czoraj wpadłam na dwie godziny do pracy. Miałyśmy spotkanie z klientem. Na tyle ważne, że zdecydowałam się wspomóc wspólniczkę swoją obecnością. Marysią przez godzinę zajmowała się nasza sekretarka. Mała była bardzo grzeczna. Nakarmiona tuż przed meetingiem poszła spać chwile o tym jak się rozpoczął. Korzystając z wyjazdu odwiedziłam z córką parę sklepów. Komoda małej wzbogaciła się o nowe śpioszki i ubranka, moja o kilka par pończoszek i uroczą bluzkę.
Po powrocie do domu ledwo zdarzyłam przebrać i nakarmić śpiąca Marysię, gdy zjawiła się Marta. Nie miałam nawet czasu przebrać. Marta zajrzała do garderoby w naszej małżeńskiej sypialni dokładnie w momencie gdy się rozbierałam z zamiarem skorzystania z prysznica. Musiał zauważyć moje zmęczenie, gdyż zapytała się jak się czuję. Powiedziałam zgodnie z prawdą, że czuję się dokładnie tak, jakbym spacerowała dwie godziny po sklepach z fotelikiem i Marysią w dłoni… Z własnej winy. Zwyczajnie nie pomyślałam by z domu zabrać wózek. Zapytała się czy mam ochotę na relaks. Miałam. Zamiast pod prysznicem wylądowałam z Martą w jacuzzi. Lubie jej spontaniczny styl. To w jaki sposób się rozebrała. Jak niedbale, ze swoistą gracją rozrzuciła po sypialni swoje rzeczy. Bez kokieterii, zbędnie przerysowanego kuszenia, czy pretensjonalnych gestów. Patrząc jak zsuwa z bioder majteczki czułam miły dreszcz podniecenia.
Wykorzystałam ja tak bardzo, jak tylko to było możliwe. Przez cały czas wspólnego relaksu pozostałam bierna pozwalając jej zająć się mną. Bardzo lubię, gdy myje moje ciało szorstką myjką, a później pieści dłońmi. Kochałyśmy się dopiero w pościeli. O ile kąpiel była cudownym relaksem, to czas spędzony razem w łóżku porównać mogę tylko do miłosnych zapasów. Po namiętnych pieszczotach zakończonych prawie jednoczesnym orgazmem odświeżyłyśmy naszą znajomość z ‘prosiaczkiem’. Prosiaczek to różowe, podwójne dildo wykonane z miękkiego silikonu. Bardzo krótkie i bardzo grube jak na tego typu zabawki. Delikatnie użebrowane dwadzieścia pięć centymetrów rozkoszy o średnicy mojego nadgarstka. Najlepsza rzecz jaką kiedykolwiek wymyśliłyśmy by urozmaicić trybadyzm. Nasmarowane żelem mieściło się w nas idealnie, gdy ocierałyśmy się o siebie splecione w nożyce. Trzymając się za łydki i uda kochałyśmy się ocierając o siebie z ‘prosiaczkiem’ w środku. Na orgazm musiałyśmy zapracować sobie lubieżnymi ruchami bioder splecione w miłosnym węźle. Szczytowałam tuląc do piersi nogę Marty. Moja pochwa falowała zaciskając się w rozkosznych spazmach na tkwiącym w niej prosiaczku. Moją przyjemność potęgował dziki taniec Marty na drugim jego końcu. Jej orgazm wyzwolił u mnie tsunami rozkoszy.
Gdybym tylko po wszystkim mogła zasnąć w objęciach ukochanej… Niestety. Po prysznicu i zmianie mokrej od harców pościeli trzeba było wrócić do rzeczywistości.
Gdy na koniec dnia kładliśmy się we troje do łózka Robert był nieco zdziwiony, gdy obie zgodnie wymówiłyśmy się zmęczeniem prosząc go o to by odłożyć seks do rana. O prawdziwym powodzie naszej prośby dowiedział się dopiero po porannych igraszkach. Chyba nie miał nam za złe. Postarałyśmy się o to
.

