górze i nasze pracownie, mają dodatkową izolację akustyczną. Praktycznie słychać w nich tylko naprawdę głośne krzyki, lub wyjątkowo głośną muzykę, szczególnie gdy Robert podkręci za mocno subwoofery. O hałas się nie martwię. Muszę zapytać męża czy nie można jakoś sprytnie zorganizować monitoringu dzieci. W końcu to jego konik.

]]>
/2010-11-12/sukienka/feed/ 0
Poranne Kochanie /2010-11-10/poranne-kochanie/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=poranne-kochanie /2010-11-10/poranne-kochanie/#comments Wed, 10 Nov 2010 09:48:02 +0000 Agnieszka /?p=1638

Zazwyczaj poranek rozpoczynamy kochając się. Z wielu przyczyn poranny seks jest przeważnie szybki i w miarę prosty. Nie mogłabym powiedzieć że jest ubogi… Raczej jest on pozbawiony zbędnych ozdobników i ograniczony pewnymi ramami czasowymi. Odkąd Marysia podrosła także weekendowe poranki nie różnią się za bardzo od tego, czego doświadczamy w ciągu dni powszednich. Dba o to przyzwyczajona do porannego wstawania do żłobka córka. Zjawia się w naszej sypialni przeważnie przed ósmą, więc na dłuższe amory czasu nie ma.

To, że poranny seks jest szybki i prosty nie oznacza że jest on mniej satysfakcjonujący. Lubimy się kochać w klasycznych pozycjach. Bardzo cenię sobie pozycję misjonarską. Często kochamy się na jeźdźca, lub w pozycji bocznej. Rzadziej robimy to ‘na pieska’, czy pieszcząc się spleceni w 69. Niekiedy od pełnego stosunku wolimy seks oralny lub petting, a od czasu do czasu decydujemy się na miłość grecką.

Dziś rano mąż odszedł nieco od utartego scenariusza szybkiej miłości. Przebudzony wcześniej niż zwykle, wtulił się we mnie w łyżeczkę, i korzystając z tego, że po nocy koszulka podjechała mi pod sam biust zaczął delikatnie pieścić odsłoniętą skórę. Obudziła mnie dłoń wędrująca poprzez brzuch ku biodru, a dalej po udzie ku zgiętemu kolanu i łydce. Kiedy otwarłam oczy i poruszyłam się jego dłoń zawróciła i pokonując poprzednia trasę zakończyła swą podróż wsuwając się pod koszulkę, pomiędzy piersi.

Nie było tradycyjnej gry wstępnej w postaci szybkiego seksu oralnego. Nie było gwałtownych ruchów, nie wszedł we mnie gdy wykazałam pierwsze oznaki podniecenia. Zamiast tego pieścił długo starannie omijając łechtaczkę. Sprawił, że całą sobą pragnęłam, by dotknął mnie w TYM miejscu. Czułam jak ciałko mojego groszka pręży się w euforycznej erekcji nie mogąc doczekać się jego uwagi. Jęczałam z podniecenia gdy wszedł we mnie palcem. Ta drobna pieszczota sprawiła, że nagle zapragnęłam cała sobą poczuć go w sobie. Rozpalona, na granicy orgazmu, sięgnęłam za siebie dłonią, rozpięłam guziczki rozporka jego pidżamy i wyciągnęłam jego pulsujący członek na zewnątrz. Wszedł we mnie a moje ciało przyjęło z wdzięcznością potężny członek. Przez chwilę kontemplowaliśmy nasze złączenie się w absolutnym bezruchu. Kiedy ponownie zaczął pieścić podbrzusze i piersi odwzajemniłam się za karesy rytmicznie zaciskając pochwę na wypełniającym mnie członku. Trwaliśmy tak ciasno wtuleni w siebie aż do momentu gdy się we mnie poruszył. Przyciskając dłonią podbrzusze, z palcem prawie dotykającym łechtaczki, wysunął się do połowy, by powrócić rozkosznie przyjemnym pchnięciem. Jedno, drugie, trzecie… Później kilka kolejnych, szybszych, mocniejszych, głębszych… Jego palce bawią się moim kolczykiem, czuję jeszcze jak dolna kulka sztyftu wsuwa się pod kapturek łechtaczki i na nagle, już bez mojej świadomości czy woli przeżywam katharsis! Orgazm potężny jak wyzwolenie. Fala rozkoszy, która zamienia mnie na kilka sekund w drżący, łapiący spazmatycznie powietrze kłębek. Obudziłam się ciasno wtulona w jego pierś. Moje ciało pulsowało na wciąż wypełniający mnie członku. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że oddech Roberta jest równie niespokojny co mój, a uda i pośladki mam mokre od jego nasienia. Zrozumiałam, że mój własny wybuch spowodował lawinę, która pociągnęła go za mną w otchłań.

Trwaliśmy złączeni tak długo, aż z kontemplacji tej szczęśliwej chwili wyrwał nas pobrzękujący budzik. Wyłączyłam go zanim dźwięk alarmu przeszedł w świdrujący pisk. Odwróciłam się ku Robertowi twarzą i pocałowałam w usta. Naciągnął mnie na siebie a ja tuląc policzek do jego barku rozkoszowałam się palcami błądzącymi po moich plecach. Trwaliśmy tak aż do powtórnego przebudzenia się budzika. Dopiero gdy go wyłączyliśmy mąż złożył mi życzenia urodzinowe. Potem były kwiaty, prezent – kolejny drobiazg do mojego platynowego garnituru Art Déco, śniadanie do łózka i gorąca kąpiel. Mąż zrobił sobie dziś wolne… A o budziku, który tak nam rano przeszkadzał, zapomniał…

Wieczorem podrzucamy dzieci rodzicom męża, a sami idziemy na romantyczną kolację. Ze względu na Marysię po kolacji odbierzemy nasze pociechy. Tym razem nie spędzimy nocy w hotelowym apartamencie.

To był miły poranek a dzień zapowiada się jeszcze lepiej. W końcu mam dziś urodziny!

]]>
/2010-11-10/poranne-kochanie/feed/ 5
Google Search Terms /2010-11-06/google-search-terms/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=google-search-terms /2010-11-06/google-search-terms/#comments Sat, 06 Nov 2010 13:11:55 +0000 Agnieszka /?p=1637 dkryłam, że Robert założył na naszym blogu moduł statystyczny. Najbardziej zaciekawiły mnie słowa-klucze po jakich trafiano do nas z Google. Najwięcej było oczywiście zapytań dotyczących wariacji słów: satyr, bachantka, namiętnik, swingers i blog. Później jednak wyłowiłam kilka ciekawych fraz, które pozwalam sobie przedstawić pogrupowane w kategorie:

W Rodzinie:

spanie z siostra peeting
wspólne pieszczoty kuzynów
porno rodzinny handjob
zerżnął mnie ojczym
zerżnął mnie wujek
zerżnął mnie syn
matka przylapuje corke na masturbacji filmiki

Odrobina BDSM:

filmy spankingowe o noszeniu pampersa
noc poślubna bdsm
symulowane porody bosm.
chłostać orgazm
figging
imbir w pupie

Elektryfikacja miast i wsi:

elektrostymulacja erotyczna
elektrostymulacja pochwy
elektrostymulacja prostaty
elektrosymulacja członka
elektrstymulacja warg

Dokumentalno-historyczne:

amatorskia orgia 8 sierpnia 2008

Dramaty małżeńskie:

rozdarł mi rajstopy i przeleciał
dildo w małżeńśkiej sypialni

Tego nie umiem zakwalifikować…

bez łechtaczki pics

Jestem w rozterce. Albo mamy tu całkiem zwyczajny przejaw fetyszyzmu, albo tęsknotę za pedofilskimi fantazjami. Sama nie wiem:

sex w podkolanówkach

No i na samym końcu coś naturalnie zdrowego i kojarzącego się mi z sielankowymi opisami wsi polskiej:

sex w zbożu

Ciekawe! Nie przypuszczałam, że dowiem się kiedyś po jakich słowach kluczowych można odnaleźć naszą stronę.

]]>
/2010-11-06/google-search-terms/feed/ 3
Przyłapani /2010-11-05/przylapani/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=przylapani /2010-11-05/przylapani/#comments Fri, 05 Nov 2010 08:47:36 +0000 Agnieszka /?p=1634

ziś rano Marysia przyłapała nas w trakcie miłosnych igraszek. Spostrzegliśmy ją późno, więc miała doskonałą okazję przyjrzeć się dokładnie temu, w jaki sposób się kochaliśmy. To moja wina, gdyż wracając z nocnego karmienia nie zamknęłam drzwi na zamek. Pocieszam się, że trochę w tym zasługi Roberta, gdyż uległszy moim narzekaniom nasmarował w ubiegły weekend skrzypiące zawiasy w drzwiach do naszej sypialni.

Marysia zobaczyła więc jak mama z dłońmi wplecionymi we włosy ujeżdża okrakiem tatę.

Zauważyłam ją dopiero, gdy podeszła do łóżka. Małej strasznie spodobało się jak nagle zniknęłam pod kołdrą, i myśląc że bawię się w chowanego, całkowicie lekceważąc starającego się okryć poduchą Roberta, wślizgnęła się do mnie. Mąż uciekł do łazienki i wrócił już ubrany. Marysia w tym czasie prowadziła śledztwo. Po pierwsze chciała wiedzieć, czemu jestem naga. ‘Bo jest gorąco’ okazało się niezbyt fortunną odpowiedzią. Małej też się zrobiło ‘gorąco’ i ledwo udało mi się ją przekonać, żeby się nie rozbierała. Już ubrana obserwowałam powrót taty. Rozbawiło mnie gdy mała radośnie krzyknęła na jego widok ‘konik’. Tatuś, pomimo zaskoczenia takim obrotem sytuacji, stanął na wysokości zadania. Opadł na kolana, zgiął się, podreptał pod łóżko i rżąc zaofiarował córce przejażdżkę. Marysia wykorzystała go aż do zajeżdżenia. Gdy koń opadł z sił i zaczął się uskarżać na bolące kolana wróciła do łózka, a dalsze zabawy przebiegały już utartym szlakiem.

Obiecałam sobie, że od dziś zanim zaczniemy się kochać sprawdzimy czy są zamknięte na zamek drzwi… Tak jak to robimy swingując, gdy Marysia śpi w domu.

]]>
/2010-11-05/przylapani/feed/ 2
Nieprzespana Noc /2010-11-04/nieprzespana-noc/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=nieprzespana-noc /2010-11-04/nieprzespana-noc/#comments Thu, 04 Nov 2010 12:24:26 +0000 Agnieszka /?p=1632 Mięliśmy z mężem ciężką noc. Ciężką o tyle, że gdy ledwo zmęczeni miłosnymi zapasami zasnęliśmy, obudził nas płacz Marysi. Córeczka czegoś się przestraszyła, jednak czego nie mogliśmy się dowiedzieć. Nie udało się jej uspokoić, więc chcąc nie chcąc, po kilku bezowocnych pielgrzymkach do jej pokoju pozwoliliśmy jej ‘spać’ z nami. Słówko umieściłam w cudzysłowach, gdyż ze snem nie miało to wiele wspólnego. Przynajmniej z naszym snem. Mała wprawdzie zasnęła, jednak przez całą noc rzucała się, ściągała z nas okrycie, kopała i wierciła się jak opętana. Dwukrotne próby wyniesienia śpiącej królewny nie dały pożądanych rezultatów. Wracała z płaczem i zabawa w ‘spanie’ zaczynała się od nowa. Gdy dodać do tego karmienie młodszej siostrzyczki mogę powiedzieć, że noc mnie bardziej zmęczyła niż zrelaksowała. Rano najzwyczajniej zrejterowałam z łóżka. Zaraz po porannym karmieniu uciekłam prosto pod prysznic. Chłodny tusz orzeźwił, a to, że po chwili delektowania się strumieniem wody do kabiny wślizgnął się mąż, nadało porankowi wyjątkowo miłego charakteru.

Kochaliśmy się bez słowa, w milczeniu. Widać było po nim, że jest równie zmęczony nocą co ja. Nasz stan sprawił, że zazwyczaj pełen wigoru seks jaki lubimy oprawiać pod prysznicem zamienił się w długą sesję tulenia i pieszczot, zakończoną leniwym stosunkiem z ognistym akcentem podczas samego finału. Odwrócona do niego plecami przywarłam do ściany. Obejmując jedna dłonią jego biodra, drugą pieściłam się w rytm jego niespiesznych pchnięć. Czekał na mój orgazm, a gdy opadły ze mnie emocje chwycił dłońmi za biodra i skończył w lubieżnym, dzikim galopie.

Gdy wyszliśmy spod natrysku było jeszcze wcześnie. Rozbudzona już, szczęśliwa z nie wiadomo jakich powodów córka zmusiła nas, by położyć się ponownie do łóżka. Długo skakała po nas, tuliła się i wiła sobie ‘gniazdko’. Gdy przyniosłam Martusię przeżywała rozterki, w jaki sposób rozłożyć w łóżku nasza czwórkę. Nijak nie mogła znaleźć przynależnego tylko jej ‘środka’.

