RSS dla
Wpisów
Komentarzy

Wieczór… Poranek

czorajszy zły nastrój znacząco poprawił mi Robert. Po pierwsze zostałam wieczorem wykąpana. Własnoręcznie przygotował mi kąpiel, rozebrał mnie, wymył i na rękach zaniósł ociekającą wodą do łóżka, na zawczasu przygotowane wielkie ręczniki kąpielowe.

Później był masaż. Spokojny, relaksujący, dający odprężenie. Na końcu zaś obdarował mnie ustami pieszcząc i całując po całym ciele. Gdy zanurkował pomiędzy udami otrzymałam miłą i bardzo przyjemną minetę. Przykryta poszłam spać odprężona jak nigdy.

Rano w ramach rewanżu za wspaniałe ukołysanie do snu zsunęłam się po jego piersi w dół. Usta odnalazły członek, połknęłam go. Budził się jęcząc a jego męskość rosła w moich ustach jak zaczarowana. Pieszczony dłonią, lizany, ssany i połykany zdał się całkowicie na moja łaskę. Nie bawiłam się nim jak zazwyczaj. Nie odwlekałam w czasie rozkoszy, a gdy nadeszła nie skąpiłam pieszczot ssąc i połykając go głęboko aż po samo podbrzusze. Gdy połknęłam ostatnią kropelkę nasienia leżałam jeszcze chwilę opierając głowę o jego podbrzusze. Pieściłam dłonią półmiękką męskość całując od czasu do czasu lśniąca od soków i śliny główkę. Głaskał mnie po włosach a mi było zwyczajnie dobrze. Gdy zapytał się na co mam ochotę odparłam że chciałabym tylko poleżeć z nim chwilę nie zmieniając pozycji. Wiedziałam, że za chwile musi wstać. Trwaliśmy tak aż do cichego popiskiwania budzika. Zanim niecierpliwy czasomierz zdarzył zawyć pełną mocą Robert wyłączył go, odwrócił mnie na plecy, zdarł kołdrą rozchylił dłońmi uda i mówiąc Pozwól kochanie wszedł we mnie językiem. Jęknęłam. Po raz wtóry wydarł ze mnie okrzyk, gdy wbitym we mnie językiem wytyczył szlak od pochwy do kolczyka w kapturku łechtaczki. Krzyknęłam z rozkoszy gdy zassał ja w usta. Później tylko prężyłam się i ściskałam dłońmi prześcieradło. Język śmigał, lizał, pieścił. Mocno, pewnie, szybko. Krzyczałam, a on ani na chwile nie przerwał pieszczot. Gdy opadłam bez sił wtulił się pomiędzy moje wciąż rozchylone uda. Czułam jak twardy członek przyciska się do mojego podbrzusza. Całował mnie. Sięgnęłam dłonią i tak jak miliony kobiet na świecie wprowadziłam go w siebie. Ból kostki nieco utrudniał zamknięcie go w stalowym uścisku łydek, jednak nie przeszkodził nam obojgu w dzikim, radosnym i bardzo satysfakcjonującym stosunku. Tak zwyczajnie, po misjonarsku, z łydkami i dłońmi zaplecionymi na lędźwiach i szyi kochanka. Aż trudno uwierzyć jak mocny miałam orgazm. Gdy zsunął się ze mnie dyszał. Byliśmy spoceni, zmęczeni, zziajani. Moje uda i pośladki były całe pokryte nasieniem. Nie miałam siły sięgnąć po mały ręczniczek, jaki zazwyczaj czeka na podobne okazje w szufladzie nocnego stoliczka. Leżałam a on przytuliwszy się do mnie pieścił dłonią piersi.

Spóźnił się dziś do pracy a ja miałam odrobinę wyrzutów sumienia, że tak długo zatrzymałam go po wszystkim w łóżku. Tylko odrobinę wyrzutów, bo potrzebowałam tego, a z drugiej strony nikt nie oczekuje od pracodawcy, by codziennie przychodził pierwszy do biura i wychodził z niego ostatni.


Skomentuj

Kliknij tutaj, aby anulować odpowiadanie.