ieczór Marta spędziła w miarę niewygodnej pozycji. Nie skarżyła się, gdyż gumowa kulka knebla skutecznie jej to uniemożliwiała. Ułożona na plecach i przywiązana do kozła była całkowicie bezbronna.
Kiedy przygotowywałam specjalnie dla niej sprowadzoną elektrodę Robert wszedł w nią zmuszając do delikatnego jęku. Zadowolony bawił się jej brodawkami szczypiąc je mocniej i mocniej w miarę jak rosło jego podniecenie. Gdy w końcu przystąpiłam do zakładania elektrod Marta przedstawiała ciekawy widok. Jej rozognione policzki, zamknięte kneblem usta, z kącików których spływała stróżka śliny, nabrzmiałe pulsujące brodawki i zaczerwienione wargi spomiędzy których powolutku spływało na ziemie nasienie. Była gotowa.
Uśmiechając się założyłam na jej brodawki dwa krokodylki. Zawyła, gdy ostre ząbki wbiły się w podrażnione ciało. Dwa kolejne przypięłam do jej warg. Piąty zacisnął się na kolczyku. Ostatnią elektrodą był niewielki obły pręcik zakończony małą oliwką. Nawilżony sterylnym żelem wsunęłam w jej dziurkę do siusiania. Dyszała gdy po kolei łączyłam elektrody i krokodylki z kablami a te podłączałam do kolejnych kanałów urządzenia PES. Ostatnią czynnością było zaklejenie elektrod na sromie szeroka taśmą izolacyjną. Robert szykował się do kolejnego stosunku, a nic tak bardzo nie psuje zabawy jak przypadkowe zetknięcie się z aktywnymi elektrodami.
Lubię wstępna część zabawy. Gdy na początku ustalam minimalne ustawienia. Najszybciej reagowała na parę elektrod kolczyk – cewka moczowa. Nieco mocniejszej stymulacji wymagały piersi i dalej zewnętrzne wargi sromowe. Progi bólu znalazłam o wiele szybciej, jednak spędziła sporo czasu trenując Martę, by nieco przesunąć je ku górze. Przez piętnaście długich minut zmusiłam jej ciało, by zaakceptowało o 10-20% wyższe niż początkowo wartości prądu. Zadowolona pozwoliłam jej nieco odpocząć, by ponownie sprawdzić, czy nie da się przekroczyć po raz kolejny granic. Poza umówionym znakiem dłonią nie zwracałam absolutnie uwagi na jej jęki, ślinienie się, czy to, że mimo wsuniętej do pęcherza elektrody leciutko przecieka. To była bardzo interesująca sesja a Marta kolejno znosiła coraz to mocniejsze, intensywniejsze i dłuższe impulsy.
Patrząc na to z boku można by było odnieść wrażenie, że zadaję jej ból by osiągnąć jakąś seksualną gratyfikację… Prawda jest jednak taka, że robiłam to tylko ze względu na to, że ona tego chciała i potrzebowała. To Marta nauczyła mnie jak mam ją trenować i jak powoli zmusić jej ciało, by zniosło więcej niż z początku wydaje się możliwe. Zawsze z fascynacją obserwuję jak prężąc się z bólu niespodziewanie osiąga orgazm. Tak było i tym razem. Otwiera dłonie a ja włączam trzy kanały jednocześnie, nieco poniżej ostatnio osiągniętego progu bólu. Odlatuje targana potężnymi skurczami.
Ten drugi raz wydaje się prawie niewinny. Delikatnie pieszczę jej ciało impulsami a Robert ponownie się z nią kocha. Mają orgazm jedno po drugim a ja zazdroszczę odrobinie, że nie mogę sama poddać się podobnej stymulacji. Uwielbiałam tego rodzaju zabawę.
Po kąpieli dostaje moją nagrodę. Jej języczek jest miło szorstki i delikatny. Wie co lubię. Kocha mnie powoli, bez pośpiechu. Przewrócona na bok czuję w sobie Roberta. Kocha się ze mną gdy Marta bardzo delikatnie ssie mój kolczyk i łechtaczkę. Jestem bliska orgazmu. Sięgam dłonią za siebie i lekko odsuwając się od niego biodrami wysuwam go z pochwy. Trzymając mocno w dłoniach wodzę jego członkiem pomiędzy moimi pośladkami. Czując zbliżająca się rozkosz nakierowuję go na odbyt. Wsuwa się ledwo do połowy żołędzia czekając aż będę gotowa. Dysze coraz szybciej. Mam orgazm gdy on wchodzi w moją pupę mocnym pchnięciem. Odlatuję. Raz, drugi… Ocieram się o trzeci, gdy moje ciało uznaje że to już ma dość.
To był bardzo udany wieczór.