Śniadanie zjedliśmy wyjątkowo we czworo. Po nim, gdy mąż zabrał Marysie do żłobka wykorzystałam pierwszą drzemkę Martusi, by samej odespać zaległości. Nie spałam za długo, jednak po przebudzeniu zrozumiałam, jak bardzo tego snu potrzebowałam.

]]>
/2010-11-04/nieprzespana-noc/feed/ 0
Minione Dni… /2010-10-31/minione-dni/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=minione-dni /2010-10-31/minione-dni/#comments Sun, 31 Oct 2010 19:31:58 +0000 Agnieszka /?p=1630

Bycie na urlopie macierzyńskim kojarzy się zazwyczaj z dużą wolnego czasu… Brak aktualizacji naszej strony jest jednak najprostszym dowodem dowodzi czegoś całkiem przeciwnego :) . Jednocześnie nie mogłabym twierdzić, że w naszym życiu nastąpiły jakieś ważkie zmiany. Zwyczajnie nie mogłam znaleźć chwili, by w całkowitym spokoju podzielić się tym co u nas z domagającymi się aktualizacji czytelnikami. Dziękuję za listy z przypomnieniami… I przepraszam, że nie na wszystkie byłam w stanie odpisać.

Najważniejszą zmianą, może nie tyle jakościową co ilościową, jest to, że nie siedzimy z Martusią w domu. Namiętnie spacerujemy, chodzimy wspólnie na zakupy, podróżujemy, odwiedzamy, wpadamy na kawę. Wybraliśmy się nawet same we trójkę (ja i dziewczynki) do Wrocławia i z powrotem. Podobnie jak starszą córkę, przyzwyczajam małą do uczestniczenia w naszym codziennym życiu. Polubiła wspólne spacery, wyjścia, jazdę samochodem. Karmienie piersią cudownie ułatwia wspólne wyjazdy.

Jedyną niedogodnością, i czymś do czego musieliśmy się dostosować, są nocne pory karmienia. Tu mój maluszek nie idzie na żadne kompromisy. Nie lubi też czekać zbyt długo na pierś. Powoduje to niekiedy śmieszne sytuacja. Jak na przykład w piątek, gdy goszcząc u siebie Annę byłam zmuszona przeprosić ją na chwilę i delikatnie wysunąwszy się spod niej zburzyć świeżo zawiązane 69. Robert wykorzystał sytuację, bo gdy wróciłam Anna odpoczywała leżąc na nim. Gdy wróciłyśmy po chwili do przerwanego zajęcia smakował mężem, co tylko uczyniło całą sytuację bardziej pikantną ;)

W sobotę zostawiłam Roberta na straży domowego ogniska, a sama poszłam na zakupy. Postanowienie, by na najbliższym swingowaniu w stylu retro wystąpić w naturalnym futerku miało tą konsekwencję, że zmuszona byłam uzupełnić garderobę o nową bieliznę. Większość moich majteczek było zbyt skromnych, by zakryć w całości odrastający trójkącik. Lubię czuć się dobrze w bieliźnie, a w skąpych, lub całkowicie przezroczystych majteczkach nie sposób wyglądać ponętnie gdy ma się całkowicie naturalny zarost ;) . Zaraz po imprezie idę do kosmetyczki. Zanim ponownie zdecyduję się na depilację poeksperymentuję. Zimą lubię odmianę, więc pewnie zdecyduję się na ładnie wymodelowany trójkącik, lub szeroki pasek.

Odchodząc zupełnie od dzisiejszego toku myśli dodam, że niekiedy rodzice potrafią zaskoczyć nas czymś, czego absolutnie się nie spodziewamy… Moja mama pozazdrościła mi kolczyka i nie napomykając niczego ani mi, ani o ile się zorientowałam ojcu założyła sobie podobny. Mogłabym zastanawiać się nad tą decyzją klasycznie: Oszalała! Przecież ona ma już ponad pięćdziesiąt lat!!!. Przyznam się, taka była moja pierwsza reakcja. Później jednak zdałam sobie sprawę z tego, że sama mam już ponad trzydzieści lat. No i z tego, że w przyszłości, będąc w jej wieku, chciałabym wyglądać tak jak ona, i mieć tak udane życie seksualne jak moi rodzice. Jestem strasznie ciekawa czy po całkowitym wygojeniu się wkłucia mama równie pozytywnie jak ja oceni swoją ozdobę. Nie uniknęłam rozmowy na temat mojego kolczyka. Prawdę mówiąc często rozmawiamy na intymne tematy, więc nie miałam żadnych oporów, by podzielić się z nią moimi doświadczeniami i sugestiami. Jestem ciekawa czy się sprawdzą.

Mama zaproponował nam też wspólne wakacje w przyszłym roku. By spędzić je tak jak kiedyś robiłam to z rodzicami, na Riwierze, w Cap d’Agde, Leucate Plage, czy którymś z mniej znanych miejsc. Kuszą też Hiszpania i Kreta. Miejsca o których słyszeliśmy sporo od przyjaciół, a których jeszcze nie odwiedzaliśmy. Dla nas byłaby to okazja do pierwszych od ślubu wspólnych wakacji z rodzicami, a dla dziewczynek pierwsza wizyta na nagiej plaży. Zgodziłam się a Robert przyklasnął planom. Wyboru możliwych miejsc dokona mama. Osobiście jestem za Francją, lub Hiszpanią. Francja kusi lubianymi miejscami, kojarzącymi mi się z dzieciństwem i tym, że odrobinę znam język Balzaka. Hiszpania jest równie atrakcyjna, choć może nieco za gorąca latem. Zobaczymy…

Dziś Święto, dla jednych Zmarłych dla innych Halloween. Cmentarz odwiedziłam w tygodniu, podczas wizyty u rodziców. Byłam u przyjaciółki. Rówieśniczki, powierniczki, mojej platonicznej miłości. Była moją najbliższą przyjaciółką we Wrocławiu. Nie płakałam, zostawiła po sobie wspaniałe wspomnienia. Zdjęcie u góry ma w sobie coś z jej natury.

]]>
/2010-10-31/minione-dni/feed/ 0
Kilka Stron Wartych Polecenia /2010-10-11/kilka-stron-wartych-polecenia/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=kilka-stron-wartych-polecenia /2010-10-11/kilka-stron-wartych-polecenia/#comments Mon, 11 Oct 2010 16:11:58 +0000 Agnieszka /?p=1626

 
Kilka stron na których można znaleźć ciekawe erotyczne lub artystyczne fotografie. Nie wszystko jest złotem, jednak warto poszperać ;)

 

]]>
/2010-10-11/kilka-stron-wartych-polecenia/feed/ 0
„FLESH” /2010-10-11/flesh/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=flesh /2010-10-11/flesh/#comments Mon, 11 Oct 2010 08:45:13 +0000 Agnieszka /?p=1624

„FLESH” Mr Flash Music video from Cédric BLAISBOIS on Vimeo.

]]>
/2010-10-11/flesh/feed/ 1
Party w Stylu Retro /2010-10-09/party-w-stylu-retro/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=party-w-stylu-retro /2010-10-09/party-w-stylu-retro/#comments Sat, 09 Oct 2010 14:18:07 +0000 Agnieszka /?p=1618

 
Za nieco ponad miesiąc, w połowie listopada, uczestniczymy w średniej wielkości swingers-party. Organizuje je nasza przyjaciółka, a grono uczestników zostało dobrane podług jej klucza. Nie jest to jedno z otwartych dla wszystkich spotkań, a raczej prywatna impreza organizowana dla najbliższych znajomych.

Spotkanie odbędzie się w jej willi. Uczestniczyć w nim będą same pary, w sumie osiemnaście osób. Specjalnie na potrzeby tego spotkania stworzyłam zamknięty działa na forum naszej swingers-gromadki, w którym ustalamy ostateczne szczegóły. Od kateringu, poprzez manu, aż po zasady i temat przewodni spotkania.

Wydaje się, że mamy już wybraną firmę kateringowa i menu. Alkohole też zostały zaakceptowane, podobnie jak rodzaje i marki prezerwatyw i inne pomniejsze rzeczy niezbędne na takich imprezach. Najważniejsze jednak, że udało się szybko ustalić temat przewodni spotkania. Organizowana impreza należy to jednych z tych, na których obowiązuje swingujących pewna konwencja. Mieliśmy już kilka podobnych, jednak ta zapowiada się wyjątkowo uroczo. Tematem przewodnim będą lata dwudzieste ubiegłego wieku. Obowiązują stroje, blizna, fryzury, dodatki itd. z lub nawiązujące do tamtego okresu. Co ciekawe, natychmiast gdy ustalono temat przewodni zawiązało się silne lobby na rzecz ‘tradycyjnych wartości’, co w praktyce oznacza, że część panów zażądała by damy wystąpiły w naturalnych futerkach pomiędzy udami. Ten kontrowersyjny temat najbardziej podgrzał dyskusję. Wczoraj udało się osiągnąć kompromis. Generalnie obowiązuje nas ‘naturalny wygląd’. Dopuszczono jednak szeroką swobodę, aczkolwiek całkowita depilacja, paseczki i symboliczne trójkąciki zostały wykluczone. Szczęściem nie zdążyłam udać się po porodzie do kosmetyczki. Do listopada powinnam wypielęgnować mój naturalny zarost. Postanowiłam wystąpić w szerokim, puszystym trójkąciku włosków. Lekko formowanym, jednak bez zbytniej ingerencji w jego naturalne kształty. Zdecydowanie będę miała wydepilowane pachy, przestrzeń pomiędzy pośladkami i udach, ale mam zamiar pozostawić włoski na wargach sromowych. Będę wyglądać naturalnie i estetycznie. Farbuje się na naturalny, średni blond. Tyle w kwestii intymnej fryzurki.

Bieliznę mam. Jedwabny komplecik w kolorze kości słoniowej będzie pasował, choć nie wiem, czy będę zakładała biustonosz. Może założę gorsecik, może zrezygnuję z tej części garderoby zupełnie?. Mam też szeroki pas do pończoch, a w bieliźniarce znajdą się jedwabne pończoszki.

Sukienkę szyję. Coś lekkiego w tym stylu:

Nie mam tak cenionej w tamtym okresie ‘chłopięcej’ budowy ciała i niewielkiego, płaskiego biustu. Zobaczymy co wyczaruje krawcowa, i jak to będzie na mnie leżało.

Dodatki mam, choć nie wiem jeszcze który z dwóch możliwych zestawów wybrać. Chyba jednak będą to perły. Długi sznur i kolczyki. Zdecyduję pomiędzy nimi a platynowymi dodatkami z lat 30-tych, jakie kupił mi w prezencie mąż, gdy będzie już gotowa sukienka.

Dziewczyny w podobny sposób zaangażowały się w przygotowania. Chwilowo opanowałyśmy forum chwaląc się pomysłami i wymieniając idee. Panowie zupełnie się wycofali z naszego tematu zajęci własną dyskusją o wyższości fajki nad cygarem, czy whisky nad koniakiem.

Mąż z ulgą przyjął moje stwierdzenie, że wystarczy mu jeden z garniturów, gładka, biała koszula, i znienawidzona kamizelka z krawatem. Będzie wyglądał uroczo w czarnych skarpetkach i białych szortach. Mam dla niego na oku kapelusz i może laseczkę o ile znajdę jakąś.

]]>
/2010-10-09/party-w-stylu-retro/feed/ 0
Bachanalia /2010-10-09/bachanalia/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=bachanalia /2010-10-09/bachanalia/#comments Sat, 09 Oct 2010 10:17:06 +0000 Agnieszka /?p=1616

 
Ubiegłej nocy urządziliśmy sobie prawdziwe bachanalia. Oczywiście w miarę skromnych możliwości. Nie za głośno, by nie pobudzić dzieci, jednak z odpowiednią oprawą.

Praktycznie rzecz biorąc zapomniałam już o połogu. No nie do końca. Ciągle pracuję nad brzuchem. Ciągle jeszcze nie jestem z niego zadowolona, ale to już drobny szczegół. Robert twierdzi, że nie widzi różnicy, jednak wystarczy, że ja ją widzę. Wracając jednak do głównego wątku, w mijającym tygodniu zniknęło ostatnie ograniczenie naszego życia erotycznego i zaczęliśmy współżyć, tak ‘po bożemu’. Jest jak dawniej, a seks sprawia mi niesamowitą przyjemność.

Wczorajszej nocy gościliśmy Annę. Dzielnie dotrwaliśmy z dziećmi do kolacji. Gdy maluchy w końcu zasnęły mogliśmy zając się tym co lubimy najbardziej, czyli rozpusta i hołdowaniem hedonistycznemu stylowi życia.

