Judi Trott
asia była moją pierwszą i w zasadzie jedyna prawdziwą partnerką. Mówiąc partnerką nie mam na myśli osobę, z która uprawia się seks, ale kogoś, z kim wiąże się w większym stopniu. W zasadzie miałam tylko trzech, no może czterech partnerów a Basia była moją pierwszą prawdziwą miłością. Reszta znajomości to krótkotrwałe fascynacje sobą, miłostki, przelotne romanse, seks bez zobowiązań i eksperymenty.
Basię poznałam na początku moich studiów. Kiedy się spotkałyśmy miałam już doświadczenie z kobietami, jednak dopiero przy niej odkryłam jak bardzo można rozkoszować się kobiecym ciałem. Związek z nią był dla mnie skokiem do głębokiej wody. Ja, ledwo po liceum, nigdy nie uczestnicząca w trwalszym związku, mało doświadczona. Ona, dojrzała trzydziestojednoletnia kobieta, mężatka, matka dwójki chłopców, świeżo po doktoracie. Do dziś zachodzę w głowę, co pchnęło nas ku sobie. Fascynowała mnie od pierwszego spotkania. Zakochałam się w jej rudych włosach, piegowatej buzi, wspaniałym uśmiechu i figurze mogącej uchodzić za kanon średniowiecznej urody. Z początku brałam ja za rówieśniczkę, lub starszą koleżankę. Dopiero podczas którejś z kolejnych rozmów dowiedziałam się, że jest tuż po trzydziestce, ma dzieci i męża. Było to dla mnie szokiem. Przez chwile wydawało mi się, że straciłam ją. Potem był pierwszy pocałunek. Taki na pożegnanie, który jednak zamiast w policzek trafił w moje usta. Pierwszy raz kochałyśmy się u niej, w weekend gdy odwiozła dzieci do dziadków. Zamiast pracować nad publikacja kochała się ze mną przez większość sobotniego popołudnia. Wieczorem pijana z radości spacerowałam z nią po parku by w nocy zanurzyć się w jej rudych włosach. Nasz romans trwał pół roku. Nagle, bez ostrzeżenia dowiedziałam się, że wyjeżdża do męża. Kochałam ją i ciężko przeżyłam rozstanie. Mimo zawodu, jakie mi sprawiło nie byłam na nią zła. Na tydzień przed jej wyjazdem spędziłyśmy weekend nam morzem. Pierwszy raz widziałam Bałtyk wiosną. Nigdy nie zapomnę dni spędzanych na spacerach po plaży i nocy w jej ramionach.
Od rozstania prowadziłyśmy ze sobą sporadyczną korespondencję, rzadziej dzwoniłyśmy do siebie. Nigdy jednak nie spotkałyśmy się ponownie twarzą w twarz.
Szłam na spotkanie zastanawiając się, czemu Basia nie dała mi wcześniej znać, że będzie w Polsce. Bała się. Bała się, że odżyją stare wspomnienia. Przyznam, że po dnu spędzonym z moją dawną kochanką czułam, że łączy nas nieco więcej niż przyjaźń. Może rozczaruję niektórych, ale nie doszło do niczego więcej niż rozmowa i wspominanie. Obie wiedziałyśmy, że nie ma powrotu do przeszłości.
W domu dostałam maila. Pisała, że chciała zaprosić mnie do siebie do hotelu, ale zabrakło jej odwagi. Pisała, że wie, że nie byłoby to rozsądne. Odpisałam, że myślałam o tym samym i że doszłam do podobnych wniosków. Boże, Basia z wiekiem zrobiła się jeszcze bardziej pociągająca. Figurą i spojrzeniem przypomina mi Judi Trott z lat ’80. Ciągle ją kocham, ale w nieco inny niż kiedyś sposób.

