RSS dla
Wpisów
Komentarzy

Moje ostatnie przed rozwiązaniem swingers-party było dokładnie tak udane, jak sobie to wyobrażałam.

Obecnych było dziesięć par plus dwie singielki, wliczając w tą statystykę Martę. Początkowo planowane było wynajęcie małego pensjonatu w górach. Okazało się jednak, że rezerwacja całego obiektu i to jedynie na weekend nie była prosta do załatwienia, lub obiekty nie spełniały naszych oczekiwań. Ostatecznie spotkanie odbyło się nad morzem, w ślicznej willi z małym basenem, sauną i wystarczającą ilością pokoi by pomieścić nas wszystkich. Cieszę się, że tym razem nie byłam zaangażowana w szukanie lokalizacji i resztę spraw administracyjnych.

Zjawiliśmy się na miejscu nieco przed piętnastą. Początek imprezy planowany był na osiemnastą, więc skorzystałam z okazji, by pójść z Kasią na spacer. O siedemnastej wszystko było zapięte na ostatni guzik, lokal należał całkowicie do nas. Ostatni goście zjawili się o dziewiętnastej. Do dwudziestej pierwszej byliśmy całkiem grzeczni, nie licząc tego, że wszystkie panie były ubrane jedynie w bieliznę, stanowiąc kontrast dla prezentujących się bardzo oficjalnie, w ciemnych spodniach i białych koszulach, panów. Obowiązywał nas kod ubioru. Dozwolone były jedynie pantofle na obcasach, pończoszki, pasy do pończoch, gorseciki, biustonosze, body, lub zmysłowe koszulki nocne. Preferowane kolory to czerń, biel, cielisty i kość słoniowa. Dopuszczalne były czerwone akcenty.

Marta ubrana była w czarne pantofelki na sporym obcasie, siateczkowe pończoszki z pasem, skąpe stringi z czarnej siateczki i wcięty półgorsecik z prześwitującymi miseczkami na piersi. Włosy związane czerwoną kokardą, na szyi szeroka czarna koronkowa wstążka zapinana na haftki.

Dla siebie wybrałam czarne pończoszki z czerwonymi ściągaczami i białą koszulę do spania wykończoną wokół kołnierza, wzdłuż guziczków i na mankietach czarną lamówką. Na biodrach miałam białe, płytkie bikini z przezroczystej siateczki upstrzonej drobnymi groszkami. Jako jedyna z pań zdecydowałam się na pantofle na jedynie symbolicznym obcasie. Chwilowo wysokie szpilki, których nigdy nie byłam wielką zwolenniczką, odeszły do szafy z pantoflami.

Do północy bawiliśmy się wspólnie. Częściowo w basenie, częściowo w głównej sali. Najdłużej w pamięci zostanie nam zabawa z losowaniem sprośnych zadań dla losowo wybranych spośród nas osób. Tą atrakcję zorganizowała i prowadziła Kasia. Było to coś jak kolonijna zabawa w butelkę, jednak o bardzo rozbudowanych zasadach i zadaniach. Najpierw losowana pierwszą osobę z puli nas wszystkich. Potem losowano dla niej zadanie oraz partnera lub partnerkę do tego zadania. W przypadku panów partnerką zawsze była kobieta. Panie otrzymywały w zależności od losu pana lub inną panią. Każda osoba miała prawo poproszenia o zmianę zadania, jednak losując ponownie miała obowiązek wykonać bez protestu to co wylosowała za drugim razem. Zabawy była w pełni dobrowolna, braliśmy w niej udział wszyscy, a jej przebieg podgrzał atmosferę do wrzenia. Jednym z moich zadań było doprowadzić partnera do orgazmu nie używająć dłoni. Szcześciem wylosowałam kobietę, więc nie sprawiło mi to aż tak dużej trudności jak w przypadku mężczyzny. Za drugim razem z zawiązanymi oczami miałam rozpoznawać panów badając kształt i wielkość ich męskości ustami i językiem. Mój wynik 5/10 poprawnych odpowiedzi był jednym z najlepszych wyników z serii podobnych zadań. Najgorzej wypadł mąż Kasi, który miał odgadnąć w podobny sposób imiona pań. Zgadł tylko moje (ze względu na spory brzuszek) a pomylił się nawet liżąc własną żonę! Po dwóch turach byliśmy gotowi na szaleństwo, które zaczęło o się wspólnymi pieszczotami i karesami w basenie a skończyło się na zajęciach indywidualnych lub w podgrupach. Bawiliśmy się korzystając z pokoi na pierwszym piętrze, głównej sali i basenu. Od pierwszej w nocy powoli zaczynały tworzyć się pary, trójkąty, czy większe układy, które wolały kontynuować zabawę w prywatności.

