RSS dla
Wpisów
Komentarzy

Mocna Dawka Tresury

BDSM: Trening SuczkiPodczas weekendu doświadczyłyśmy z Martą wspaniałej tresury. Od piątkowego popołudnia do północy w poniedziałek byłyśmy Jego suczkami. Zajął się nami bardzo wszechstronnie, poświęcając mnóstwo czasu na odpowiednią tresurę, dyscyplinowanie, dwie intensywne sesje BDSM i oczywiście na intensywny, dość perwersyjny seks.

Do dziś jesteśmy z Martą nieco zmęczone intensywnością tego, czego doświadczyłyśmy, jednak czujemy też głęboką satysfakcję z naszej służby. Choć nie jestem aż tak uległa jak Marta i nie mam równie wyraźnych jak ona skłonności masochistycznych, to wyczerpująca i bardzo pomysłowa tresura sprawiła mi co najmniej tak wielką jak jej przyjemność!

Najbardziej spodobało mi się to, że przez cały czas trwania naszej służby byłyśmy czymś zajęte. Chyba właśnie w ten sposób lubię służyć najbardziej. Kilka dni nieprzerwanej służby ma o wiele więcej uroku, niż jedna nawet bardzo intensywna sesja mocniejszych doznań spod znaku sznura i palcaty. Miałyśmy dla niego prawie całe cztery dni, a Robert rozsądnie wykorzystał dany mu czas.

Służbę zaczęłyśmy w piątek, po powrocie męża z pracy. Zadowolony z powitania jakie zgotowałyśmy mu wychodząc nagie na podjazd postanowił łagodnie przygotować nas do służby. Nie skorzystał z przyniesionej w zębach szpicruty. Zamiast tego poprosił nas do sypialni, gdzie własnoręcznie wybrał dla nas bieliznę, w jakiej miałyśmy służyć mu do kolacji. Marta wystąpiła w białym, koronkowym kompleciku z różowymi wstążeczkami w skład którego wchodził miękki półgosecik pełniący też rolę pasa do pończoch, pończoszki i delikatne stringi. Dla mnie mąż wybrał czarne body z gęstej siateczki. Bieliznę, którą zakładałam tylko dla niego, gdyż sama nie jestem wielka miłośniczką tego rodzaju strojów jako codziennej bielizny. Wracając do body, to stanowiło ono całość z pończoszkami pozostawiając jednak odsłonięte pośladki i krocze. Wybrany przez Niego egzemplarz był najprostszym jakie posiadałam. Robert lubi go za sposób w jaki opinał mój biust. Mam jeszcze dwa podobne, z tym, że jeden odkrywa plecy a drugi ma wycięcia na piersi. Mam tez kilka sztuk bardziej klasycznych siateczkowych, lub ażurowych body do których pończoszki dobiera się już indywidualnie. Robert poprosił mnie bym poza czarnymi pantofelkami na niebotycznie wysokim obcasie nie zakładała do body absolutnie niczego. Marta poza pantofelkami na podobnie ekstremalnych obcasach mogła chociaż związać włosy.

Po wyborze dla nas bielizny nasz Pan wziął prysznic i po niecałych dwudziestu minutach zjawił się na kolacji ubrany w swój aksamitny, wiśniowy szlafrok. Robert zjadł kolację samotnie. Byłam bardzo zajęta podając do stołu,przygotowując dla niego deser i kawę. O ile z początku pomagała mi Marta to pod koniec byłam zdana tylko na siebie. Marta podczas deseru i kawy była zajęta Robertem. Pod stołem, pomiędzy jego udami, ofiarowywała mu usta, gdy on spokojnie kończył lodowy deser popijając go gęstym jak smoła espresso.

O kolacji był czas na fajkę i szklankę szkockiej. Mając do dwudziestu minut dyspensy Marta sprzątała po kolacji a ja kładłam spać Marysię. Oczywiście w wybranym przez Roberta stroju. Jedynie do kąpieli zdjęłam pantofle, bojąc się upadku przy przenoszeniu cennego ciężaru. Gdy karmiłam przed snem córkę Robert zajrzał na chwilę z aparatem w ręku. Ciekawie by wyglądał rodzinny album ze mną ubraną w ściągnięte do pasa body, bez majtek za to w pantoflach na wysokim obcasie karmiącą Marysię. Prawdopodobnie tak samo jak zobaczone dziś zdjęcie Marty pochylającej się nad zmywarką z nożem do smarowania masła zagłębionym rękojeścią w jej pochwie. Całkowicie perwersyjne, szczególnie to na którym Marta ma odwróconą ku kamerze twarz z mina aniołka.

