RSS dla
Wpisów
Komentarzy

Blog

ługo zastanawiałam się. Czy znajdę na niego czas? Czy Robert zaakceptuje ujawnienie szczegółów z naszego życia? Czy spodoba mu się pomysł opowiedzenia o przygodzie, w jaką wyruszyliśmy razem pięć lat temu, i która ciągle trwa?

Mogłam tylko przypuszczać, jaka będzie reakcja. W końcu, gdy sama byłam pewna, że tego chcę zapytałam. Rano. Pod prysznicem. Gdy przyparta do szyby kabiny czułam jego dłoń obejmującą moje łono i palce drugiej torujące sobie wejście do mojej ciaśniejszej dziurki. Zapytany zamarł na chwilę w bezruchu, by po dwóch sekundach powiedzieć „Dobry pomysł, wieczorem pomogę ci, jeśli będziesz miała problemy.”. Właśnie takiej odpowiedzi oczekiwałam. Nie miałam czasu na dalszą dyskusję. Poczułam jak wsuwa w moją pupę dwa palce. Wypięłam się mrucząc an on wszedł we mnie głęboko aż po jądra. Spieszył się na spotkanie. Nie było czasu na skomplikowaną grę. Kochał mnie z pasją, a ja odwzajemniłam mu się tym samym. Gdy dochodził wciskając się we mnie mocnymi pchnięciami palcami muskałam się delikatnie po twardej jak ziarenko groszku łechtaczce. O dwie sekundy wyprzedziłam jego rozkosz. Gdy szczytowałam czuł jak w orgazmie zaciskam odbyt na jego potężnym, sztywnym członku. Mój orgazm podziałał na niego jak płachta na byka. Zawył i przyciskając mnie mocno do siebie strzelił tak gwałtownie, aż poczułam ciepło nasienia wypełniającego w kolejnych strugach moje ciało. Mmmmmm… Rozkoszne!!!

Po chaotycznym prysznicu pojechał spóźniony na meeting. Sama zostałam pod natryskiem chwilę dłużej. Myjąc się miałam wrażenie, że dalej tkwi w mojej pupie. Lubię to uczucie tak bardzo, że niekiedy nie mogę oprzeć się pokusie by nie sprawić sobie ponownie przyjemności. Zanim wyszłam z łazienki jej ściany ponownie mogły usłyszeć jak jęczę pieszcząc się palcami. Idąc do garderoby czułam się wyjątkowo odprężona i rozleniwiona.

Całe przedpołudnie spędziłam w puszystym płaszczu kąpielowym i miękkich kapciach. Przy kawie przyglądałam się projektowi wnętrza. Myślałam jednak już o moim, o naszym blogu. Powoli z idei rodził się realny projekt.

Wieczorem Robert w godzinę zrobił to, czego ja nie mogłam osiągnąć przez większość dnia. Serwer, domeny, skrypt. Mi pozostało tylko zająć się wyglądem. Po Kilku dniach wygładzania i poprawiania uznałam, że dokładnie wygląda tak jak sobie tego życzyłam.

Dzięki Robertowi nasza strona dostępna jest pod dwoma adresami. Tym jaki wybrałam pod wpływem świetnej skądinąd książki: i tym jaki sugerował Robert: http://satyribachantka.org.

Trochę informacji o Nas, tak na początek, zawartych jest na stronie O Nas. Jeśli ktoś zapragnie napisać do nas kilka słów, to może w tym celu skorzystać z formularza na stronie Kontakt. Oczywiście można też zostawić kilka słów komentarza pod każdym wpisem.

Zapraszamy,
Agnieszka


Skomentuj

Kliknij tutaj, aby anulować odpowiadanie.