Zanim z Kasią zamknęłyśmy się we dwie w pokoju na poddaszu Robert zafundował mi bardzo erotyczną przygodę. Zaprowadził mnie ku obszernemu fotelowi, w którym usiadł. Po przewiązaniu mi oczu pończoszkami poprosił bym stanęła przed nim na czworaka i zrobiła mu fellatio. Gdy posłusznie połykałam jego członek ktoś objął mnie za pośladki, zdarł majteczki i wziął od tyłu. Zanim na dobre podnieciłam męża moi tajemniczy partnerzy zmienili się trzykrotnie. Wszyscy używali prezerwatyw. Z początku myślałam, że podnieceni naszą grą szybko dochodzą do orgazmu. Ostatniemu stosunek zajął mniej niż minutę. Dopiero gdy Robert polecił mi klęknąć zrozumiałam, że to była jedynie gra wstępna. Pomagając sobie dłońmi wykonałam trzy kolejne fellatio jedno po drugim. Gdy zaspokoiłam ostatniego z partnerów Robert ustawił mnie w pozycji na pieska i wszedł we mnie analnie. Wiem, że byliśmy obserwowani. Mimo to, a może właśnie dlatego, kochałam się jak oszalała masturbując się w rytmie jego pchnięć. Po orgazmie długo leżałam na boku z Robertem ciągle wtulonym w moją pupę. Gdy zdjął mi z oczu improwizowaną przepaskę byliśmy już sami. Do dziś nie wiem, kogo zaspokoiłam ustami tamtej nocy i komu zapewniłam spektakl. Domyślam się może jednego partnera, jednak nie mam pewności co do dwóch pozostałych.

Noc z Kasią była równie intensywna, lecz zarazem całkowicie odmienna od tego, co przeżyłam z Robertem. Zawładnęła mną. Przez dobre dwie godziny jej jedynym celem i przyjemnością było doprowadzanie mnie do obłędu. Do stanu, gdy jest się o krok od orgazmu jednak nie jest się w stanie przekroczyć tej magicznej bariery. Dała mi trzy cudowne orgazmy, jednak za każdym razem długo kazała czekać na euforyczne spełnienie. Uwielbiam tak się bawić. Kocham zarówno błagać o rozkosz, jak i intensywność z jaką wybucha po długim oczekiwaniu. Przed snem sprawiłam dłońmi, że wyła z rozkoszy. To było jak słodka zemsta. Wsunąć w nią dłoń i powolutku doprowadzić fistingiem do granicy obłędu.

Rano obudziła mnie rozkosznie miłym dotykiem języka. Moje brodawki stały się tak wrażliwe, że po kilku minutach karesów miałam, ku jej zdziwieniu, orgazm spowodowany jedynie pieszczotami piersi. No może nieco oszukiwałam pod koniec zaciskając delikatnie uda i pocierając nimi w sobie tylko znanym rytmie. Odwdzięczyłam się języczkiem pieszcząc ją tak delikatnie jak to tylko możliwe. Kasia ma wspaniałą, dużą łechtaczkę, która w pełnym wzwodzie wygląda jak spora fasolka. Trzeba mieć sporo doświadczenia by pieszcząc ustami ten skarb nie przesadzić z intensywnością doznań. Miło było posłuchać jak jęczy gdy delikatnie obejmowałam ją wargami. Kilka magicznych ruchów języczkiem i była moja wijąc się i prężąc w amoku orgazmu.

Po nocy wszyscy byli wykończeni. Śniadanie zaplanowane na dziesiątą zostało przełożone o godzinę :) . Wracając do domu spałam przez całą drogę.

Wiem, że Marta przeżyła równie ekscytującą noc co ja w towarzystwie jednej z bardziej doświadczonych par. Robert spędził swój czas z dwoma partnerkami. Ciekawie dobranymi. Wysoka, szczupła czterdziestoletnia brunetka i niska, ładnie zaokrąglona w bioderkach i piersiach dwudziestoparoletnia blondyneczka. Podobno dalekie kuzynki. Patrząc na nie przy śniadaniu zastanawiałam się jak to możliwe, że mój mąż nie słania się na nogach. Wyglądały na bardzo zadowolone, a starsza jeszcze w trakcie śniadania zniknęła z moim mężem na dobre. Dopiero w samochodzie przyznał się do szybkiego numerku na pożegnanie. Niewyżyty samiec. W domu zgodnym głosem zagroziłyśmy z Martą, że jeśli spróbuje się do nas dobierać w nocy, czy nad ranem to może się to dla niego skończyć wyrzuceniem z sypialni i czterdziestoośmiogodzinnym odstawieniem od tego co lubi najbardziej. Miałyśmy naprawdę ochotę na sen i nic więcej!!! Był grzeczny, a raczej rozsądny.


Skomentuj

Kliknij tutaj, aby anulować odpowiadanie.