piątek popołudniem wyciągnęłam Beatę na zakupy. W bardzo konkretnym celu, a mianowicie poszukiwania białych spodni na lato. Dzięki Robertowi moje ulubione spodnie jak i cześć bielizny zamieniły się w szaro-czerwone plamiste wdzianka. Wiem, że chciał dobrze robiąc pranie, jednak nie wiem do tej pory jak wpadł na pomysł, by dorzucić do mojego prania swoje skarpety i czerwoną podkoszulkę z wrocławskiego festynu.
W sumie nic się nie stało, a sama miałam okazje zaszaleć. Oczywiście zamiast jednej pary spodni wróciłam z trzema i kilkoma sztukami bielizny. Poza białymi, bawełnianymi spodniami kupiłam sobie też dwie pary lnianych w naturalnym kolorze. W sam raz na lato.
Te bawełniane, są tak cienkie, że prawie zupełnie przezroczyste. W połączeniu z koszulką na ramiączkach założoną na nagie ciało stanowią bardzo erotyczną mieszankę.
Z bielizny, kupiłam sobie czerwono-karminowy komplet z malutkimi, czarnymi kokardkami. Skąpy, zwiewny, w sam raz na specjalne okazje.
Beata kupiła sobie wzorzyste, czarne pończoszki z szerokimi koronkowymi ściągaczami. Jak mi się zwierzyła, jej mąż ma bzika na punkcie pończoch i stóp. Powiedziała mi na tyle dużo, by wzbudzić moją ciekawość. Po pociągnięciu nieco mocniej za język poznałam nieco więcej faktów z jej intymnego pożycia. Otóż pewnym zwyczajem ich sypialni jest to, że od czasu do czasu jej maż prosi ją by przyszła do niego ubrana w pończoszki, buty na wysokim obcasie, czarne balowe rękawiczki po łokcie i odpowiedni makijaż. Zaciekawiona poprosiłam o demonstrację, z moja prośba została spełniona.
Czekałam grzecznie w jej sypialni czekając aż się przebierze. Gdy weszła zamarłam z wrażenia. Wyglądała bosko! Włosy upięte w finezyjny kok, karminowe usta, naga, szczupła i wiotka jak trzcina. W koronkowych pończochach i rękawiczkach, ze sterczącymi brodawkami wyglądała cudownie. Gdy szła ku mnie, nie mogłam uwierzyć, z jaką gracją porusza się na tak niebotycznie wysokich obcasach. Bardzo żałowałam, że nie może jej takiej zobaczyć Robert. Myślę, że miałby erekcje jak Priap, na sam jej widok. Swoją drogą, chyba czas popracować nad tym by stało się to możliwe. Myślę, że rozbudziłam ciekawość Beaty do tego stopnia, że miałaby ochotę zweryfikować moje opowieści o Robercie. Wracając do tematu byłam zauroczona tym, co mi pokazała. Jej usta smakowały truskawkami zostawiając ślady na mojej szyi, piersiach, brzuszku i pomiędzy udami. Nie miałyśmy czasu na długie figle. Po chwili całowania i pieszczot położyłyśmy się obok siebie na łóżku, by zapleść się w naszą ulubioną cyfrę 69. Po niespełna piętnastu minutach leżałyśmy obok siebie na plecach uspokajając swoje oddechy.
Przy następnym spotkaniu mam zamiar zaproponować jej trójkąt z Robertem. Może nie tyle zaproponować, co zasugerować. Może nawet nie zasugerować. Napomknąć? OK, postaram się, by sama wyszła z tym pomysłem
.