Wylądowaliśmy we troje w jacuzzi. Pierwszy raz od dziesięciu miesięcy pozwoliłam sobie na więcej niż symboliczną kropelkę wina. Prawdę mówiąc wypiłam kilka jego kieliszków. W samej kąpieli doszło do scen nieprzyzwoitych. Robert chłeptali wino ściekające z moich piersi, czy z łona Anny. My piłyśmy je spływające z podbrzusza Roberta. Robert bawił się kostkami lodu wodząc nimi po naszych ciałach, bawił się zjadając schowane w naszych ciałach winogrona i truskawki, a my zlizywałyśmy bita śmietanę prosto z jego potężnego kutasa. Idąc do sypialni zostawiliśmy za sobą iście nieludzki bałagan. W pościeli nie byliśmy wcale grzeczniejsi. Dwie butelki wina dalej, zużywając do zabaw dwa opakowania bitej śmietany, słoiczek nutelli i sporo owoców kochaliśmy się w owocowo-czekoladowej polewie w sposób godny najbardziej wyuzdanych orgii za czasów Ludwika XV. Anna z gracją ssała jądra Roberta gdy ja połykałam jego członek. Nabita na męża całowałam się z Anna gdy ta ujeżdżała jego język. Gdy Robert kochał się z nią analnie masturbowałam się patrząc jak wchodzi w nią po same jądra, a gdy skończył wsunęłam w nią dłoń, i czując poprzez cienką ściankę pochwy tkwiący w niej członek doprowadziłam ją do niekontrolowanego wybuchu rozkoszy.

Pościel po prostu wyrzuciłam. Po prysznicu i nakarmieniu małej zasnęłam jak zabita i nie obudziłam się nawet wtedy, gdy nad ranem Anna pożegnała się z Robertem, zamówiła taksówkę i uciekła do swoich spraw.

Pisząc to jestem ledwo po śniadaniu złożonym z soku pomarańczowego, dwóch kubków kawy i tabletki od bólu głowy. Półnaga, rozczochrana i zadowolona. Bardzo brakowało mi takiej odrobiny szaleństwa. Uśmiecham się też w duchu do myśli, że już za nieco ponad miesiąc będziemy uczestniczyć w wyjątkowym, jak się wydaje, swingers-party.

Nie zazdroszczę tylko Robertowi, który czyści jacuzzi. Jak się w jego trzewiach znalazł mój kolczyk nie mam pojęcia.

]]>
/2010-10-09/bachanalia/feed/ 9
Wirus /2010-10-01/wirus/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=wirus /2010-10-01/wirus/#comments Fri, 01 Oct 2010 08:29:59 +0000 Agnieszka /?p=1613

 
a początku tygodnia zachorowała Marysia. Dzień po niej tatuś Marysi i zrobił się w domu mały szpital. Ze względu na Martusię w domu wprowadzono zarząd komisaryczny z jednoosobowym komitetem do zapobiegania skutkom epidemii, ze mnę w roli głównej. Mąż został wyprowadzony do pokoju gościnnego na parter. Piętro zostało odcięte a kontakty tatusia i siostrzyczki z nowym mieszkańcem domu wstrzymane do odwołania. Robert tylko przez chwilę śmiał się z pomysłu poruszania na trasie pokój – kuchnia w maseczce na ustach. Nie przestraszyłam się aż tak bardzo gorączki jaka miał Maz i córka, co problemów z układem trawiennym. O ile dorosły jakoś poradzi sobie z odwodnieniem, to dla dziecka to już poważne zagrożenie.

Oczywiście najbardziej chory jest Robert. O ile Marysia biegała zadowolona z gorączką to tatę ona zupełnie rozłożyła. Marysi wystarczyły dwa dni, by zapomniała o przesiadywaniu w łazience na nocniczku, gdy tatuś do wczoraj spędzał w niej sporo swego cennego czasu. Z drugiej strony sama nie wie, czy robił to z rzeczywistej potrzeby, czy też chronił się przez zachwycona obecnością taty w domu córką ;) . Marysia potrafi być wyjątkowo wymagającą panienką.

W tej chwili wszystko wydaje się pod kontrolą. Mam nadzieję, że z Martusią nie podzielimy smutnego losu chorej cześć rodziny.

Przymusowa separacja z mężem miała też ta przykra konsekwencję, iż nasze życie intymne umarło. No, przynajmniej to ‘Robertowe’, bo moje ‘dostosowało się’.

Zmuszona, radzić sobie sama wzięłam sprawy we własne ręce, dosłownie. Nie chodziło jedynie o rzeczywiste potrzeby ciała. Seks i nierozerwalnie z nim związane spełnienie są mi potrzebne tez by radzić sobie ze stresem i napięciem mu towarzyszącym. Zwłaszcza tera, gdy cały dom jest na mojej głowie, a ja martwię się o zdrowie chorych i o to by zdrowi nie zachorowali. Zwyczajnie potrzebuje bardziej niż zwykle odprężyć się a orgazm jest najlepszym środkiem jaki znam.

Nie mam dla siebie za wiele czasu w ciągu dnia. Owszem, gdy naprawdę tego potrzebuje potrafię się zadowolić pięciominutową palcówką w łazience. Nie w tym jednak rzecz. Nie lubię fast-foodów, szczególnie gdy mogę wybrać wykwintna kolację.

Rytuał zaczyna się gdy w domu robi się cicho. Gdy zmęczony chorowaniem szpital zasypia, gdy mam już za sobą karmienie Martusi… Biorę długi, gorący prysznic. Wcieram w wilgotne ciało balsam. Rytuał ten jest niczym gra wstępna. Pobudza, pozwala mi w swej nudnej rutynie wyciszyć się i zapomnieć o troskach. Naga wślizguję się w pościel. Ogrzewam ciało dłońmi, sięgam po olejek z pestek winogron, wcieram go w uda, pierś, srom. Lubię jego konsystencję, zapach i to jak wchłania się w skórę nawilżając ją i zapewniając jej wyjątkową miękkość. Nie spieszę się. To co robię jest zupełnie różne od pośpiesznej, wstydliwej masturbacji pod kołdrą. Z rozwagą pieszczę całe ciało. Długo rozkoszuje się własnym dotykiem, a rozgrzana ciepłem dłoni bezwstydnie kocham się z sobą szeroko rozchylając uda. Moje pieszczoty są jak uczta składając się z wielu dań i przystawek. Nauczyłam się ich kosztować od czasu do czasu spłukując ich smak winem orgazmu. Gdy kocham się z sobą w ten sposób czas staje w miejscu. Nie patrze na zegarek, nie liczę orgazmów. Jeśli mam ochotę zamykam oczy na jakiś czas i popadając w coś w rodzaju drzemki dopijam orgazm leniwie pieszcząc uspokajające się powoli ciało. Kiedy indziej mam ochotę jak najszybciej ponownie wspiąć się na szczyt, spaść z niego i wrócić nań raz jeszcze. Lubie też mozolnie wspiąć się na Olimp, a gdy go zdobędę pozostawać na nim przez długie minuty. Kocham siebie, kocham się pieścić, jestem multiorgazmiczna, znam doskonale własne ciało… Z wiekiem nauczyłam się grać na nim z prawdziwą wirtuozerią.

Autoerotyzm odpręża i daje mi prawdziwie głębokie zadowolenie. Nie jest namiastką seksu… Jest jego naturalnym i pełnoprawnym uzupełnieniem.

]]>
/2010-10-01/wirus/feed/ 5
Ambitny Plan /2010-09-26/ambitny-plan/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=ambitny-plan /2010-09-26/ambitny-plan/#comments Sun, 26 Sep 2010 19:17:28 +0000 Agnieszka /?p=1611

Zgłosiliśmy swój udział w swingers-party, które ma się odbyć w połowie listopada. To dość ambitny plan, a dla mnie wielka mobilizacja, by za miesiąc wyglądać lepiej niż przed ciążą. Waga nie jest problemem. Figura jak dawniej, piersi wyglądają nawet lepiej a brzuszek w ciągu tych kilku tygodni wróci z pewnością do dawnej formy. Już w tym moja głowa.

Wczoraj wieczorem wprowadziliśmy do naszego ars amandi seks analny. Było to ze wszech miar udane doświadczenie! Jutro wczesnym popołudniem wpadnie do nas Anna. Chyba zostanie na noc. W przyszły weekend zapraszam znajomych. W sobotę moje koleżanki, w niedzielę mają wpaść Adam i Rafał z dziewczynami.

Jestem zmęczona dzisiejszym dniem. Mała wyjątkowo źle spała i cieszę się, że w końcu zdecydowała się położyć na dobre. Sam idę w jej ślady.

]]>
/2010-09-26/ambitny-plan/feed/ 0
Jego Wysokość, Książę Rozkoszy – ‘Petting’ /2010-09-24/jego-wysokosc-ksiaze-rozkoszy-petting/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=jego-wysokosc-ksiaze-rozkoszy-petting /2010-09-24/jego-wysokosc-ksiaze-rozkoszy-petting/#comments Fri, 24 Sep 2010 08:12:21 +0000 Agnieszka /?p=1609

 
  naszym dość urozmaiconym małżeńskim ars amandi niezmiernie wiele uwagi poświęcamy wzajemnym pieszczotą. Nie stanowią one jedynie gry wstępnej, czy sposobu wyrażania sobie bliskości.

Petting już dawno awansował do rangi niemalże równorzędnego stosunkowi sposobu uprawiania miłości fizycznej. Seks już od dawna nie kojarzy się nam wyłącznie ze stosunkiem. Ba nawet słowo seks nabrało nowego wyrazu. Otóż zdarza się częściej, że kochamy się wyłącznie palcami i ustami niż decydujemy się na niepoprzedzony pieszczotami stosunek. Owszem, seks bez gry wstępnej, ograniczony do czystego, wręcz zwierzęcego w gwałtowności stosunku bywa miły. Lubie od czasu, do czasu taką odmianę.

Gdybym jednak była zmuszona wybierać pomiędzy samym stosunkiem a długim pettingiem, to zdecydowałabym się raczej na tą drugą opcje. Szczęściem nie muszę podejmować podobnych wyborów i mogę cieszyć się obiema drogami rozkoszy równocześnie.

Są sytuacje, jak na przykład połóg, gdy sztuka pettingu przydaje się jak rzadko kiedy. Jestem blisko dwa tygodnie po porodzie. Mimo świetnego samopoczucia o tym by uprawiać seks w klasycznym znaczeniu nie ma jeszcze mowy. W pewnych sprawach trzymam się ślepo zaleceń lekarzy. Zwłaszcza tak rozsądnych jak mój ginekolog. To, że przez kolejny miesiąc nie powinniśmy podejmować współżycia nie oznacza abstynencji i tego, że nasze małżeńskie łoże służy wyłącznie do spania.

Od kilku dni kochamy się. Bardzo delikatnie, bez penetracji, jednak nasze wzajemne pieszczoty nie sposób nazwać inaczej niż seksem. Choć chwilowo gry erotyczne są mocno ograniczone, to nie mogę powiedzieć, że nie są satysfakcjonujące. Są, i to bardzo! Robertowi wręczyłam atlas-podręcznik erotycznego masażu tantrycznego. Swoja drogą jeden z kilku wyjątkowo trafnych prezentów od moich rodziców, jakie z Robertem otrzymaliśmy. Mając już uprzednie doświadczenie z masażem tantrycznym, posiłkując się świeżym poradnikiem spędził półtorej godziny pieszcząc mnie na sposoby, o jakich nawet nie marzyłam. Z początku był to odprężający masaż, później erotyczna gra, a na końcu orgia doznań zwieńczona potrójnym orgazmem. W następnej godzinie mąż wyrównał mój wynik. Pierwszy płomień zgasił pomiędzy moimi zaciśniętymi udami, po raz drugi kochaliśmy się po hiszpańsku, a w dogrywce ofiarowałam mu moje usta i język.

Wcześnie rano, nie mogąc zasnąć po porannym karmieniu Martusi, zeszłam do kuchni na śniadanie. Przechodząc opodal sypialni rodziców usłyszałam coś, co sprawiło, że nagle poczułam się radosna. Kochali się! Rozmarzona jak to będzie pomiędzy mną i Robertem, gdy przekroczymy pięćdziesiątkę zajęłam się po cichu przygotowywaniem śniadania a syk pracującego espresso skutecznie zagłuszył wszelkie i tak już stłumione odgłosy… Gdy sprzątałam naczynia weszła mama. Promienna, radosna. Pocałowała mnie w policzek i zapytała co tak bosko pachnie. Zaparzyłam więcej kawy i zanim zjawili się w kuchni nasi panowie miałyśmy świetna okazje by porozmawiać ze sobą. Lubię sposób w jaki moja mama patrzy na Świat, małżeństwo i partnerstwo. Byłam ciekawa… Zapytałam się jak wygląda seks po tylu latach małżeństwa, po pięćdziesiąte. To była ciekawa rozmowa. Szkoda, że przerwana pojawieniem się Roberta. Musimy ją dokończyć, jeszcze dzisiaj, zanim wrócą w sobotę do siebie.

]]>
/2010-09-24/jego-wysokosc-ksiaze-rozkoszy-petting/feed/ 0
We Czworo /2010-09-19/we-czworo/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=we-czworo /2010-09-19/we-czworo/#comments Sun, 19 Sep 2010 14:44:49 +0000 Agnieszka /?p=1606

Minął tydzień od porodu.

Zarówno ja, jak i nasza nowa córeczka czujemy się doskonale. Do domu wypuszczono nas już we wtorek. Mała zmienia się w oczach. Czas spędza głównie przy piersi i śpiąc. Rzadkie okresy innej aktywności wykorzystuje Robert, który nie może doczekać się by ponosić ją w ramionach.