Gdy w końcu było posprzątane i Marysia po półgodzinnym boju o drugą pierś zasnęła Robert w pełni upomniał się o swoje suczki.

Tej nocy byłyśmy jego seksualnymi niewolnicami skoncentrowanymi wyłącznie an sprawianiu mu rozkoszy i spełnianiu wszelkich zachcianek. Poza dość wyrafinowanymi i często perwersyjnymi pieszczotami musiałyśmy też masturbować się przed nim a także kochać ze sobą w salonie, na stole. Oglądałam dziś zdjęcia z obu sesji. Boże, gdyby choć jedno ujrzało światło dzienne Robert byłby martwym człowiekiem… Świeżo wydrukowane odbitki kilku najlepszych fotografii trafiły do naszego ‘specjalnego’ albumu. Oryginalne pliki własnoręcznie zaszyfrowałam na moim koncie. Taką mamy umowę. On może robić nam zdjęcia, nawet najbardziej intymne i perwersyjne, jednak to ja je obrabiam, drukuję i sprawuję nad nimi pieczę. Po każdej sesji karta pamięci z jego EOSa wędruje w moje ręce.

W nocy spałyśmy dobrze. Zmęczony seksem Pan pozwolił nam na zasłużony odpoczynek.

Poranek zaczął się od krótkiej, ale intensywnej sesji ze szpicrutą, po której wzięliśmy we trojkę wspólny prysznic. Robert nie byłby sobą, gdyby nie skorzystał z okazji by spełnić jedną ze swoich fantazji. Ustawione obok siebie, trzymając się zamontowanych w ścianie uchwytów zostałyśmy wzięte od tyłu. Na przemian wchodził w nas, wykonywał parę pchnięć obejmując za biodra lub ściskając piersi po czym zmieniał partnerkę. Wydawało mi się, że skończy we mnie, ale on zamiast tego wyszedł z mojej pochwy na kilka sekund chwil przed wytryskiem, by wbić się z gardłowym okrzykiem w zwilżoną oliwką pupę Marty. Po jej jękach mogłam się tylko domyślać, że nagła wizyta sporych rozmiarów pala w jej ciasnej dziurce musiała być dla niej nie lada niespodzianką.

Śniadanie szykowałyśmy całkowicie nagie, lecz tym razem nasz Pan pozwolił nam towarzyszyć sobie w posiłku. Po jego zakończeniu nadszedł czas na ubieranie suczek. Wybór padł na białe podkolanówki i kupione kiedyś w dobrym, niemieckim sklepie z akcesoriami erotycznymi fartuszki pokojówek. Po związaniu włosów i założeniu pantofli Robert wybrał dla nas dwie spore wtyczki analne. Posmarowane żelem umieścił je na dwóch taboretach w kuchni polecając nam byśmy się na nie nabiły. Jeśli komuś wydaje się, że jest to łatwa rzecz to grubo się myli. Za każdym razem, gdy siadając na taborecie przewracałyśmy przygotowana wtyczkę otrzymywałyśmy uderzenie rattanową witką w pośladki. Sprzątając dom miałam na pupie trzy a Marta pięć pręg. Wtyczki pozwolono nam wyjąć dopiero po podaniu obiadu. Ulga była tak cudowna, że nawet nie będę starała się jej opisywać.

Do kolacji czas spędziłyśmy osobno. Ja w stroju kucyka na zmianę byłam układana i karmiłam Marysię. Marta w samotności poddasza kontemplowała asymetryczne bondage jakiego Robert nauczył się w ostatnim czasie.

Kolacje zjedliśmy dopiero po położeniu małej spać. Gdy ja po szybkim prysznicu przygotowywałam posiłek, Marta w jacuzzi służyła swoim ciałem za myjkę Roberta. Ukarana za wywołanie u niego erekcji wróciła na dół z zaczerwienionymi od klapsów pośladkami. Wieczorny posiłek zjadłyśmy z talerzy leżących u stóp naszego Pana.

Trening przed snem trwał blisko trzy godziny. W użyciu były klamerki, kajdanki, packa, palcata, szpicruta, a na końcu także zestaw do zabawy w elektrostymulację. Długą zabawą doprowadził nas do skraju wyczerpania w oczekiwaniu na orgazm. Tuz przed snem poprosił nas o fellatio, a po nim otrzymałyśmy pięć minut dla siebie przed spaniem. Nie było czasu na nic wymyślnego. Z początku myślałam by wtulić się w Martę w 69, ale po sekundzie zrobiłam to co ona. Oparta o poduszkę w dwie minuty doprowadziłam się do orgazmu palcami. Bardzo go potrzebowałam, a pośpiech do jakiego nas zmusił Pan stanowił wspaniały afrodyzjak.

