czorajszy dzień poświęciłam sobie. Kosmetyczka, fryzjer, małe zakupy, dobre espresso na mieście, późny lunch z przyjaciółką. Miło spędzony dzień.
Po powrocie do domu poczułam się nieco samotna. Wprawdzie rano rozmawiałam przez telefon z Robertem, jednak po zmroku dom wydawał mi się przeraźliwie pusty i cichy. Odrobina muzyki i nieco światła szybko sprawiły, że poczułam się odrobinę lepiej.
Dzień poza domem sprawił, że czułam się lekko zmęczona. Postanowiła raz wcześniej położyć się do łóżka. Po symbolicznej kolacji wzięłam długą kąpiel. Zamiast od razu położyć się spać założyłam na siebie długi płaszcz kąpielowy i ciepłe kapcie. Leżąc na łóżku sprawdziłam po raz ostatni e-maile. Odpisałam tylko Iwonie i Robertowi a resztę poczty zostawiła sobie na piątek. Chwile zastanawiała się, czy nie sięgnąć po książkę, lub nie obejrzeć czegoś do snu. W sumie nie miałam na to jednak ochoty, więc zrzuciłam z siebie kapcie i płaszcz kąpielowy i naga wślizgnęłam się pod ciepłą kołdrę. Mimo szczerych chęci nie mogłam zasnąć. Znam dwa niezawodne sposoby na sen. Ponieważ nie chciało mi się ubierać i schodzić do kuchni by podgrzać mleko zdecydowałam się na drugi. Tylko kilka sekund zajęło mi wyciągnięcie z komódki mojego ukochanego Hitach Magic Wand i podłączenie go do gniazdka. Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Odrobina pieszczot dłońmi i umiejętna stymulacja potężnie wibrująca buławą szybko zaowocowały orgazmem, który rozlał się trzema przyjemnymi falami kolejnych wzlotów i upadków. Kilkanaście sekund paraliżującej przyjemności wielokrotnego orgazmu szybko pozbawiło mnie energii. Zasypiałam na brzuszku tuląc między biodrami poduszkę Roberta. Nawet odpływając w krainę sennych marzeń delikatnie ocierałam się o jej materiał. Lubię po orgazmie bardzo delikatnie stymulować się, by jak najdłużej przeciągnąć falę ukojenia, jaka po nim następuje. Rano obudziłam się wyspana i bardzo wypoczęta. Nie mam żadnych, poza oczekiwaniem na powrót Roberta i Marty planów.