Niestety Martusia śpi z nami. Wiem, nie jest to dobry pomysł, lecz nie miałam siły wstawać w nocy i pędzić do jej pokoju na karmienie. Od dziś przeprowadzamy ją do jej pokoiku. Czuję się już na tyle dobrze, że jakoś zniosę dwu-trzykrotne nocne karmienia. Z czasem, tak jak z Marysią ograniczy się nocne posiłki do jednego, a po kilku miesiącach ustaną one zupełnie (mam nadzieję).

Pozostali domownicy podświadomie zazdrośni. Odrobinkę, jednak zazdrośni. Marysia towarzyszy mi cały czas. Chce ‘pomagać’ przy siostrze, próbowała sama ssać pierś, jednak nie przypadł jej do gustu smak mojego pokarmu. Teraz tylko tuli się gdy karmię w dzień jej siostrę. Już nie zawsze, nie jak na początku, jednak od czasu do czasu lubi wtulić się obok siostrzyczki. Bardziej też docenia czas, w którym mam czas się z nią pobawić.

Robert chyba jest najbardziej zagubiony. Nie dość, że nasze życie erotyczne zostało ucięte jak nożem, to jeszcze w nocy nie wysypia się budzony płaczem i roszadami w łóżku. Powoli przyzwyczaj się do bycia ponownie świeżym tatusiem. Po tygodniu abstynencji smakował zwykły petting dłonią, jak najwymyślniejszą pozycję miłosną. Myślę, że nasze obecne ars amandi pozostanie przynajmniej na kolejny tydzień ograniczone jedynie do delikatnego pettingu dla mnie i pettingu połączanego z seksem oralnym, czy hiszpańskim dla niego. By cieszyć się w pełni sobą trzeba jeszcze poczekać. Może za tydzień spróbujemy seksu analnego?

Dom od wczoraj wypełnił się gwarami. Przez pierwszy tydzień udawało mi się powstrzymywać rodziców przed przyjazdem. Dłużej nie dałam rady. Moja mama z tatą wpadli na kilka dni z wizytą z Wrocławia. Rodzice Roberta odwiedzili nas już w szpitalu i w piątek.

Za jakiś tydzień planuję odwiedziny znajomych. Wcześniej, gdy wyjadą rodzice,spodziewamy się wizyty Anny.

Sama czuję się dobrze, nawet bardzo dobrze. Obyło się bez szycia. Nie mam po ciąży żadnych rozstępów. Ważę o 1 kg więcej niż przed ciążą. Mieszczę się w stare rzeczy. O niedawnym porodzie świadczy tylko brzuszek, który jeszcze wygląda jak balonik, z którego spuszczono powietrze. Dwa, trzy tygodnie ćwiczeń i pielęgnacji skóry i nie pozostanie nawet ślad po ciąży. Tylko piersi ponownie biją rekordy… Wróciłam do biustonoszy z poprzedniej ciąży. Starannie dbam by piersi były regularnie opróżniane. Mała spisuje się świetnie, jednak mimo jej apetytu mam już mały zapas pokarmu w zamrażarce. Na wszelki wypadek.

Mimo spędzania czasu w domu, nie zajmując się absolutnie niczym poza pielęgnacją dziecka, siebie i pomaganiu mężowi w prowadzeniu domu i wychowywaniu drugiej córeczki czuję się zabiegana i zmęczona. Ciągle nie mogę przyzwyczaić się do nieregularnego spania. Czymś innym jest uprawiać miłość w środku nocy i stracić na to dwie godziny a czymś innym budzić się po kilka razy i nie mieć okazji przespać się dłużej niż dwie godziny pod rząd. Z utęsknieniem czekam na uregulowanie naszych z córką zegarów ;)

Podsumowując jestem naprawdę szczęśliwa, a nasze plany, by zaraz po połogu starać się o trzecie dziecko, nie uległy zmianie. Omne trinum perfectum! Za jakieś trzy tygodnie chyba będzie można zając się tym zbożnym zajęciem. Ze względu na dzieci nie będziemy mogli jednak wziąć udziału w listopadowym swingers-party na Słowacji. Myślimy jednak, by zorganizować kameralne spotkanie u nas. To jednak odległe plany.

]]>
/2010-09-19/we-czworo/feed/ 0
Martusia /2010-09-11/martusia/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=martusia /2010-09-11/martusia/#comments Fri, 10 Sep 2010 23:49:42 +0000 Robert /?p=1605 ziś (technicznie wczoraj, już po północy) dołączyła do naszej trójki Martusia.

Poród odbył się bez komplikacji i zarówno mama jak i dziecko zniosły go dobrze. Aga urodziła całkiem sporą i bardzo rozdartą dziewczynkę o niebieskich oczkach (chyba wszystkie niemowlęta mają ten sam kolor oczu) – 51cm i 3350g.

Jeżeli nie przytrafi się żółtaczka fizjologiczna, lub jakaś szpitalna infekcja to w poniedziałek, a najdalej we wtorek będę mógł je powitać w domu.

Jutro Marysia pozna siostrzyczkę.

]]>
/2010-09-11/martusia/feed/ 10
‘Prosiak’ /2010-09-10/prosiak/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=prosiak /2010-09-10/prosiak/#comments Fri, 10 Sep 2010 08:03:33 +0000 Agnieszka /?p=1601

 

Muszę się czymś zająć. Odwrócić uwagę od patrzenia na zegarek, jak wiele czasu upłynęło od ostatniego skurczu. Spakowałam się już przedwczoraj, po pierwszym alarmie. Robert nie zdążył na szczęście wyjechać z domu. Załatwia teraz swoje sprawy przez telefon, wysyła pocztę i szykuje Marysie do wyjazdu do jego Rodziców.

Tak jak się tego spodziewaliśmy pierwsze oznaki poczułam tuż po wspólnym, porannym seksie. Jeszcze w trakcie przebrzmiewania orgazmu. Skurcze są jeszcze rzadkie, ale wyraźnie wyczuwalne i pojawiają się w całkiem regularnych odstępach. Mamy jeszcze czas. Nie chce jechać teraz i czekać na poród kilka następnych godzin. Pojedziemy gdy akcja zacznie się rozwijać w nieco mniej ślimaczym tempie. Dzwoniłam do mojego ginekologa. Pojawi się jak tylko zdecydujemy się na podróż do szpitala.

Postanowiłam spędzić czas oczekiwania pisząc o pewnym epizodzie z przeszłości. Bez związku z dzisiejszymi wyrażeniami. Czymś, co pojawiło się w myślach w wyniku niewytłumaczalnych skojarzeń i przypadkowych wspomnień nimi wywołanych. Mam nadzieję, że zdążę.

Byliśmy po maturze. Jeszcze przed egzaminami na studia. Okres, gdy schodzi z człowieka napięcie, ale nie może się jeszcze odprężyć, zapomnieć o obowiązkach. Pojechaliśmy w dziewięcioro nad jezioro, pod namioty do Boszkowa. Chcieliśmy zostać tam cztery, góra pięć dni. Wiedzieliśmy, że piękna pogoda jaką zapowiadano na nadchodzący tydzień ma popsuć się gdzieś pod koniec planowanego wyjazdu.

Pięciu chłopaków i cztery dziewczyny. Dwie pary, ja z najlepszą klasową przyjaciółką, sympatyczni, czarnowłosi bliźniacy i On. Obiekt westchnień większości dziewcząt, w tym także mnie i mojej przyjaciółki. Adam i Łukasz, nasi bliźniacy, odpowiadali za transport. Mający do dyspozycji passata w wersji kombi zabrali całe nasze wyposażenie. Kiedy dotarliśmy pociągiem na miejsce kończyli już urządzać się na polu namiotowym. Gdy ja z przyjaciółką dopiero decydowałyśmy się gdzie konkretnie rozbić nasz namiot oni siedzieli już przed swoim, szykując miejsce pod małe ognisko. Ich namiot, w przeciwieństwie do naszych, był jeszcze po rodzicach. Ciężki, wykonany z płótna, na tradycyjnym stelaży. Był za to wielki, a ponieważ nie musieli go taszczyć na plecach nieco zazdrościłyśmy im przestrzeni jaka dysponowali a przede wszystkim dmuchanego materaca. Nie takiego jak nasze, rodzimej produkcji. Było to spore, dmuchane łóżko, wysokie na kilkanaście centymetrów i z pewnością nie przystosowanego do tego, by na nim pływać ;) . Jedynym aspektem który budził nasz śmiech i uszczypliwe komentarze na temat dwóch facetów w jednym namiocie był jego kolor. Różowy, stąd też nazwa jaka go ochrzciliśmy – ‘prosiak’.

Nie opisując całości naszego pobytu… Magdzie, mojej przyjaciółce udało się zdobyć zainteresowanie Tomka. Choć obie delikatnie go podrywałyśmy, to właśnie ona zwróciła jego uwagę. Przez cały czas pobytu lekceważyłam szczeniackie, choć sympatyczne zaloty naszych bliźniaków. Domyślałam się, że konkurowali ze sobą o to, któremu z nich uda się zwrócić moją uwagę. Byli prawie identyczni, jednak nie tacy sami. Różniły ich odrobinę charaktery, jednak nie były to diametralne różnice. Byli podobni do siebie jak… Jak bliźniacy, jednak obcując z nimi nie miało się wrażenia iż są swoimi klonami.

Ostatniej nocy padało.

Zanim deszcz wygonił nas do namiotów bawiliśmy się przy wspólnym ognisku smażąc kiełbaski, paląc w płomieniach chleb i pijąc paskudnie słodki likier malinowy lub w zależności od gustu ciepłe ciepławe piwo. Gdy zaczęło padać schowaliśmy się do namiotów. Pary uciekły do siebie, a reszta przez kolejną godzinę kontynuowała zabawę u Adama i Łukasza.

Wyszłam zaraz po mojej przyjaciółce. Byłam leciutko pijana i dopiero po chwili dotarło do mnie, że ona tę noc spędza z Tomkiem. Czułam leciutką zazdrość i nieco mocniejsze uczucie samotności. Jako jedyna zostałam sama. Grzmiało, było wilgotno a deszcz niepokojąco bębnił o tropik. Nie chciałam spędzić tej nocy wsłuchując się w odgłos spadających kropel. Cały czas przypominałam sobie słowa ośmielonych odrobiną alkoholu bliźniaków, którzy żartując bez większej nadziei w głosie prosili, bym z nimi została. Po chwili wahania wzięłam głęboki oddech i wyszłam z namiotu. Miałam na sobie koszulkę na ramiączkach, bawełniane majtki i klapki. Deszcz nieco ostudził moje zdecydowanie. Długo stałam przed wejściem ich namiotu nie mogąc zdobyć się na ten ostateczny krok.

Gdy weszłam do środka byłam zupełnie przemoczona. Mocując się z zapięciem wejścia musiałam ich obudzić. Może w ogóle nie spali? Błysnęła latarka. Snop jej światła długo spoczywał na mojej twarzy i piersiach. Mokra koszulka była zupełnie przezroczysta, a jej opięty na piersiach materiał więcej pokazywał niż zasłaniał. Musiałam mieć głupią minę, gdy zapytałam się czy mogę z nimi zostać. Nie wiem co w tedy myśleli. Czy spodziewali się tego co miało nastąpić, a może też sądzili iż tylko szukam suchego schronienia przed burzą? Gdy usłyszałam zdławione i bardzo zmieszane Jasne byłam już zdecydowana. Chciałam w jakiś sposób dać im jasno do zrozumienia po co przyszłam. Kosztowało mnie wiele wysiłku, by z uśmiechem, nie dając po sobie poznać jak bardzo sama jestem zdenerwowana zdjąć przez głowę koszulkę i jak najbardziej naturalnym ruchem zsunąć z bioder mokrą bieliznę. Stałam przez chwile nago uśmiechając się do nich po czym wtuliłam się pomiędzy nich mówiąc jak strasznie zmarzłam i zmokłam. Chowając się pod pośpiesznie złączone razem śpiwory z zadowoleniem dostrzegłam ich podniecenie. Gdy na pytanie, czy maja prezerwatywy, rzucili się do plecaków w ich poszukiwaniu poczułam się ujęta i rozbawiona ich niezdarnością. Podobała mi się początkowa niepewność ich dłoni. Drżenie palców gdy odważyli się mnie dotknąć, chłopięca niezdarność ich pocałunków i reakcje ich ciał, gdy wsunęłam dłonie w ich slipy.

Kochałam się z nimi na zmianę. Byli jak dzieci podziwiające nową zabawką. Zafascynowani nią, nie umiejący się jeszcze nią posługiwać, ale umierający z niecierpliwości by spróbować. Szczęście, że każdy z nich miał własną, nienapoczętą paczkę prezerwatyw. Gdy się skończyły jeden z nich wyszeptał z żalem, że szkoda iż nie mamy ani jednej gumki więcej. Był słodki! Uśmiechnęłam się, pocałowałam go w usta, przywarłam do jego piersi własnymi. Czując jak pręży się z podniecenia zsunęłam się w dół, a on aż jęknął gdy ustami musnęłam udo, gdy pocałowałam go w pachwinę. Jego członek dotykał mojego policzka a ja ocierałam się o niego jak kotka. Całując podążyłam ustami od podstawy ku górze. Zamknęłam na nim usta, a on machinalnie wplotły mi we włosy dłonie i delikatnie przyciskając głowę do krocza. Z uśmiechem, acz stanowczo ujęłam jego dłonie i odłożyłam na boki. Wbił palce w koc, a ja połknęłam go i nie wypuściłam z ust aż do samego końca. Gdy odpoczywałam pomiędzy nimi jego brat całował piersi ważąc je z uczuciem w dłoniach. Delikatnie pokierowałam jego głowę w dół, do przystrzyżonego w równy trójkącik złotego runa. Był pełen zapału, jednak odrobinę zbyt gwałtowny i bardzo niedoświadczony. Kierując jego głową, podpowiadając mu szeptem jak i gdzie ma mnie pieścić udzieliłam mu pierwszej w życiu lekcji kochania kobiety ustami, a że był pojętnym uczniem z przyjemnością odwdzięczyłam mu się podobną pieszczotą.

