
oprzedni weekend należał do wyjątkowo udanych. Wbrew naszym wcześniejszym obawom pogoda była nawet znośna i udało się nam zrealizować większość planowanych atrakcji. No może poza kąpielą w przeręblu, która w obliczu lekkiego przeziębienia Roberta nie wydawała nam się równie kusząca jak przedtem.
Na miejscu byliśmy około piętnastej. Tak jak nam obiecano dom był przygotowany na nasz przyjazd a w kuchni czekało świeże pieczywo. Jedyne co musieliśmy zrobić to pościelić łóżka i ustawić ogrzewanie na optymalną temperaturę.
Goście zjawili się wieczorem. Adam jako stały bywalec w naszej samotni nie miała żadnych problemów z trafieniem na miejsce. Grzesiek miał nieco więcej kłopotów. Zimą, w nocy droga wyglądała nieco inaczej niż tą którą pamiętał z lata. Na szczęście przy małej pomocy Roberta trafili bez zbędnego błądzenia po okolicy. Z całego naszego towarzystwa jedynie Kasia gościła tu po raz pierwszy.
Pierwszą noc spędziliśmy wspólnie przy stole a później bawiąc się rozmową w salonie. Nasz wieczorek zapoznawczy skończył się dla mnie w towarzystwie Adama i Kasi a Robert z Grześkiem podzielili się Martą i Justyną. Spędziłam miłą noc. Bez większych ekstrawagancji, skupiając się bardziej na jakości, niż ilości i różnorodności form w jakich się we troje kochaliśmy. Bycie tą trzecią do pary to ciekawe doświadczenie. Było bardzo miło i z żalem opuszczałam moich parterów. Niestety Marysia miała nie najlepszą noc i zmuszona byłam po pierwszej zostać z nią w jej pokoju.
Sobotę zaczęliśmy leniwie od bardzo późnego śniadania. Do obiadu bawiliśmy się na dworze. Robert z panami i Kasią szaleli na quadach i bawiąc się w kulig. Ja nabawiłam się lekkiej zadyszki biegając na nartach a Justyna z Martą wybrały się z Marysią na spacer.
Obiad właściwie przygotował Robert. Pierwszy raz widziałam, by ktoś grillował zimą
. Choć to dziwne połączenie jak na porę roku, to mimo wszystko jego specjały smakowały wybornie z zimnym piwem. Po obiedzie przespałam się chwilę z Marysią dołączając do reszty dopiero gdy obudził mnie mój mały głodomorek.
Prawdziwą zabawę zaczęliśmy wieczorem. Dobry alkohol, muzyka i miłe towarzystwo. Noc spędziłam z Robertem, Grześkiem i Kasią. Marysia tym razem spała jak aniołek a ja mogłam na chwilę zapomnieć o wsłuchiwaniu się w odgłos jej płaczu.
Zanim zasnęłam spróbowałam chyba wszystkiego czego można spróbować w układzie 2k+2m. Choć minął ponad tydzień od tamtej nocy to wciąż pamiętam dwie rzeczy. Po pierwsze to w jak cudownie delikatny sposób Grzesiek z Robertem kochali się jednocześnie ze mną i to jak naturalnie i zmysłowo reagowała Kasia, gdy we troje doprowadzaliśmy ją do rozkoszy. Obserwując jej zachowanie zyskałam absolutną pewność, że wprowadzając ją i Adama w swingowanie nie popełniłam błędu. Ona naprawdę lubi ten rodzaj seksu i potrafi przeżywać go w bardzo kobiecy i intymny sposób. Czułam prawdziwe podniecenie obserwując ją w roli amazonki ujeżdżającej Roberta. Nabita na jego sztywny członek kochała się z nim łagodnie kręcąc biodrami, gdy on cieszył dłonie jej dorodnym biustem. Choć widziałam mnóstwo kobiet dosiadających tak męża, to chyba tylko Marta potrafiła w podobnie ‘niewinny’ a jednocześnie kipiący erotyzmem sposób doprowadzić go do wrzenia.
Naprawdę ją polubiłam.
To był owocny i udany weekend.


hmmm… „Mara” ? znaczy Marta? ale tu chyba o Kasi chcialaś napisać? To trochę psuje czytanie przyjemnej notki… pozdrawiam.
Witaj,
Oczywiście, że Marta a nie Mara. Martę też miałam na myśli porównując jej technikę, z tą jaką zaprezentowała Kasia
Pozdrawiam,
Agnieszka