sobotę odkurzyłam z mężem jedną z naszych dwóch uprzęży do uprawiania miłości w pozycjach, na które zazwyczaj nie pozwalałyby prawo grawitacji i ludzkie możliwości. Jak już wspomniałam mamy dwie tego typu huśtawki. Obie są hybrydami złożonymi z kilku innych, wzbogaconych przez naszą własną pomysłowość. Mówiąc najprościej, żadna z wielu jakie nabyliśmy nie spełniła naszych oczekiwań. Byliśmy zmuszeni sami dojść do odpowiadających nam rozwiązań. W sumie zadanie niezbyt skomplikowane, dla dwójki absolwentów uczelni technicznych z uprawnieniami inżynierskimi
.
Ta, którą zazwyczaj używamy skonstruowaliśmy głównie na potrzeby mocniejszych zabaw, lecz równie dobrze sprawdzała się podczas uprawiani miłości w niecodziennych pozycjach. Tą którą odkurzyliśmy w sobotę zrobiliśmy w jednym, jedynym celu: By spróbować kochać się w dziwnej pozycji o, której istnieniu dowiedzieliśmy się przy okazji przeglądania jakiejś egzotycznej książki. Chodzi o pozycje, w której kobieta podwieszona nad leżącym na wznak mężczyzną, wiruje na jego członku kręcąc się wokół własnej osi. Łatwo wyobrazić sobie taką pozycję, kochać się w niej za to bardzo trudno. Absolutnie żadna uprząż do erotycznych eksploracji nie nadawała się do tego celu. Nasza powstał na bazie uprzęży wspinaczkowej, fragmentów huśtawki i kilku dodatkowych elementów stabilizujących stopy i tułów, a które wykonaliśmy sami. Całość zawieszona na dobrej linie wspinaczkowej, podwieszona na wielokrążku żeglarskim, zamocowana w suficie na wkręcanych w tuleje kotwach. Wszystko zrobione z odpowiednim, ogromnym marginesem bezpieczeństwa dla przewidywanych obciążeń statycznych i dynamicznych. Ostatnią rzeczą której byśmy pragnęli to zerwanie się tej konstrukcji, gdy wiruję nabita na członek Roberta.
Mówiąc szczerze istnieje wiele innych, prostszych sposobów na seks, zapewniających bogatsze doświadczenia. Ten jednak dostarcza specyficznego dreszczyku podniecenia, który wzmaga się jeszcze bardziej w trakcie przygotowywania się do niego. Sam akt oferuje niedostępne w innych warunkach odczucia. Sztuką jest dobrać odpowiednią ilość środka nawilżającego. Tak, by zapobiec dyskomfortowi, jednocześnie nie pozbawiając się całej przyjemności płynącej z wzajemnego tarcia o siebie.
W sobotę wirowałam na nim tańcząc lubieżny taniec. Z zamkniętymi oczami masturbowałam się dotykając łechtaczki czując jak w szalonych obrotach wchodzi we mnie coraz głębiej. Spektakl powtórzył się kilkukrotnie, a ja nie otwierając oczu i nie przestając się dotykać pozwoliłam mu kręcić mną i puszczać moje ciało w taniec tak długo jak miał na to ochotę. Skoncentrowana na własnej przyjemności nawet nie spostrzegłam się gdy strzelił. Nie czułam jego wytrysku, nie słyszałam jęków, nie spostrzegłam charakterystycznego drżenia jego ciała. Otumaniona orgazmem, z lekkimi zawrotami głowy znalazłam się obok niego na łóżku. Wtulona, nie zwracałam uwagi na krepującą mnie ciągle uprząż. Po kilku chwilach usłyszałam wyszeptane do ucha dziękuję. Leżeliśmy jeszcze chwilę tuląc się do siebie. Później całując moje ciało uwolnił mnie z uprzęży, a ja przyciągając go ku sobie wsunęłam się pod niego splatając nogi na jego lędźwiach. Kochaliśmy się w niewyszukanej, przypisywanej nudom małżeńskiego łoża pozycji. Bez pospiechu, całując, patrząc sobie w oczy. Przygniatana jego biodrami miałam cudowny, mocny orgazm, w trakcie którego Robert dogonił mnie kilkoma szybkimi, sprawiającymi, że chciało mi się wyć ze szczęścia, pchnięciami bioder.
Nasza zabawa w egzotyczny seks przyniosła spodziewane rezultatu. Pozwoliła zbudować odpowiednią atmosferę, w jakie nawet najprostszy sposób na miłość smakował wyśmienicie.
W najbliższy weekend Rafał przeżyje podobnie niesamowity spektakl. Myślę, że będzie zachwycony. Wszak mężczyźni są wzrokowcami, a miłość przy użyciu naszej huśtawki dostarcza wyjątkowej dawki tego rodzaju podniet.