Przed świtem uciekłam do siebie. Moja przyjaciółka wślizgnęła się do namiotu niedługo potem. Rano wszyscy zachowywali się tak jakby tej nocy absolutnie nic się nie stało. Dopiero gdy się spakowaliśmy, gdy stałam samotnie na pomoście żegnając się z poszarzałym jak niebo jeziorem podszedł do mnie Łukasz. Nieśmiało, jakby zakłopotany wyznaniem, jednak w bardzo miły, naturalnie szczery sposób podziękował mi za prezent jaki zrobiłam mu i bratu poprzedniej nocy. Był słodki, a ja nie skłamałam mówiąc, jak dobrze mi było ubiegłej nocy.

Adam pojawił się chwile później i swoimi słowach powiedział to, co przed chwilą usłyszałam od brata. Pocałowałam go, i zawstydziłam opowieścią o rozkoszy jaka mi ofiarował. Choć lekko pokryty rumieńcem, to jednak nie dało się nie dostrzec, że moje słowa sprawiły mu radość.

Nigdy więcej nie kochałam się z żadnym z braci. Więcej też nie rozmawialiśmy o tym co się stało tamtej burzowej nocy.

Choć przeczuwałam, to dopiero po latach jeden z nich wyznał mi, że byłam dla nich obu pierwszą kobietą. Że wcześniejsze doświadczenia ograniczały się do nieśmiałych pocałunków i niewinnych obłapianek, a tamta noc była dla nich czymś tak nierealnym, że długo po niej nie mogli uwierzyć w to co się stało.

Nie jestem z tamtego wydarzenia ani dumna, ani się go nie wstydzę. Nie uważałam go później za coś przełomowego, czy wyjątkowo ważkiego. Owszem, zapadło mi ono w pamięci, jednak nie wiązało się z żadnym uczuciowym wzlotem, czy upadkiem. Bardziej przeżywałam rozstanie z kochankiem, czy miłość do pierwszej kobiety. Tamten epizod nie pozostawił tak intensywnych uczuć, a jednak zawsze uśmiecham się, gdy go wspominam. To było po prostu sympatyczne… Chyba tak powinno się pamiętać utratę dziewictwa i chyba tak zapamiętali to Adam i Łukasz. Wiem, że do tej pory nie rozmawiali o tamtej nocy z nikim poza naszą trójką. Nawet żona pierwszego i wieloletnia dziewczyna drugiego nie mają o niej pojęcia.

A pozostali… Obie pary rozpadły się gdzieś na początku studiów. Magda została z Tomkiem, jednak rozstali się gdzieś po dwóch latach od ich pierwszej nocy. Po kilku miesiącach zeszli się ponownie a półtora roku później wzięli ślub. Mają dwoje dzieci. Wyglądają na udane małżeństwo.

To mój ostatni wpis przed porodem. Jedziemy do szpitala. Poproszę Roberta, by dał znać jak się czujemy gdy będzie już po wszystkim.. Może w poniedziałek, lub wtorek będziemy już w domu?

Czuję teraz mieszaninę wyczekiwania, odrobiny strachu i dużej dozy radości, że już niedługo będę tuliła w ramionach moją córeczkę.

]]>
/2010-09-10/prosiak/feed/ 2
Pszepraszam dzis nie moge moze w sobote zadzwonie jutro anna /2010-09-02/pszepraszam-dzis-nie-moge-moze-w-sobote-zadzwonie-jutro-anna/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=pszepraszam-dzis-nie-moge-moze-w-sobote-zadzwonie-jutro-anna /2010-09-02/pszepraszam-dzis-nie-moge-moze-w-sobote-zadzwonie-jutro-anna/#comments Thu, 02 Sep 2010 09:07:26 +0000 Agnieszka /?p=1598
asze kontakty z Anną wyewoluowały zupełnie inaczej niż na to początkowo liczyliśmy.

 

Pierwotnie szukaliśmy stałej, mieszkającej z nami partnerki – kochanki. Trzeciej do pary.

Chcieliśmy stworzyć bliskie ideałowi ménage à trois. Stabilny erotyczno – towarzyski związek trojga ludzi.

Wyszło inaczej, a najtrafniejszym określeniem obecnego stanu naszych relacji byłoby amerykańske friends with benefits lub dosadniej fuck friends.

Pisze to trochę rozżalona, wspominając wyjątkowy związek, jaki udało się nam stworzyć z Martą.

Piszę lekko zawiedziona po krótkiej wiadomości jaką dostałam SMS-em:

 

Pszepraszam dzis nie moge moze w sobote zadzwonie jutro anna

Chyba z byt wiele oczekiwaliśmy, nawet wtedy gdy Anna szczerze i konkretnie określiła ramy naszych relacji. Czas się pogodzić z tym, że nie powtórzy się fenomen Marty. Z drugiej strony fenomen Anny jest także wart grzechu. Wpada zapowiadana najwyżej z jednodniowym wyprzedzeniem, roześmiana, tryskając energią, potrafiąca zarazić nas swoim dobrym nastrojem. Jest wspaniałą towarzyszką rozmowy, a podczas długich, celebrowanych przy winie kolacji jedną z najlepszych interlokutorek na jakie trafiłam. Elokwentna, niegłupia, mająca wyrobione zdanie, poglądy i przede wszystkim wiedzę. Lubie z nią dyskutować, gdyż wie o czym mówi. Nie wygłasza sądów o rzeczach, o których nie ma pojęcia. Własne ciało, wspólną nagość, erotyzm, czy seks traktuje z niewymuszona naturalnością i swobodą. Jest dobrą i pomysłowa kochanką. Potrafi czytać mowę ciała, odgadywać to co niepowiedziane, cieszyć się uniesieniami partnerów i być przy tym na tyle egocentryczną by umieć zadbać o własne przyjemności. Jest też niezależna… Bardzo, bardzo niezależna. Niezależność jest wręcz jej religią, a nam najpewniej przyjdzie się z tym pogodzić. Możemy bowiem zaakceptować ją taką jaka jest, lub też odrzucić. To jedyna alternatywa.

]]>
/2010-09-02/pszepraszam-dzis-nie-moge-moze-w-sobote-zadzwonie-jutro-anna/feed/ 0
Nieśmiałe Dyscyplinowanie /2010-08-31/niesmiale-dyscyplinowanie/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=niesmiale-dyscyplinowanie /2010-08-31/niesmiale-dyscyplinowanie/#comments Tue, 31 Aug 2010 08:21:49 +0000 Agnieszka /?p=1595

Z  początku nasze weekendowe swingowanie miało się odbyć w konwencji BDSM. Panowie zaplanowali wymienić się suczkami, a następnie indywidualnie dyscyplinować je według własnej woli. Choć bardzo odpowiadałaby mi ta konwencja, to po namyśle musiałam poprosić o wyłączenie mnie z spod rygoru służby. Znam dobrze Tomka, lubię jego rękę, ale i zdawałam sobie sprawę, że w obecnym stanie nie podołałabym rygorowi. Tydzień temu myślałam, że dam radę. Teraz, gdy do terminu porodu zostały mniej niż trzy tygodnie, nagle poczułam się bardzo zmęczona ciążą. Nie, bym się źle czuła. Czuję się dobrze, jednak rozmiar brzucha, jego ciężar, aktywność dziecka, uczucie parcia na pęcherz i inne drobne dolegliwości i niewygody sprawiły, że nie potrafiłabym cieszyć się służbą ani służyć na tyle dobrze, by zadowolić tak wymagającego jak Tomek partnera.

Uwzględniając moja prośbę zmieniliśmy plany. Robert z Tomkiem postanowili że będziemy bawić się wspólnie, a ja będę traktowana z należyta ostrożnością. Gosia była zadowolona, że to właśnie na niej skupi się uwaga, gdy dojdzie od tresury a ja poczułam ulgę, że nie muszą się dalej zamartwiać tym, czy dam rade i czy spełnię pokładane we mnie oczekiwania.

Wyłączenie mnie z tresury nie oznaczało iż nie będę mogła cieszyć się ostrzejszymi przyjemnościami. W trakcie długiej nocy miała okazję kilkukrotnie otrzeć się o zabawy, które balansowały na granicy ostrzejszego swingu i BDSM. Choć czasami lekko irytowało mnie, gdy pytał się o zgodę, to jednak musiałam docenić troskę i delikatność jaką wykazał a także pomysłowość, jak urozmaicić naszą wspólną erotyczną przygodę.

Bardzo przeżyłam karesy zębami i ssanie sromu. Pieścił mnie całując i delikatnie przygryzając skórę, zwłaszcza na piersiach i po wewnętrznej stronie ud. W podobny sposób pieścił także mój srom. Ssał płatki warg, przygryzał je lekko, wciągał w usta. Po dłuższej chwili nabrzmiały krwią tak, jakbym powiększyła je za pomocą pompki. Podobnie brodawki. Ssane i przygryzane były jak dorodne wisienki. Tak czułe, że nawet skierowany na nie oddech wyrywał z moich ust jęk rozkoszy. To była długa sesja, którą przeżyłam z zamkniętymi oczami, prężąc się i jęcząc targana ambiwalentnymi doznaniami. Mistrzowski balejaż przyjemnego bólu i rozkoszy. Gdy skupił się na łechtaczce i sromie odjechałam. Do dziś noszę delikatne ślady zębów i ust na ciele.

O ile ja cieszyłam się raczej delikatnym seksem, o tyle Gosia była w swoim żywiole. Z przepaską na oczach, ze skrępowanymi piersiami, wciśnięta pomiędzy obu Panów rozkoszowała się nimi jednocześnie. Troszeczkę jej zazdrościłam obserwując jak uprawia z nimi seks w tak lubiany przeze mnie sposób.

Wczoraj rano, zaraz po przebudzeniu kochałyśmy się z sobą. Z początku żartowałyśmy próbując wzbudzić zazdrość w naszych mężczyznach, jednak szybko wygłup przerodził się w dobrą zabawę a ta w satysfakcjonuje pieszczoty. Gosia wspaniale reaguje na pieszczoty i potrafi czerpać z nich wiele radości. Uwielbia zabawy oralne, erotyczne gadżety, dilda, wibratory… Kocha zabawy ze straponem. Tym razem nie mogłam się z nią kochać w ten sposób, jednak myślę, że delikatny fisting sprawił jej równie wielką, jeśli nie większą, przyjemność.

Było uroczo i naprawdę żałowałam, że spotkanie z Gosią i Tomkiem było możliwe dopiero w niedzielę. Chętnie zamieniłabym tą noc na dwudniowy maraton ;) .

]]>
/2010-08-31/niesmiale-dyscyplinowanie/feed/ 0
Sunie /2010-08-24/sunie/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=sunie /2010-08-24/sunie/#comments Tue, 24 Aug 2010 09:43:40 +0000 Agnieszka /?p=1593

Tomek dostarczył Gosię kilka minut po siedemnastej. Gdy zajechali przed dom wyszliśmy na podjazd. Miałam na sobie kusą granatową sukienkę w duże białe groch. Zapinaną z tyłu na guziczki, przewiązana nad brzuchem szarfą. Jedną z nielicznych sukienek ciążowych, którą lubię. Założyłam ją bezpośrednio na ciało, za jedyna bieliznę mając czarne, delikatne pończoszki z szerokimi, ozdobnymi ściągaczami. Byłam w pantofelkach o płaskim podbiciu, chodzenie na wysokim obcasie, zwłaszcza po wyłożonym kamykami podjeździe nie jest już dla mnie.

Pierwszy z samochodu wysiadł Tomek, gdy witaliśmy się obserwowałam, jak za zaciemnionymi szybami Gosia zrzuca przez głowę sukienkę. Wyszła gdy mąż otworzył jej drzwi. Tak jak obiecała, w białym gorseciku, pończoszkach i półprzezroczystej bieliźnie. Włosy miała spięte z tyłu głowy w postrzępiony niesfornymi kosmyczkami włosów kok.

