RSS dla
Wpisów
Komentarzy

  nocy z soboty na niedzielę spałam jak zabita :) . Położyłam się wcześnie, Robert nie próbował swoich sztuczek a Marysia tylko raz domagała się karmienia w nocy.

W niedzielny poranek dostałam śniadanie do łózka. Podobnie Marta. Po śniadaniu mogłam rozkoszować się przygotowaną przez męża kąpielą, gdy on zajmował się dzieckiem. Miałam w końcu czas dla siebie! Po kąpieli spędziłam go leniwie osłonięta miękkim płaszczem kąpielowym, z laptopem na kolanach, i mocnym espresso na stoliczku przede mną.

Robert wspaniale sprawdził się w roli męża i ojca. Po przebraniu Marysi nakarmiłam ją a on bawił się z nią przez dobrą godzinę.

Ubrałam się dopiero w okolicach południa. Robert próbował podglądać mnie podczas przebierania, lecz został usunięty z naszej garderoby. Wolałam uniknąć przed spacerem z Marysią nieplanowanego seksu :) . Obiecałam mu na ucho, że po spacerze i obiedzie, jeśli uśpimy Marysię może dać mi lewatywę, a później wziąć ze mną prysznic. Propozycja została zaakceptowana.

Niestety Marysia wyspała się na spacerze i nie chciała położyć się na dłuższą drzemkę aż do samego wieczora. Swoją obietnicę mogłam spełnić dopiero późnym wieczorem. Była to moja pierwsza od porodu wizyta pod prysznicem w naszym loszku na poddaszu. Prysznic na górze to miejsce szczególnie perwersyjnych zabaw. Jest obszerny, pokryty kaflami od góry do dołu i ma dodatkową baterię z automatyczną regulacją, ciśnienia, przepływu i ciepła płynącej wody, którą podłączyliśmy do długiego węża zakończonego metalową końcówką do lewatywy.

Najpierw Robert rozebrał mnie, zostawiając mi jednak bieliznę i pantofle. Po zakneblowaniu umieścił pomiędzy moimi kostkami sporą poprzeczką a na dłoniach zapiął podwójne skórzane opaski wyłożone od środka futerkiem. Do ich kółka przywiązał linę i za jej pomocą podwiesił mnie do sufitu tak, bym ledwo stopami dotykała podłogi.

Lewatywę dostałam na stojąco, przy pomocy metalowej końcówki przyczepionej do węża. Zaczął od zdarcia z bioder bielizny. Po napełnieniu mnie letnią wodą polecił mi się wypróżnić. Obmyta ostrym strumieniem bicza wodnego zostałam napełniona ponownie i zakorkowana wielką wtyczką. Zostawiona na piętnaście minut czułam ogromną ulgę, gdy wyciągnął ze mnie ‘korek’. Ponownie obmyta strumieniem chłodnej wody czekałam, gdy wyciągał z metalowej szafki wziernik analny. Nasmarowany żelem wszedł we mnie z lekkim oporem, Robert jednak zupełnie nie zwracał uwag na moje protesty. Gdy go rozwierał miałam wrażenie, że testuje jak bardzo jest w stanie rozciągnąć mój odbyt. Ostatnią lewatywę dostałam przy pomocy w długiej metalowej końcówki z wieloma otworami na końcu. Było to raczej płukanie wodą niż lewatywa.

Zaraz gdy skończył zostałam rozebrana do naga. Użył nożyczek, a ja nie żałowałam niczego poza zupełnie zniszczonymi wodą pantoflami. Naga zostałam opłukana zimną wodą, pokryta żelem do mycia i wyszorowana niezwykle szorstką myjką. Dopiero gdy zaczął spłukiwać z moich włosów pianę wyjął ze mnie wziernik. Gdy skończył wymył szczotką podłogę i ściany i sam wziął natrysk. Po rozwiązaniu i przeniesieniu na łóżko najpierw doprowadził mnie ustami do ekstazy, a potem kochał się ze mną analnie testując chyba wszystkie pozycje w których aktywną stroną jest mężczyzna. Po małej przerwie zrobiliśmy to ponownie, z tym że za tym razem to ja byłam aktywną stroną.

Po prysznicu i wrzuceniu do pralki zmiętej pościeli poszliśmy bardzo grzecznie spać do naszej sypialni. Zasypiałam naga, wtulona na łyżeczkę w ciepłe ciało mojego męża. Miałam miłe poczucie jakie towarzyszy wyjątkowo udanemu seksowi. Było mi dobrze, gdy zasnął tuląc dłonią piersi. Zamykając oczy delikatnie ściskałam w dłoni jego członek.


Skomentuj

Kliknij tutaj, aby anulować odpowiadanie.