
o szaleństwach niedawnego swingowania, poprzedni weekend wydawał się szarym i monotonnym. Oboje z mężem mieliśmy naprawdę sporo pracy, a jej nagromadzenie się było po części naszą winą.
Wczoraj, po nadrobieniu całych zaległości powinnam czuć ulgę i radość. Zamiast niej dorwała mnie chandra, której Źródła nawet nie umiałam wytłumaczyć. Może to przepracowanie, zarwane noce, a może nagła utrata celu, jaki mobilizowała mnie i motywował w mijającym tygodniu. Nie wiem.
Z pomocą przyszedł mi mąż. Przytulił, zaproponował kawę, wino. Poprosił bym odpoczęła przy muzyce, gdy on zajmie się dzieckiem. Zrelaksowana cieszyłam się, że wyręczy mnie w kąpaniu i układaniu małej do snu. Marysia, mimo zmęczenia aż podskakiwała z radości, gdy w ręczniku dostałam ją na pożegnalny buziaczek. Nie chciała piersi… Ostatnio rzadziej się jej domaga, a ja nie mam już tyle pokarmu co kiedyś.
Kiedy nasza trzpiotka zasnęła przytulił się. Miałam ochotę na czułość, pocałunki. Zaproponował wspólną kąpiel. Byłam naprawdę zmęczona i bojąc się, że ciepła woda wyciągnie ze mnie resztki sił poprosiłam go byśmy wzięli tylko prysznic, a później by kochał mnie w pościeli. Zwyczajnie, bez forsowania się, tak bym czując jego ciężar na sobie mogła ścisnąć go udami i objąć dłońmi szyję. Zanim wszedł we mnie sprawił, że moje ciało łkało pod dotykiem jego palców i pocałunków. Przyjęłam go z radością unosząc i rozchylając uda przed jego lędźwiami. Ściśnięty łydkami nimi dał mi rozkosz już w kilku pchnięciach, obejmując go łkałam i czułam jak rusza się we mnie w poszukiwaniu własnego spełnienia. Zanim zadrżały mu lędźwie zmusił mnie do kolejnego orgazmu, który wykrzyczałam drapiąc mu plecy. Gdy opadł na mnie byłam wykończona gwałtownością i głębią tego co wydarło krzyk z moich ust. Przeturlał się na bok, głaskał moje włosy, piersi, wodził dłonią po ciele od ramion, poprzez biodro aż do zarzuconego na jego nogę kolana. Zasnęłam muskana opuszkami palców, wtulona noskiem w jego pierś, z udem założonym na jego ciało. Zasypiając zdałam sobie sprawę, że po chandrze nie było już śladu.
O poranku obudziłam się całkowicie odmieniona. Wesoła, pełna energii, skora do figli. Zanim dotarło do niego co robię był już pode mną, a ja leżąc na jego piersi gryzłam mu płatek ucha wijąc się na nim jak kotka na gorącym dachu. Gdy moje zabiegi spowodowały pożądany efekt nasunęłam się na niego. Wtulona piersiami w jego ciało kochałam go kręcąc biodrami i poruszając nimi w górę i w dół. Z początku delikatnie, by pod koniec wpaść w rytm szybkich, zdecydowanych pchnięć wyrzucających moje biodra wysoko ku górze , by dać im nabrać rozpędu przed mocnym pchnięciem w dół. Eksplodował, a ja po dłuższej chwili, korzystając ciągle potężnej erekcji, doszłam galopując na nim jak opętana. To miał być wstęp do dalszej gry… Niestety Marysia nagle zapragnęła naszej obecności. Zamiast kontynuować to co zaczęłam spędziliśmy poranek bawiąc się z bardzo pogodnym i koszmarnie mokrym, przynajmniej do przebrania pieluchy, szkrabem.
Jutro spodziewamy się na obiad gości. Bardzo jestem ciekawa partnerki Aldony
.