Pocałunek w czoło i jej dłoń została włożona w dłoń Roberta. Złożony na niej hołd ustami kontrastował z chwilą, gdy zapinano na jej szyi białą obrożę, i przypinano smycz. Trzymając ją na smyczy poprosił by oddała majteczki. Polecenie wykonała szybko i z gracją. Chowając je do kieszeni wyjął z niej cieniutką, czarna obrożę i drugą smycz. Rozmawiając z Tomkiem o wspólnych planach na weekend (tak dowiedziałam się, że w sobotę jesteśmy zaproszenie do nich na wspólną tresurę) założył mi ją na szyję. Nie przerywając rozmowy odwiązał szarfę, rozpiął guziczki sukienki i zsunąwszy mi ją z ramion, pozwolił by opadła na podjazd. Stałam na wprost Tomka, który z zaciekawieniem przyglądał się mojej nagości. Byłyśmy jak dwie klacze na wystawie. Uważnie oceniane, taksowane wzrokiem, dotykane wprawnymi dłońmi hodowców… Robili to tak naturalnie, że nawet przez chwile nie miałam wątpliwości co do swojej i Gosi roli. Byłyśmy posłuszne i powolne ich woli.

Panowie umówili się na odbiór Gosi na dziesiąta rano. Tomek dodał, że ciąża tylko podkreśliła moją figurę, i że bardzo żałuje iż to nie on wygrał zakład. Robert uśmiechnął się rzucając znaczące:

- W sobotę…

I pożegnał go krótkim, acz serdecznym:
- Do jutra.

Zanim odjechał położył mi palec na ustach, rozchylił je, dotknął języka a następnie powędrował nim w dół kreśląc ślad po piersi, brzuszku, łonie… Patrzaliśmy sobie w oczy, gdy wsunął go we mnie. Nie spuściłam wzroku, jak nakazywałaby sucza etykieta, gdy zlizywał z niego moją wilgoć.

- Do soboty kucyku.

Z zamyślenia nad jego słowami wyrwała mnie dopiero Gosia splatając palce swej dłoni z moimi. Trzymając się za ręce poszłyśmy za Panem do domu.

Nie mam czasu by ze szczegółami opisać przebieg służby. W jej trakcie dotarło do mnie, że w wiele rzeczy nie zostałam wtajemniczona. Nie wiedziałam o planowanym na weekend spotkaniu. O tym, że zostanę trofeum Tomka. Nie wiedziałam nic o ich wspólnych ustaleniach a Gosia podobnie do mnie miała tylko mgliste pojęcie co do panów naszych mężczyzn. Dowiedziałam się tylko tego, że spotkanie odbędzie się u nich, że na 24 godziny przed nim dowiem się szczegółów i będę mogła wybrać. Tego co będzie poddane pod mój wybór nie wiem, mam się dowiedzieć później.

Robert nie nadużywał swojej władzy. Nasza wspólna noc bardziej przypominała odważne swingowanie, niż sesję BDSM. Robert pozwolił by wypadki same kierowały naszym postępowaniem. Nie staraliśmy się w jakiś specjalny sposób doprowadzić do realizacji któregoś ze scenariuszy proponowanych przez Was a jednak gdy nadarzyła się okazja podążyłam jedną z zaproponowanych ścieżek…

Kochała się z Robertem zwrócona do niego plecami. Jak amazonka ujeżdżała go w leniwym rytmie powoli opadając i podnosząc się na jego członku. Gdy Robert zdecydował się na seks analny objęła mnie dłońmi za szyję i wtulona w moje ramiona nasunęła się odbytem na jego obficie zwilżony pal. Gdy dotknęła pośladkami jego podbrzusza wsunęłam pomiędzy jej uda dłoń. Po chwili leżała na Robercie odchylona do tyłu a moje usta ssały jej nabrzmiały srom. Wsunąwszy w nią palce czułam poprzez cienką ściankę pochwy tkwiący w niej członek. Delikatnie dozując intensywność pieszczot kochałam ją, i pośrednio Roberta, trzema a następnie czterema palcami. Leżąc w prawie absolutnym bezruchu poddali się mojej dłoni. Zwilżywszy obficie palce i nadgarstek zaczęłam wykonywać charakterystyczny taniec złożonymi w ‘dzióbek’ palcami. Gdy wsuwałam się w nią po kostki prężyła się jak kotka w rui. Za którymś razem jej ciało odrobinę mocniej naparło na moją dłoń a ta wsunęła się w nią nie napotkawszy większego oporu. Pieściłam ich zwiniętą w pieść dłonią. Rozwierałam ją by poprzez pochwę pieścić tkwiący w jej odbycie członek męża. Z kciukiem lewej dłoni na łechtaczce piąstkowałam ją w wielkim finale, a gdy rozedrgane ciało wygięło się w łuk ekstazy Robert pchnął kilkukrotnie i ściskając mocno jej piersi złożył w niej nasienie.

Sama najmilej wspominam poranek, gdy Gosia ofiarowała mi wyjątkową kombinację seksu oralnego i pieszczot palcami. Orgazm jaki wywołała obejmując ustami łechtaczkę równocześnie masując i rozciągając dwoma palcami perineum był iście nieziemskim przeżyciem.

Mam dziś umówione spotkanie w pracy. Nie mogę poświecić więcej czasu na opis. Szkoda, gdyż kilka technik zasługiwałoby na ciepły komentarz, czy refleksję… Z drugiej strony jestem odrobinę rozproszona. Nie mogę przestać myśleć o tym, co też Robert z Tomkiem zaplanowali na weekend.

]]>
/2010-08-24/sunie/feed/ 0
Black or White? /2010-08-22/black-or-white/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=black-or-white /2010-08-22/black-or-white/#comments Sun, 22 Aug 2010 08:15:11 +0000 Agnieszka /?p=1587 ygraliśmy zakład ze znajomymi. Na jedną noc zyskujemy biseksualną, uległą, lubiącą odrobinę ostrzejsze traktowanie erotyczną niewolnicę. Do jutra, do 16 musimy zdecydować się w jakim opakowaniu ma zostać dostarczona na nasz podjazd. Ponieważ Robert wybrał inny niż ja strój zdecydowaliśmy się poddać oba ubiory pod głosowanie. Który strój powinniśmy wybrać? Czarny, czy biały?

Note: There is a poll embedded within this post, please visit the site to participate in this post's poll.

Aktualizacja @ 2010.08.22 – 19:45
Dodatkowa dyskusja nad ewentualnymi propozycjami scenatiuszy zabaw dla naszej trójki toczy się tutaj.
Aga

]]>
/2010-08-22/black-or-white/feed/ 19
Odmieniona /2010-08-14/odmieniona/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=odmieniona /2010-08-14/odmieniona/#comments Sat, 14 Aug 2010 09:54:54 +0000 Agnieszka /?p=1585

nną nie da się ‘sterować’. To niezależna, wolna dusza. Słodka, kochana, ale nie i zdrowo egocentryczna.

Anna spędziła z nami minioną noc. Nie dała się namówić na wspólny weekend. Lubie jej zdecydowanie! To, że bez zakłopotanie, zażenowania czy śladów zmieszania potrafi na wstępie odrzucić propozycję wspólnego weekendu, a następnie uprawiać z nami seks przez cała noc tak, jakby nie było jutra, by zniknąć po śniadaniu życząc nam dobrego weekendu… Kocham ją za to.

Zatytułowałam dzisiejszy wpis ‘Obmieniona’, gdyż taka spostrzegłam ją wczorajszej nocy. Nowa fryzura, perfumy, ubiór. Nie tyle nowe ubranie, co nowy dla Anny styl. Torebka, pantofle, sukienka a nawet pończoszki i bielizna. Ten sam uśmiech, ta sama kobieta a jakby inna. Podobały mi się jej nowe perfumy, szminka na ustach, uczesanie. Zmianie uległa także jej intymna fryzurka. Nie był to już przystrzyżony trójkąt naturalnego zarostu. Zastąpił go starannie uformowany, szeroki na dwa palce pasek włosów, którym pozwolono rozlać się na wargi. Miała starannie wydepilowaną przestrzeń pomiędzy pośladkami, a zarost na wargach został wymodelowany i przystrzyżony. Wyglądała świetnie, a stojąc w samych pończoszkach podtrzymywanych gustownym pasem wyglądała zarazem kusząco jak i dystyngowanie… Przypominała mi odrobinę pewną Francuzkę jaka zachwycałam się kiedyś na plaży riwiery.

Nie dociekłam co było powodem zmiany image… Nie było ku temu okazji, sposobności i odpowiedniej atmosfery sprzyjającej podobnym zwierzeniom. Ani podczas kolacji, ani w jacuzzi, ani czym bardziej w naszej sypialni.

Sam seks był nieco bardziej fizyczny niż dotychczas. Mam na myśli atmosferę, nie mechaniczność samego aktu. Mniej było czułych słówek, długich karesów, czy delikatnych pocałunków. Więcej za to potu, śmiechu i niemożliwego do rozróżnienia poplątania członków. Pierwszy raz wyciągnęłyśmy z Anna prawie całą zawartość dwóch górnych szuflad mojej komody. Dilda, kulki, wibratory, strapony, żelowe motylki, wibrujące jajka… Nie ruszałyśmy jedynie rekwizytów do zabaw BDSM. Furorę zrobiła moja magiczna różdżka (Hitachi Magic Wand) i strapon, które to rzeczy były dla Anny prawdziwą nowością. Nie mogę powiedzieć, że Robert został zapomniany, jednak muszę przyznać, że były chwile, gdy na jakiś czas nie zwracałyśmy po prostu na niego uwagi. Z pewnością nie miał nam tego za złe sądząc po zainteresowaniu, z jakim obserwowała nasze zabawy, lub entuzjazmem z jakim w nich uczestniczył. W końcu zabawa podwójnym dildo nie miałby tego uroku, gdyby to nie jego wydatna pomoc.

Bawiłyśmy się świetnie. Anna przekonała się o mistrzostwie z jakim posługuję się magiczną różdżką, a ja miałam okazję osobiście docenić zdolną uczennicę, gdy na celujący zaliczała zajęcia z praktycznej obsługi straponu.

Robert miał swoją chwile rano. Ułożywszy nas na brzegu łóżka kochał się z nami obiema, wchodząc na kilka pchnięć pomiędzy moje uda, by za chwile zagościć pomiędzy szeroko rozchylonymi udami Anny. Leżałyśmy tak obok siebie pieszcząc się dłońmi. Gwoli sprawiedliwości, obdarzył nas po równi nasieniem tryskając najpierw na mój brzuszek, a kończąc wytrysk na brzuchu Anny. Kiedy strzepywał ostatnie kropelki życiodajnego płynu już odpoczywałam po wyzwolonej własnymi palcami rozkoszy. Obok Anna dopiero zaczynała wykrzykiwać swoją.

]]>
/2010-08-14/odmieniona/feed/ 0
Odrobina Tresury /2010-08-12/odrobina-tresury/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=odrobina-tresury /2010-08-12/odrobina-tresury/#comments Thu, 12 Aug 2010 08:53:40 +0000 Agnieszka /?p=1582
czorajszy poranek spędziłam w biurze. Wyjątkowo, zmuszona wczesnym terminem spotkania z klientem, wyjechałam przed Robertem i Marysią. Po powrocie, wchodząc poprzez sypialnię do garderoby zauważyłam na łóżku poukładane erotyczne gadżety. Zaintrygowana podeszłam bliżej. Na starannie złożonej przez męża pościeli leżała biała koperta a obok niej knebel do ust, skórzana obroża, szpicruta i wielka, czarna wtyczka analna zakończona długim końskim ogonem. Koperta zawierała liścik. Przemiłe wyznanie miłosne i prośbę, bym ubrała się dla niego w przygotowany na łóżku ‘strój’. Informował też, że ‘sprzedał’ dziecko rodzicom i że zjawi się nieco po osiemnastej.

Nie zastanawiała się długo. Naga, zamknęłam się w łazience. Po starannej lewatywie wzięłam gorący prysznic, natarłam ciało balsamem, zaczesałam włosy w koński ogon a następnie delikatnie wcisnęłam paluszkiem w odbyt gęsty żel do zabaw analnych. Wtyczka była spora! Zanim udało mi się ją w siebie wsunąć konieczny był rozciągający masaż trzema paluszkami i dodatkowa porcja żelu. Chwila gdy czarny stożek wtyczki przesunął się poza napięty do bólu okrąg mięśni zwieracza była rodzajem erotycznej tortury. Lekki ból i uczucie niesamowitego wypełnienia mieszały się z ekstatycznymi doznaniami płynącymi z rozciągniętych do granic możliwości mięśni odbytu. Gdy uporałam się z wytyczą mogłam dokończyć toaletę, założyć obrożę i zapiąć na szyi uprząż knebla. Od siebie dodałam do stroju czarne, delikatne jak mgła pończoszki z szerokimi, koronkowymi ściągaczami i wąskie pantofelki na niskim obcasie. Czekałam w płaszczu kąpielowym wyglądając samochodu męża na drodze dojazdowej. Gdy spostrzegłam jak wjeżdża zrzuciłam z siebie płaszcz, wcisnęłam pomiędzy zęby czerwoną kulkę, dociągnęłam mocujące ją paski i zeszłam na dół ze szpicrutą w dłoniach. Gdy wjeżdżał na podjazd czekałam przed gankiem.

Wysiadł uśmiechnięty. Wziąwszy z moich dłoni szpicrutę obszedł mnie dookoła co jakiś czas muskając ciało jej skórzana końcówką. Tylko dwa razy poczułam mocniejsze smagnięcie. Raz w prawy pośladek, drugi raz gdy wysunąwszy szpicrutę spomiędzy moich ud naznaczył rumieńcem lewą pierś. Zadowolony wyciągnął z kieszeni smycz. Przyczepił ją do obroży i zaprowadził do domu.

