
ając za sobą kilka mniej, lub bardziej trwałych związków, żyjąc w szczęśliwym, choć nietuzinkowym małżeńskim stadle nauczyłam się sztuki ulegania erotycznym zachciankom parterów.
Wielokrotnie spotykałam się ze szczególnymi prośbami, marzeniami, zachciankami. Często takimi, do których spełnienia nie paliłam się, lub co do których miałam różnego rodzaju wątpliwości. Na początku często odmawiałam ich spełnienia. Z biegiem czasu nauczyłam się, że właśnie te dziwne, często niezrozumiałe prośby są często ich silnymi fetyszami, marzeniami, do których przyznali się tylko mi, pragnieniami, których nie mogli lub nie odważyli się spełnić z innymi partnerkami. Zrozumiałam, że poznałam je tylko dlatego, iż zbliżyliśmy się do siebie na tyle, by dzielić się najintymniejszymi sprawami.
Jako nastolatka odmówiłam z oburzeniem wakacyjnemu chłopakowi moich piersi, pomiędzy którymi pragnął się spuścić. Później, gdy jako kobieta poznałam odrobinę lepiej psychikę mężczyzn nie odmawiałam podobnym prośbom. Pozwalałam im zaspokajać swoje fantazje odkrywając, że to co oni mi ofiarują w zamian dalekie jest od rutyny i codzienności. Z początku nie wychodziłam z podziwu czemu podnieca ich skończenie w moich włosach, na twarzy, piersiach, stopach, plecach. Czemu drżą z podniecenia na samą myśl o pieszczocie stopami, masturbacji moją bielizną, czy kochania się w zatrzymanej pomiędzy piętrami windzie,klatce schodowej, tyle zaparkowanego w mieście samochodu. Później nauczyłam się cieszyć z tego, że tak drobna przysługa potrafię sprawić im aż tyle radości. Myślę, że tego rodzaju niecodzienne zabawy bardzo podgrzewały atmosferę moich związków.
Pisze o tym, gdyż rano miałam podobną przygodę z Robertem, gdy po przebudzeniu pieszczoty przerodziły się w intensywny, wzajemny petting, który mój mąż postanowił zakończyć stosunkiem analnym. Niestety czułam się pełna. Wiedząc jak bardzo ma ochotę wziąć mnie od tyłu poprosiłam go o chwilkę czasu, bym mogła skorzystać z toalety, zrobić szybką lewatywę gruszką i wymyć się. Zgodził się, lecz gdy tylko zamknęłam drzwi łazienki zjawił się za mną. Z paskudnie szelmowskim uśmiechem oznajmił, że zmienił zdanie i nie ma zamiaru czekać. Na początku nie zrozumiałam o co mu chodzi, spokojnie tłumacząc po raz kolejny, że nie możemy się tak kochać bo jestem pełna i muszę się wypróżnić. Odpowiedział
- Nie zrozumiałaś mnie kochanie. Mam ochotę na ciebie dokładnie taką jaka jesteś w tej chwili!
Udawałam lekkie oburzenie, opierałam się chwilkę, gdy próbował odwrócić mnie brzuszkiem do umywalki. Protestowałam go gdy użył mój specjalny krem do twarzy by zwilżyć mi odbyt. Broniłam się odrobinę dla niepoznaki, lecz nie przeszkodziłam mu przylgnąć swoją wielką maczugą do mojej drugiej dziurki. Trzymając za biodra, pomagając sobie dłonią wsunął się w mnie odrobinkę. Uległam. Wypięta, rozchylając dłońmi pośladki rozluźniłam odbyt wpuszczając go do środka. Był strasznie zadowolony, a ja zastanawiałam się czy sprawiła mu taką radość świadomość tego, że mu uległam, czy też perwersyjnie zasmakował w brudnym seksie. Spuścił się przyciskając mocno do moich pleców, wchodząc głęboko w moją pełną pupę i tkwiąc w niej tak długo, aż zadrżałam w orgazmie wyzwolonym pieszczotami jego palców.
Z ulgą skorzystałam z toalety i dołączyłam do niego pod natryskiem. Bardzo rzadko eksperymentujemy w ten sposób, ale nie mogę powiedzieć, że nie sprawia mi to swoistej przyjemności. Jest w tym coś z podniecającego łamania tabu. Jestem ciekawa jak wielu mężczyzn marzy o tego rodzaju przygodzie. Nie mam pojęcia, lecz Robert nie jest moim pierwszym partnerem, który kochał się w ten sposób ze mną.
Poranny seks wprawił mnie w zdecydowanie dobry nastrój. Czuje się odrobinie perwersyjna i sprawia mi to uczucie dziwnie przyjemne doznania w dole brzuszka.


Bardzo ciekawy blog Agnieszko. intensywnie stymuluje moją wyobraźnię. Zgodzę się jednak, że trzeba być bardzo dojrzałym emocjonalnie człowiekiem by cieszyć się swobodą seksualną tak jak wy. Pozdrawiam.
Zgodzę się jednak, że trzeba być bardzo dojrzałym emocjonalnie człowiekiem by cieszyć się swobodą seksualną tak jak wy.
A szkoda, że często się o tym zapomina. Dziękuje za komentarz
Aga.