W niedzielę po śniadaniu podanym naszemu Władcy do łóżka otrzymałyśmy chłostę, po której doprowadził nas najpierw ustami i palcami do euforii, by w chwilę po moim orgazmie spuścić się nam na piersi.

Przed południem wybraliśmy się wszyscy do miasta na spacer i zakupy będące tylko pretekstem do dalszej zabawy. Wychodząc byłyśmy ubrane w pasy do pończoch, pończoszki, kozaczki i wełniane płaszcze. By zabawę uczynić ciekawszą, przed wyjściem Robert wsunął nam do pochwy po piłeczce do golfa. Naszym zadaniem było nie zgubić ich podczas zakupów. Wbrew pozorom nie sprawiło nam to zadanie większych trudności. Nieco zawiedziony Robert postanowił, że następnym razem użyje nieco mniejszych stalowych kul, które będzie nam o wiele trudniej utrzymać w sobie ze względu na rozmiar, ciężar i gładszą powierzchnię.

Pod pretekstem zakupów udało się mi odbyć z Robertem szybki stosunek w przebieralni. Marta za to uprawiała z nim seks w podziemnym garażu.

Wieczorem czekała nas lewatywa i chłosta. Robert zapragnął też zobaczyć jak fistuję Martę by po pokazie zająć się własnoręcznie moją pupą. Wypróbował na mnie wszelkie rozmiary wtyczek analnych. Po największej z nich Marta bez trudu wsunęła we mnie dłoń. Pieszczona jedną dłonią po łechtaczce i fistowana analnie drugą miałam mokry, intensywny orgazm aż do bólu kurczącej się prawie jak przy porodzie macicy. Spałam jak niemowlę.

Poniedziałek był nieco mniej intensywny w doznania, jednak nie nazwałabym go nudnym. Rano Robert zaspokoił przy naszej pomocy całkiem oryginalną fantazję erotyczną, a gdy umyłyśmy spryskane jego nasieniem włosy zostałyśmy oplecione misterną plątaniną więzów według wzoru z sieciowego poradnika. Bondage dla Marty oplatało jedynie korpus i pośladki. Ja miałam dodatkowy oplot na nogach. Po założeniu ubrania Marta wyszła na zajęcia a ja zostałam w domu z Marysią. Więzy zdjęłyśmy dopiero po przyjściu Roberta z pracy, czemu towarzyszyła długa i bolesna chłosta skórzaną packą. Kolację zjadłyśmy stojąc… Do dziś siadam na fotelu bardzo ostrożnie. Jakby w nagrodę, przed snem obie doświadczyłyśmy wspaniałego seksu oralnego w wykonaniu Roberta. To w jaki sposób jego język bawił się moim kolczykiem zasługiwało na najwyższe uznanie. Z jęków Marty wnioskuję, że otrzymała bardzo podobną dozę rozkoszy.

Dziś rano kochaliśmy się już jak zazwyczaj. Bez więzów, chłosty, dominacji. Po kilku dniach intensywnego treningu miło było powrócić do porannego buziaka na dzień dobry i seksu. Zwłaszcza miło wspominam kilka minut z Martą, gdy Robert brał prysznic.

W najbliższą sobotę idę z Martą na miasto na łowy. Czas odwiedzić kilka miejsc przyjaznych dziewczyną bi i les. ;) . To nasza nagroda za służbę. Mamy nadzieję spędzić noc w towarzystwie kobiet. Razem lub osobno. Czas pokaże, czy nasze łowy będą owocne. W piątek jedziemy z Martą przygotować nasz apartament w mieście, gdyby okazał się potrzebny.

Ufff… Spory ten wpis. Mam nadzieję, że uniknęłam literówek i zbyt dużych skrótów myślowych. Marysia wzywa mnie ze swojego pokoju, więc ewentualną korektę zostawiam na później.


Jeden Komentarz do “Mocna Dawka Tresury”

  1. Tomek pisze:

    wspaniały opis. i jaki miły początek – tj. powitanie na podjeździe.
    pozdrawiam

    Odpowiedz

Skomentuj

Kliknij tutaj, aby anulować odpowiadanie.