W naszej zabawie w służenie i spanking więcej było adoracji, kontemplacji moich kształtów, krzywizn, czy sprężystości skóry, niż bólu. Byłam jego suczką podczas kolacji, spełniałam jego zachcianki, łasiłam się a gdy palił fajkę usłużyłam mu ustami. Prawdziwego bólu. Tego erotycznego, rozkosznego do granic wytrzymałości doznania zasmakowałam dopiero w sypialni. Po długiej zabawie szpicrutą i klamerkami wyjął z komody drewnianą packę. Ustawił mnie wypiętą przed łóżkiem. Przywiązał dłonie do jego ramy. Wypięta cierpliwie znosiłam niezbyt mocne uderzenia packą w pośladki. Z początku mocniej niż rumień skóry czułam podskakując w rytmie klepnięć ciężarki zapięte na brodawkach. Po jakimś czasie zapomniałam zupełnie o klamerkach, ciężarkach, bólu szczęki unieruchomionej kneblem, czy tkwiącej w pupie wtyczce. Pośladki paliły żywym ogniem, a Robert wciąż metodycznie opuszczał na nie packę. Był nagi, podniecony, stanowczy. Kontynuował aż wijąc się poczęłam unikać kolejnych klapsów. Miałam w oczach łzy, knebel dusił krzyk a pomiędzy udami narastało podniecenie. Pupa paliła pulsującym żarem. Wsunął pomiędzy uda lewą dłoń. Wbił we mnie dwa palce i unosząc odrobinę ku górze uniemożliwił dalsze uniki. Masując palcami pochwę, sprawiedliwie obdzielając pośladki klapsami doprowadził mnie do amoku. W kulminacyjnym momencie wysunął z mojej pupy wtyczkę i wszedł w mój odbyt jednym płynnym ruchem. Do samego końca! Czułam jak moje ciało dostosowuje się do jego kształtu, jak członek wypełnia odbyt, zanurza się głębiej niż zwykle, wchodzi poprzez zwężenie i zakręt aż do esicy. Eksplozja, rwąca rozkosz wypełniająca podbrzusze, jego dłonie kurczowo przyciskające biodra do podbrzusza, mój tłumiony kneblem krzyk rozkoszy i jego jęk ekstazy zlały się w jedno. Miałam powalający orgazm, a on wbity głęboko w mój pulsujący spazmatycznie odbyt wypełnił mnie nasieniem.

Byłam wykończona, i gdy tylko rozwiązał mi dłonie padłam na łóżko. Miałam zamknięte oczy gdy zdejmował klamerki z moich piersi, odpinał obrożę i knebel. Paliła mnie skóra pośladków, brodawki pulsowały gorącem a odbyt drgał konwulsyjnie powoli się zaciskając. Czekał na moje słowa. Przyciągnęłam jego usta do swoich. Zanim zamknęłam je w pocałunku wyszeptałam proste:

- Dziękuję Kochanie

GW przerwie na oddech dodałam jeszcze cichutko:

- Naprawdę mi tego brakowało…

]]>
/2010-08-12/odrobina-tresury/feed/ 0
Poranek /2010-08-04/poranek-4/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=poranek-4 /2010-08-04/poranek-4/#comments Wed, 04 Aug 2010 07:27:23 +0000 Agnieszka /?p=1580

ano obudziły mnie łapczywe usta męża i szarpnięcie za kołdrę odkrywające moje nagie ciało. Podparty na dłoniach wisiał nade mną całując piersi, ssąc i przygryzając brodawki. Zagarnęłam go, obaliłam na bok. Przywarłam ustami do jego szorstkich od świeżego zarostu policzków. Odszukałam usta. Całowaliśmy się a jego dłoń bezustannie krążyła po moim ciele. Od ucha, poprzez ramię, pierś i dalej ku biodru. Gdy ścisnął mocno pośladek ugryzłam go w język. W odpowiedzi przygryzł mi dolna wargę a ja uwolniwszy się ugryzłam go w ucho. Wbił dłoń pomiędzy uda. Drapiąc plecy wtuliłam się w twarde ciało. Dłoń ścisnęła srom. Jęknęłam z podniecenia. Palcami wbitymi w jego włosy skierowałam głowę ku piersi. Ugryzł, a rozkosz rozlała się po mnie jak fala. Zęby znaczyły skórę, a gdy zacisnęły się na brodawce zawyłam. Odwrócił mnie na plecy, dłonią rozrzucił uda. Palcami roztarł po udach wilgoć. Ująwszy głowę w dłonie zamknęłam go w pocałunku. Wbił we mnie palce, naznaczyłam szyję karminowym wykwitem. Dłonią zgniótł pierś, palce weszły we mnie aż po kostki. Odepchnęłam go, powaliłam na plecy. Zęby zacisnęły się na drobnym sutku, dłoń uwięziła w uścisku jądra. Dyszał, gdy zacisnęłam palce, prężył się gdy dłonią zsunęłam w dół napletek. Leżymy na boku. Jego wargi na mojej szyi, dłonią suwam po twardym jak głaz członku, palce rytmicznie pulsują na łechtaczce. Zapominamy się w dzikim pettingu. Jęczy rozlewając nasienie. Ściskając w dłoni pulsujący członek z trudem łapię powietrze. Uwięziona w bezdechu rozkoszy walczę o każdy oddech.

Dyszący leżymy obok siebie. Spoceni, półprzytomni, odurzeni rozkoszą. Palce mimowolnie bawią się rozlanym na brzuchu nasieniem. Mijają długie minuty. Nieśmiałe z początku karesy wybuchają nowym żarem. Nachyla się nade mną. Całuje… Delikatnie, czule, namiętnie. Odwzajemniam pocałunek, wsuwam język w jego usta. Trwamy tak złączeni długie sekundy. Dłonie, wyjątkowo delikatne, czuło głaszczą mój mokry brzuszek. Odwracam się do niego pośladkami, ujmuję na wpół sztywny członek. Pomagam odszukać drogę. Kochamy się delikatnie falując. Czuję jak rośnie we mnie, jak mnie wypełnia. Jego biodra napierają mocniej, ruchy staja się bardziej zdecydowane. Przyciskam jego dłoń do podbrzusza. Czujemy ruszające się we mnie życie. Moje biodra podejmują taniec a jego ruchy staja się szybkie, rytmiczne, zdecydowane. Cichy jęk nad uchem, jedno, drugie, trzecie pchnięcie i nagle zamiera wbity w apogeum rozkoszy. Rozluźnia się, zaczyna ponownie oddychać. Czuję ciepło spływające pomiędzy udami. Przesuwam jego dłoń ku twarzy. Ujmuję środkowy palce, wsuwam go sobie w usta. Prawą dłonią rozchylam wargi, odciągam ku górze kolczyk z kapturkiem. Opuszka jego palca delikatnie dotyka łechtaczkę. Zapadam się w sobie, zaciskam uda. Ledwo uciskając twardy kamyczek kreśli nim małe kółka. Przyciskam pośladki do jego podbrzusza, zamykam oczy, kontempluję rozmiar ciągle tkwiącego we mnie członka… Gdy wracam do świadomości boli mnie podbrzusze. Znam, lubię ten rodzaj bólu. Kojarzy mi się on tylko z rozkoszą. Choć od orgazmu minęło kilkanaście sekund ciągle czuję spazmy przebiegające ciało. Pieści moje ramię tak długo, aż utulona jednostajnością ruchu zapadam w sen.

]]>
/2010-08-04/poranek-4/feed/ 2
Moje Pozycje Miłosne (w zaawansowanej ciąży) /2010-08-03/moje-pozycje-milosne-w-zaawansowanej-ciazy/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=moje-pozycje-milosne-w-zaawansowanej-ciazy /2010-08-03/moje-pozycje-milosne-w-zaawansowanej-ciazy/#comments Tue, 03 Aug 2010 09:09:55 +0000 Agnieszka /?p=1578 Jestem w trzydziestym drugim tygodniu ciąży. Termin wypada prawie dokładnie za półtora miesiąca. Zaczyna się najtrudniejszy, pod względem fizycznym, okres ciąży. Brzuszek jest już naprawdę spory, przeszkadza w coraz to większej liczbie codziennych czynności. Coraz łatwiej meczę się, bolą mnie częściej plecy, łydki, stopy. Zaczynam odczuwać tak dobrze zapamiętane ‘parcie na pęcherz’ jakie towarzyszyło ostatnim tygodniom poprzedniej ciąży.

Jedyne co się nie zmieniło, to moje potrzeby seksualne i przyjemność jaka czerpię ze zbliżeń. Cóż, burząc może co poniektórym obraz matki-polki, mam ochotę na seks, a mój odmienny stan dodaje tylko pikanterii.

Sporo radości sprawia nam też poszukiwanie idealnych, dla mojego stanu, pozycji. Choć przerabialiśmy już to podczas poprzedniej ciąży, to wciąż lubimy z tym eksperymentować.

W obecnym stanie niepraktycznym stały się wszelkie odmiany pozycji klasycznej. Po pierwsze nie czuję się dobrze leżąc dłużej na plecach, po drugie mąż nie może się na mnie położyć, a wszelkie ekwilibrystyki są dobre tylko na chwilę. Wspaniale sprawdzają się pozycje tylne, zwłaszcza boczna-leżąca. Byłoby jednak nudnym kurczowe trzymanie się jej, jedynie ze względu na wygodę.

Pozycja na pieska, która jeszcze niedawno sprawiała mi sporo radości, obecnie nie sprawdza się już tak dobrze. Rozmiary męża i zapał z jakim lubi szczytować sprawiły, że nieco zbyt mocno bódł mnie w sklepienie pochwy i szyjką macicy. Wole klęczeć na łóżku lekko pochylona ku ścianie, z dłońmi opartymi o ozdobną ramę łóżka. On klęczy za mną, i mimo, że pozycja zbliżona jest do poprzedniej, to jednak kąt penetracji i jej głębokość są inne. Taka modyfikacja sprawdza się też doskonale podczas seksu analnego.

Lubię pozycje stojące od tyłu, jednak kosztują mnie zbyt dużo wysiłku. Po stosunku mam nogi jak z waty.

Świetnie sprawdza się fotel męża. Półleżąc, z biodrami na jego brzegu kocham się z mężem klęczącym pomiędzy szeroko rozłożonymi udami. Z kolei gdy klęczę na siedzisku, odwrócona do niego tyłem, on może wejść we mnie w podobny sposób jak w omawianej wcześniej wariacji pozycji na pieska.

Lubimy seks na stole, przeważnie w pozycji bocznej. Zazwyczaj jestem ułożona na lewym boku. Lewą nogę mam podciągniętą ku sobie. Prawą, wyprostowaną, Robert przyciąga ku sobie ‘otwierając’ mnie jak książkę. Pośladki odrobinę wystają poza krawędź stołu. Pozycja również sprawdza się przy miłości greckiej. Nieco rzadziej leżę na plecach, z pośladkami wysuniętymi odrobinę poza krawędź stołu. Przy takim ułożeniu ciała możemy kochać się na kilka wariantów. W jednym Robert trzyma mnie za kostki, szeroko rozchylając uda. W drugim przyciska rozłożone nogi do siebie, tak by stopy wystawały ponad jego ramionami. W kolejnym mam zaciśnięte uda a złożone razem nogi umieszczam na jednym z barków męża. W innym opieram stopy na jego piersiach.

Huśtawka… Można napisać cała epopeję, o możliwościach jakie stwarza. Korzystamy z niej obecnie tylko sporadycznie. Najlepiej sprawdza się gdy jestem ułożona w pozycji półsiedzącej, z nogami uniesionymi tak jak do badania ginekologicznego. Bardzo lubiana przez męża, nieco mniej przeze mnie.

Pozycja siedząca na wysokim stołku barowym. Stołek jest obrotowy, przytwierdzony na stałe do podłogi. Siadam wysuwając pośladki poza siedzisko. Piersi i twarz oparte o blat, mocno wyeksponowany odbyt. Pozycja wyłącznie do seksu analnego. Bardzo miłe, niecodzienne wrażenia. Uwielbiana przez Roberta!

Lubię pozycje na jeźdźca. Zarówno klasyczną, jak i jej azjatycką odmianę (gdy kobieta kuca nad partnerem) a także odwróconą, czy wariant w którym siedzę na mężu odchylona ku tyłowi, podparta na wyciągniętych za plecy dłoniach, ze stopami znajdującymi się w okolicach jego barków. Czasami mąż podpiera się na poduszkach, częściej jednak leży na wznak. Na chwile obecną pozycje te wymagają ode mnie odrobinę więcej wysiłku niż zazwyczaj, jednak wciąż sprawiają nam dużo radości. Robert lubi także wariant w którym podtrzymuje moje pochylone ku niemu ciało trzymając dłonie na piersiach.

Odkryliśmy na nowo seks w wodzie. Dotychczas problemem było odpowiednie nawilżenie pochwy. Woda szybko wypłukiwała śluz, jak i wszelkie dostępne nam środki poślizgowe. Odkąd odkryliśmy J-lube nawilżenie pochwy nie stanowi już przeszkody. Uwielbiam kochać się w większym z domowych jacuzzi.

