RSS dla
Wpisów
Komentarzy

Party na Dziewięć Osób.

Jestem po odprężającej, czterogodzinnej drzemce i kojącej lawendowej kąpieli. Zasłużyłam na odrobinę relaksu. Organizacja swingującego weekendu na dziewięć osób, a potem uczestniczenie we wspólnych i indywidualnych zabawach wyczerpało mnie jak mało która praca. Jestem bardzo zadowolona, bo nasze starania nie poszły na marne. Spotkanie było sporym sukcesem, a dzięki atmosferze bawiliśmy się wręcz cudownie. Gdyby nie fakt, że musiałam ograniczyć się jedynie do Roberta i dziewcząt, mogłabym śmiało powiedzieć, że było to najlepsze ze spotkań jakie kiedykolwiek zorganizowaliśmy w naszym domu.

Goście zjawili się w miarę punktualnie. Jedynie podróżujący z Wrocławia Kasia i Krzysiek mieli pewne problemy by trafić do naszego domu. Przy małej pomocy Roberta, który wyjechał im na spotkanie obeszło się bez dłuższego błądzenia.

Po zakwaterowaniu w pokojach gościnnych, odświeżeniu się i przebraniu zaczęliśmy spotkanie od wina i kolacji przy szwedzkim stole ustawionym pod ścianą salonu. Była to wspaniała okazja do rozmów, rozluźnienia atmosfery i układania planów na noc.

Miałam na sobie czarną, prześwitującą sukienkę i pantofelki na obcasie. Ponieważ Robert specjalnie na spotkanie podniósł temperaturę w domu zrezygnowałam z halki i pończoszek. Po przejrzeniu się w lustrze do kosza z bielizną trafiły też majteczki. Zbyt bardzo były widoczne pod spodem. Robert tradycyjnie wybrał dla siebie jedwabne bokserki, czarne spodnie i białą rozpiętą pod szyją koszulę. Marta miała okazję by założyć zwiewną sukienkę w kolorze indygo z odważnym rozcięciem sięgającym mocno powyżej połowy uda. Chodząc odsłaniała misterny ściągacz pończoszki, a przy bardziej zdecydowanych ruchach także nieokryty bielizną pośladek.

Po mniej więcej godzinie, gdy goście nasycili apetyt a atmosfera stała się lepka od erotyzmu przygasiliśmy światła. Robert puścił wznowiony niedawno na DVD klasyczny film S&M z 1976 roku „The Image”. W zapasie było jeszcze drugie DVD „Marquis de Sade’s Justine” z 1968 roku, którego głównym atutem była Romina Power. Wspólne oglądanie było pretekstem do odważniejszych zabaw. Całując się z Justyną w obszernym fotelu widziałam półnagą Martę siedzącą pomiędzy Robertem i Maćkiem a na przeciwko ich Anię i Kasię przed którymi klęczeli Krzysiek i Grzesiek. Gdy zabawy stały się bardzo odważne Robert ogłosił małą przerwę. Po chwili konsultacji Kasia, Ania, Krzysiek i Grzesiek zdecydowali się na saunę i jacuzzi. Robert z Maćkiem i Martą chcieli jeszcze trochę zostać w salonie, a potem przenieść się na poddasze. Ja zaproponowałam Justynie przejście do głównej sypialni i wspólną kąpiel.

Mmmmmm… Choć będąc z kobietami poznałam już większość tajemnic Safony, to mimo wszystko noc z Justyną była daleka od rutyny. Jej entuzjazm i niespożyta energia sprawiły, że spędziłam jedną z najmilszych nocy w towarzystwie kobiety. Naturalna, odważna, bezpruderyjna, otwarta. Wspominając nasze zabawy rumienię się lekko. Podczas zabaw w większym gronie trzymamy się żelaznej zasady. To co dzieję się za drzwiami sypialni, pozostaje za nimi. Spróbowałyśmy kilku naprawdę ekscytujących pomysłów. Cieszę się, że odważyłam się na nie. Nie sądziłam do tej pory, że Justyna ma aż tak spore doświadczenie z kobietami ;) .

Sobotę rozpoczęliśmy wspólnym, późnym śniadaniem. Po doprowadzeniu domu do ładu, zmianie pościeli, ręczników i nastawieniu zmywarki zapakowałam dziewczyny do mojego samochodu. Było południe. Zaczęłyśmy od plotek w kawiarni, wizyty w perfumerii, rajdzie po sklepach w jednej z galerii a skończyłyśmy na wspólnym obiedzie w przytulnej orientalnej knajpce. W czasie naszej nieobecności panowie wybrali się poszaleć na zabawkach Roberta, dwóch quadach. Tym starym i nowiutkim nabytku prosto z niemieckiego salonu Hondy. Obiad tak jak my mieli zjeść gdzieś na mieście. Znając gust Roberta i spółki podejrzewałam od początku że pójdą do jakiegoś pubu.

Razem spotkaliśmy się dopiero o czwartej po południu w naszym domu. Była okazja do wspólnej sauny, niewinnych igraszek w jacuzzi i gier towarzyskich w salonie. Po drodze zawiązały się nowe układy na noc. Tym razem podzieliliśmy się w dwe grupy. Ja z mężem i Kasia ze swoim oraz pozostałe dwie pary razem z Martą. Odstąpiliśmy drugiej grupie naszą sypialnię. Poza antycznym łóżkiem w ‘loszku’ na poddaszu, tylko to w naszej sypialni jest w stanie swobodnie pomieścić tyle osób.

Pierwszy raz służyłam razem z uległym mężczyzną. Hmmm, nie wiem czy to jest dokładnie to co mnie najbardziej w BDSM pociąga, jednak czas gdy dostałam się pod zdecydowaną dłoń Pani Kasi wspominam bardzo ciepło. Bardzo, jeśli można tak powiedzieć, spodobała mi się jej technika. Przy pomocy kilku klamerek i odrobiny szpagatu sprawiła, że moje piersi promieniowały cudownym bólem. Podwieszona za brodawki patrzyłam jak pieści dłonią Roberta. Stał metr za mną, a Ona masturbowała go stojąc przytulona do jego pleców. Obserwowałam ich w ustawionym specjalnie na tą okazję babcinym lustrze. Lizana od przodu przez Krzyśka miałam orgazm czując, jak Robert spuszcza się na moje pośladki. Zakneblowana nie mogłam nic powiedzieć, gdy Kasia nasunęła Krzyśkowi prezerwatywę. Trzymana przez Roberta w pasie poczułam jak Ona pomaga dłonią Krzyśkowi wsunąć się w moją moją pupę. Oboje z Krzyśkiem mieliśmy związane za plecami dłonie. Choć nieco poluźniono szpagat przywiązany do moich brodawek, to mimo wszystko musiałam bardzo uważać na każdy ruch.

Z całej nocy najbardziej zapamiętałam właśnie ten fragment i technicznie doskonały fisting, jakim obdarzyła mnie w nagrodę za dobrą służbę.

Nasze spotkanie zakończyliśmy późnym niedzielnym przedpołudniem. Obiecaliśmy się zrewanżować Kasi i Krzyśkowi rewizytą we Wrocławiu. Może już za dwa tygodnie? Bardzo nalegali, a my nie mielibyśmy niczego przeciwko powtórzeniu kilku eksperymentów w obecności Marty.


Skomentuj

Kliknij tutaj, aby anulować odpowiadanie.