czwartkowe popołudnie mój Pan nie poświęcił mi wiele uwagi. Zajęty pilnym zleceniem od dużego klienta prawie cały czas siedział w swoim gabinecie.
Do moich obowiązków należało dbanie, by w filiżance była zawsze ciepła kawa a kolacja podana szybko i sprawnie. Usługiwałam całkowicie naga, nie licząc czarnych pończoszek i pantofli na stopach.
Późnym wieczorem, po lewatywie Pan przyniósł zestaw kubeczków próżniowych. Dziesięć minut jakie musiałam wytrzymać z łechtaczką zassaną do wąskiego naczynia było najdłuższą chwilą w moim życiu. Po jej uwolnieniu przyłożył do mojego sromu wygięte w łuk naczynie, po czym zassał do niego moje wargi. Po dziesięciu minutach stały się wielkie, nabrzmiałe i pulsujące. Wziął mnie zaraz po skończeniu zabawy z pompowaniem. Przed snem pochwalił mnie za entuzjazm z jakim pracowałam biodrami nad jego rozkoszą. Byłam odrobinę zawstydzona, gdyż tak naprawdę po części wynikał on z własnych bardzo samolubnych potrzeb. Zasypiałam z dłonią męża obejmująca ciągle nabrzmiały srom.
Dzisiejszy dzień opiszę jutro… Wszak, dopiero jestem po porannym treningu.


Witamy,
Widzę, że nie tylko my bawimy się w ‘pussy pumping’. Najbardziej lubimy z mężem kochać się zaraz po odpompowaniu, a później odpompować mnie ponownie, poczekać dziesięć minut, zdjąć kubek i wsunąć we mnie dłoń.
Wspaniała zabawa i świetnie, że o tym napisaliście.
Pozdrawiamy,
Ona i On