Na znaczeniu zyskał seks oralny. Już nie jako wspaniała gra wstępna, kares, czy substytut stosunku. Po prostu mam na niego większą niż kiedyś ochotę i potrafię cieszyć się niem równie głęboko co stosunkiem. Robert ma wspaniałe pole do popisu a ja doceniam, gdy poświęca sporo swojego czasu temu rodzajowi pieszczot. Bardzo lubię gdy w ten sposób pieści mnie Anna!

No i na sam koniec… Uwielbiam się masturbować. Moja fascynacja autoerotyzmem jest absolutnie niezależna od tego w jaki sposób i jak często uprawiam seks z mężem. Pieszczę się codziennie, nawet kilkukrotnie w ciągu doby. Robiłam to od zawsze a jedyną zmianą jaką zaobserwowałam ostatnio jest to, że masturbuje się w bardziej wymyślny sposób niż przed ciąża. Dawniej szukając odprężenia wystarczały mi przeważnie poślinione palce i pięć – dziesięć minut z samą sobą. Dziś częściej korzystam z erotycznych gadżetów, a samo pieszczenie się potrafi trwać nawet czterdzieści minut lub dłużej! Kiedyś szukałam odprężenia w orgazmie, dziś bardziej ciesze się napięciem, jakie towarzyszy balansowaniu na granicy spełnienia. Lubie włączać do moich autoerotycznych sesji elementy BDSM. Dziś na przykład masturbując się prysznicem miałam na brodawkach drewniane klamerki do bielizny… Kupione specjalnie w tym celu.

]]>
/2010-08-03/moje-pozycje-milosne-w-zaawansowanej-ciazy/feed/ 0
Ostatnie Tango na Mazurach /2010-08-02/ostatnie-tango-na-mazurach/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=ostatnie-tango-na-mazurach /2010-08-02/ostatnie-tango-na-mazurach/#comments Mon, 02 Aug 2010 16:21:54 +0000 Agnieszka /?p=1575
Jesteśmy już w domu. Po ponad tygodniu spędzonym poza jego murami czuję radość z powrotu, ciągnie mnie do pracy!

Odpoczęłam, zrelaksowałam się, a w miniony weekend przeżyłam naprawdę niezapomniane chwile swingując z przyjaciółmi. Zasmakowaliśmy całkowitej swobody, która sprawiła, że od piątkowego wieczoru do poniedziałkowego poranka przeżywaliśmy nieustającą, hedonistyczną, prawdziwie libertyńską ucztą zmysłów. Nie sposób tego nazwać swingers-party. To było coś o wiele bardziej przyjemnego, wykraczającego daleko poza czysto fizyczny seks.

Po pierwsze nie było sztywnych reguł, ograniczeń co do miejsca czy czasu, a nasze poczynania limitowała jedynie wyobraźnia, wola, i akceptacja partnera, lub partnerki. Poza wcześniej zaplanowaną nocą z piątku na sobotę poszliśmy całkowicie na żywioł. Na dwa dni zupełnie rozluźniły się więzy, a my zanurzyliśmy się w czystej formie zmysłów. Większość weekendu spędziliśmy nago. Jedynie do posiłków, i wieczorami, zakładaliśmy na siebie jakieś stroje. Na takie okazje wdziewałam jedno z moich sari, wszelako dowolność strojów była dość duża. Kasia preferowała koszulki na wąskich ramiączkach i obcisłe szorty zakładane z pominięciem bielizny. Basia króciutką, letnią sukienkę a panowie przeważnie wybierali dłuższe szorty i koszulki polo. Na słońcu najlepiej czułam się nago, lub z biodrami przewiązanymi sarongiem. Sam seks był spontaniczny, zarówno co do wyboru partnera, jaki i czasu, czy miejsca. Mógł on mieć formę długich zalotów, jak w przypadku mnie i Kasi, gdy przez większość niedzieli flirtowałyśmy obdarzając się nawzajem delikatnymi karesami, a dopiero wieczorem, przed kolacją, nastąpiła ich kulminacja i zbliżenie. Mógł też być gwałtowny, sprokurowany chwilą, nagłą niewytłumaczalną na gruncie logiki eksplozją pożądania. Jak podczas pikniku, gdy po krótkim flircie z Adamem Basia usiadła mu na kolanach, pocałował w usta, a chwilę po tym oboje zbiegli za pagórek, w stronę niekoszonego od dawna fragmentu łąki.

Z minionego weekendu w pamięci najbardziej zapadła mi właśnie atmosfera swobody. Nieskrępowanej nagości, spontanicznego i radosnego uprawiania miłości. Drugą rzeczą – wydarzeniem była piątkowa noc jaka spędziłam w ramionach dwojga kochanków.

O ile pamięć weekendu rozmywa mi się setkami drobnych zdarzeń, uśmiechów, zabaw, pieszczot i nocami pełnymi miłego, acz chaotycznego w formie i plątaninie ciał seksu, to piątkowy trójkąt wypalił się w niej wyraźnym obrazem.

Było dość późno. Marysia położona przez Roberta spała od dobrych dwóch godzin. Rozmowa zapoczątkowana jeszcze przy kolacji toczyła się już zupełnie własnym życiem. Atmosfera dojrzała by zakończyć przedłużającą się chwilę. Poprosiłam moich panów, by pomogli mi posprzątać ze stołów i włożyć naczynia do zmywarki. Ponieważ do pomocy rzucili się wszyscy, stoły oprzątnęliśmy błyskawicznie. Kuchnia okazała się odrobinę za mała dla naszej szóstki, więc pożegnałam się z dziewczynami, które ochoczo zaciągnęły Roberta na dół do jacuzzi. Gdy z mężem dzieliliśmy się pokojami wybrałam dla siebie nasza małżeńską sypialnię. Głównie ze względu na ogromne łóżko i przestronną łazienkę. Robertowi do jego dyspozycji pozostały niezajęte przez przyjaciół sypialnie dla gości, sauna, jacuzzi i cały dół z przyległościami. Wtedy nie podejrzewałam nawet, że po jacuzzi pójdą popływać w jeziorze, a seks uprawiać będą na pomoście, w świetle gwiazd, okryci grubymi pledami zabranymi z altany.

Gdy posprzątaliśmy kuchnię przygotowałam dla moich partnerów po filiżance orzeźwiającego espresso. Podane w fotelach klubowych, z markową whisky miało osłodzić im dwadzieścia minut oczekiwania. O tyle poprosiłam udając się do łazienki. Tyle czasu potrzebowałam by wykonać oczyszczającą przed seksem analnym lewatywę. Byli punktualni. Gdy po dwudziestu minutach zapukali w drzwi łazienki byłam już w kabinie prysznicowej. Zaproszeni szybko do mnie dołączyli. Błogosławiony pomysł, by zainstalować obszerną kabinę z prysznicem wyposażonym w wielokierunkowe, boczne dysze. O ileż łatwiej uprawiać w nim seks, gdy woda nie leje się na włosy. Byłam zachwycona ich delikatnością, gdy myli mnie odzianymi w myjki dłońmi. Bogiem a prawdą, jeszcze nigdy tak dokładnie nie wymyto mi piersi, pośladków i wzgórka wenus, pomijając prawie zupełnie inne fragmenty ciała. Nie miałam jednak czasu się zastanawiać nad tą dysharmonią. Zamknięta w ciasnym uścisku ich ciał, z dłonią obejmującą szyję Adama, naprowadzając drugą jego palce na łechtaczkę czułam za plecami Rafała badającego opuszką palca odbyt. Szepnęłam mu, by użył balsamu do ciała z półki obok kabiny prysznicowej. Wcisnął we mnie odrobinę chłodnego kremu, nakierował dłonią członek i wszedł we mnie wyrywając mi z ust ciche westchnięcie. Z zamkniętymi oczami, ciesząc się każdym pchnięciem, każdym muśnięciem palca drażniącego mój srom. Mruczałam rozpieszczana i rozmarzona własną przyjemnością. Jego orgazm zaskoczył mnie gdzieś ledwie pośrodku długiej drogi ku spełnieniu. Czułam się boleśnie rozżalona gdy wysunął się ze mnie. Jednak jeszcze większym zaskoczeniem było, gdy delikatnym ruchem czworga dłoni zostałam odwrócona. To, że Rafał pocałował mnie w usta a Adam tuląc się do pośladków wszedł pomiędzy nie zajmując miejsce poprzednika. Musieli to wcześniej między sobą uzgodnić! Podniecenie szybko objęło mnie ponownie w swoje władanie. Tym razem, w sporej części za sprawą delikatnie pieszczącego moją łechtaczkę palca, nie dałam się przegonić. W trakcie orgazmu miałam ochotę paść na kolana. Gdyby nie pomoc obu panów, pewnie nogi same odmówiłby mi posłuszeństwa. Po zakończeniu wspólnej toalety, nadzy, ciągle pokryci kropelkami wody, znaleźliśmy się w łóżku. Przez następną godzinę królował seks oralny. Zmuszona do pasywności mogłam tylko im ulec, by cichutko pojękując cieszyć zmysły. Rozgrywali niezwykłą olimpiadę, prześcigając się nawzajem w wyrafinowanych sposobach sprawiania przyjemności. Każda kobieta twierdząca, że mężczyźni nie potrafią intuicyjnie pieścić kobiet tkwi w błędzie, i najwidoczniej nie trafiła na doświadczonego partnera! Byli wspaniali… Na swój sposób odrobinę samolubni, gdyż pieszczenie mnie wyraźnie ich podniecało. Gdy kończyli w moich ustach i na piersiach sama straciłam rachubę tego, ile razy spijałam boską ambrozję orgazmu.

Po dłuższym odpoczynku, w następstwie moich pracowitych zabiegów ponownie ponownie mogli poszczycić się erekcją godną siedemnastolatków. Miałam ochotę poczuć ich naraz w sobie, jednak dłuższą chwilę zastanawiałam się jak tego dokonać. Brzuszek skutecznie utrudniał to zadanie, wykluczając jednocześnie pozycje, w których byłabym przygniatana przez jednego z partnerów, lub leżałabym brzuszkiem na jednym z nich. Ostatecznie ujęłam mocniej ich członki, i zachęcając aksamitnym głosem ułożyłam ich tak, by ich członki stykały się ze sobą. Kucając nad nimi ujęłam je złączone w prawą dłoń, a lewą zaczęłam pieścić pochwę dwoma, trzema a następnie czterema palcami. Gdy uznałam, że jestem gotowa zwilżyłam ich śliną i opuszczając biodra nabiłam się na ich połączone pale. uczucie podobne fistingowi, mocne, głębokie, zapierające dech w piersi. Byłam w stanie wykonywać jedynie w miarę płytkie ruchy w górę i w dół, odrobinę kręcić biodrami na boki. Kochałam się czując wędrujące po ciele dłonie. Głaszczące plecy, ściskające piersi, badające kciukiem odbyt, drażniące kolczyk. Gdy przyspieszyłam czując zbliżający się orgazm poczułam w sobie eksplozję ciepła. Z jęków za moimi plecami domyśliłam się że to Rafał. Jeszcze jeden, dwa ruch i zatrzęsłam się jak w malignie. Fizycznie czułam jak pochwa obejmuje ich członki ciasnym uściskiem, jak pieści ich spazmatycznymi skurczami. Ból podbrzusza mieszał się z rozkoszą. Drżałam bezwolna gdy Adam ująwszy mnie w pasie nadał ponownie rytm moim biodrom. Po chwili podjęłam rytm, poczułam jak obejmuje mój biust, ściska mocno i ciepłe nasienie po raz wtóry rozlało się we mnie. Zsunąwszy się z nich odpoczywałam pijana orgazmem powoli pogrążając się w miłym otępieniu, zasypiając tulona dwoma parami delikatnych dłoni.

Świt przespałabym bez wyrzutów sumienia. Robert z dziewczynami miał jednak inne plany. Roześmiana, naga gromadka bachantek z Satyrem zjawiła się w naszej sypialnie tuż po siódmej. Łóżko choć spore, było jednak zbyt małe, by pomieścić szóstkę baraszkujących swobodnie osób. Pociągnęłam Roberta ku łazience zostawiając roześmiane dziewczyny, które wymieniwszy się partnerami ujeżdżały ich dosiadając okrakiem jak rasowe amazonki. Pod letnim, orzeźwiającym natryskiem, klęcząc przypomniał mi jak biegły i giętki jest jego język. Mój nie zdołał wykrzesać z niego nic, ponad wątłą stróżkę nasienia. Ssąc potężny, powoli wiotczejący w moich ustach członek podniosłam wzrok ku jego oczom. Musiał odczytać w moim spojrzeniu pytanie. Uśmiechnąwszy się wzruszył bezradnie ramionami rzucając krótkie, acz wymowne:

- Jestem zupełnie wykończony Kochanie.

Nie musiał nic więcej mówić. Przez resztę dnia dzielnie broniłam go przed zakusami rozpasanych bachantek, by wieczorem samej zerwać pierwszy kwiat!

]]>
/2010-08-02/ostatnie-tango-na-mazurach/feed/ 0