piątek Robert dostał specjalny prezent. Poprosiłam go by przed pójściem do łóżka ogolił twarz oraz podbrzusze, wliczając w to członek i mosznę.
Mąż od dwóch dni łakomie patrzył na moje piersi. Pozwoliłam mu rozpiąć górę zwiewnej koszulki nocnej i długo bawić się ustami i dłońmi moim biustem. Robert nie byłby sobą, gdyby nie próbował sprawdzić jak daleko może się posunąć. Dostał po łapach za próbę ściągnięcia z bioder majteczek. Jakoś do męża nie dociera, że chwilowo majtki w łóżku pełnią inną niż ozdobną rolę. [Dla zwolenników turpistyczno-naturalistycznych opisów porodu: w majteczkach mam monstrualną podpaskę, w jakim celu, proszę się już domyśleć.]
Gdy mąż się już rozochocił poprosiłam by siadł na mnie okrakiem. Delikatnie zaczęłam pieścić jądra ogrzewając dłońmi skórzany woreczek. Troszkę się z nim drażniłam. Wiedziałam, że najbardziej chciałby, bym zajęła się jego sterczącym jak struna członkiem. Zamiast tego wyłuskałam palcami jego jądra i trzymając każde w osobnej dłoni delikatnie zaczęłam ściskać. Sprawiało mi przyjemność obserwowane na jego twarzy podniecenia, pomieszanego z lekkim bólem i zaskoczeniem. Gdy lekko syknął pochyliłam się do przodu połykając główkę jego nabrzmiałego członka. Po lekkiej korekcji mojej i jego pozycji mogłam zająć się nim ustami. Pomagał mi lekkimi ruchami bioder. Robert znał doskonale zasady. Kiedyś, jeszcze w okresie narzeczeństwa często bawiliśmy się w ten sposób gdy zapominałam tabletki, ona nie miał przy sobie prezerwatywy, lub gdy właśnie miałam okres. Pieściłam go doprowadzając do wrzenia, by na kilka sekund przed spodziewanym wytryskiem wysunąć go z ust i delikatnie ściskając jądra sprawić, że zapominał o orgazmie. Po kilkukrotnym powtórzeniu tego cyklu nic nie było już w stanie go powstrzymać. Po raz ostatni pieściłam go aż do samiutkiego końca by na sekundę przed wytryskiem wypuścić go z ust. Gdy trysnął nieco mocniej niż zwykle zacisnęłam palce na jądrach. Jęknął a na moją twarz i piersi zaczęły spływać kolejne stróżki nasienia. Po chwili objęłam go za pośladki i przysuwając do siebie wzięłam raz jeszcze jego członek w usta. Byłam delikatna a on jęczał cichutko gdy ssałam go jak smoczek. Po chwili odpoczynku zaczęliśmy bawić się ponownie. Tym razem zaczynając od delikatnego fellatio a kończąc pomiędzy moimi piesiami.
Kiedy brałam prysznic Robert zmienił pościel. Przebrana w nową koszulkę spałam tylko dwadzieścia minut. Mała potrafi bardzo dosadnie domagać się piersi. Rano byłam koszmarnie niewyspana. Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do częstego wstawania w nocy… Gdyby nie chęć naturalnego karmienia, to Robert wstawałby w nocy do Marysi
. Teraz zresztą też musi od czasu do czasu pomagać. Niekiedy proszę go by odniósł małą do łóżeczka, lub ukołysał ją do snu po karmieniu.


Podziwiam: nie wysypiasz się, boli cię krocze, mała miętosi twoje piersi, spada poziom męskich hormonów … a ty z ochotą zabierasz się za męża …. no, no, no nimfomanka czy …?