RSS dla
Wpisów
Komentarzy

Święteczne Kartki

  poniedziałek wróciliśmy z mężem i córką z Mazur. Weekend spędziliśmy z dala od obowiązków, znajomych, telefonów i wszystkiego, co kradnie nam zazwyczaj czas. Byliśmy tylko we troje, spędzając czas jak przystało na wzorową, podstawową komórkę społeczną. Wieczorami, gdy zostawaliśmy sami schodziliśmy z góry na palcach do salonu, by kochać się przed kominkiem na zaimprowizowanym z turystycznego materaca, owczych skór i pościeli łożu. Mała zostawała sama w naszej sypialni, a gdy po jakimś czasie wracaliśmy do siebie na górę, Robert odnosił ją do jej łóżeczka. O świcie budziła nas a my nie mieliśmy jej za złe, że na zabawy wybiera tak wczesne godziny.

Wyjazd na Mazury był dla nas odskocznia od zgiełku codzienności i pierwszym krokiem na drodze do kolejnego dziecka. Po raz pierwszy od ostawienia tabletek kochaliśmy się nie dbając o antykoncepcję. Było to specyficzne przeżycie, i choć doskonale zdawałam sobie sprawę, że daleko jeszcze do owulacji, to mimo wszystko kochając się miałam wrażenie, że zdecydowaliśmy się na bardzo ważny krok w naszym życiu. Marysi przyda się rodzeństwo, a dla nas drugie dziecko będzie spełnieniem marzeń. Zawsze myśleliśmy o dwojgu, może trojgu dzieci. Szczerze mówiąc mąż był przygotowany na dwoje i nieco zaskoczyłam go planami dotyczącymi trzeciego dziecka. Choć to dopiero mgliste, zależne o wielu czynników plany, to jednak nie miałbym nic przeciwko bliźniakom, lub zajściu w ciążę natychmiast po połogu. Szczerze mówiąc nie liczę na dwojaczki… Po prostu czuję, że to mało prawdopodobnie, a staram się być realistką.

Z weekendu wróciliśmy wczorajszym wczesnym popołudniem. Mając tak cudownie rozbity dzień zajęłam się sprawami, których odkładać już dłużej nie mogłam. Wysłałam świąteczne kartki. Choć nie jestem przesadnie religijna, a własny światopogląd określiłabym raczej jako agnostyczny, niż głęboko chrześcijański, to jednak wysyłanie kartek nie miało z nim nic wspólnego. Nie miało to też nic wspólnego z przykrym obowiązkiem, czy czymś co robi się tylko ze względu na niezbyt dobrze i mgliście rozumianą tradycję. Każdą kartkę napisałam własnoręcznie, własnoręcznie zaadresowałam i na każdej skreśliłam parę unikalnych linijek życzeń pomyślności.

Szczególnie osobiste były kartki wysłane do moich znajomych a zwłaszcza do byłych partnerek i parterów, tych z którymi utrzymywałam przyjacielskie stosunki, a z większością moich ex pozostaję w doskonałych stosunkach. Może dlatego, że były to związki od początku z jasno określonymi granicami. Układy oparte o wspólną fascynację, odrobinę eksperymentowania z nowym i oczywiście o seks. Można powiedzieć, że łączyły nas uczucia ale nie przesłaniały nam one obrazu chwilowości stanu w jakim się wspólnie znajdowaliśmy. Rozstania były raczej pogodne, choć zawsze je przeżywałam, niezależnie od tego które z nas decydowało się na nie. Zdecydowanie byłam natomiast winna sentymentalizmowi. Nie raz i nie dwa zdarzyło mi się wylądować w łóżku z dawną kochanką lub rzadziej z kochankiem i jakoś nigdy nie żałowałam tego kroku, choć po wspólnej spędzonej nocy na powrót każde z nas wracało do swojego własnego życia. Do ślubu wielokrotnie los łączył mnie w podobny sposób z moja chyba największą fascynacją własną płcią. Moja dawna kochanka była jednak kobietą zamężną, chyba szczęśliwą, a nasz związek był burzliwym, acz nieistotnym dla jej uczucia do męża romansem pomiędzy młodą studentką a dojrzałą kobietą. Choć nasza wspólna fascynacja ciągnęła się poprzez cały pierwszy rok studiów, to jednak spotykałyśmy się w tym czasie rzadko. Tylko wtedy, gdy jej mąż zabierał dziecko do dziadków, lub gdy powodowane impulsem spotykałyśmy się na dwie, góra trzy godziny u mnie. Nie byłam jej pierwszą, ani nawet pewnie drugą kobietą, sama też wcześniej zasmakowałam ekstazy z tego ołtarza. Było nam ze sobą dobrze, a odium zakazanego związku dodawał naszym poczynaniom sporo uroku i tajemniczości. Zdecydowanie była moją pierwsza partnerką bez zahamowań w sprawie wzajemnego seksu oralnego. Choć to śmiesznie zabrzmi, to mitem jest, że każda lesbijka akceptuje bez zastrzeżeń ten rodzaj miłości. Drugim mitem jest to, że seks oralny jest szczególne popularny wśród młodszych kobiet. Według moich obserwacji akceptacja miłości ustami i językiem związana jest raczej z doświadczeniem i akceptowaniem własnej seksualności niż z wiekiem. Wiele rówieśniczek określających się jako lesbijki było sensu stricte dziewicami, niepewnymi swojej inności i ciągle mającymi przed sobą inicjacje z kobietą. Nawet w dzisiejszych czasach nie jest łatwo młodej dziewczynie przyznać się przed sama sobą do własnej inności, a zrobienie tego kroku poprzedzone jest długim procesem poznawania samej siebie i szukania akceptacji w środowisku.

Wracając do mojej byłej kochanki… Miała ona w zwyczaju zaczynać wspólną noc od gorącej kąpieli, podczas której goliła mnie. Sprawiało jej to swoistą satysfakcję, a później z prawdziwym zapałem delektowała ustami moim gładkim ciałem. Sam hołdowała równo ukształtowanemu trójkącikowi, gdyż jak twierdziła, dojrzała brunetka wyglądałaby bez niego pretensjonalnie jakby udając dziewczę, którym jak mi się zdaje byłam w jej oczach.

Samo golenie było prawdziwym rytuałem. Zapraszała mnie do staroświeckiej, wąskiej ale wyjątkowo głębokiej wanny wypełnionej bardzo gorącą wodą. Zazwyczaj czekała aż woda rozleniwi moje ciało. Oparta o nią plecami leżałam z zamkniętymi oczami a jej dłoń wodząc delikatnie maszynką do golenia systematycznie likwidował mój delikatny zarost. Była bardzo ostrożna, a ja odkryłam ze zdumieniem, że skóra ogolona bez żadnych kremów w gorącej wodzie wygląda o niebo lepiej niż gdy goliłam się pod prysznicem, używając dobrej pianki do golenia. Wspomnienia ciągle wyzwalają miłe uczucie w podbrzuszu.

Kartka do niej była specjalna, i choć sam tekst nie zdradziłby niczego, to własnoręcznie narysowany aniołek o ciele nieco nazbyt rozwiniętego dziewczęcia miał długie blond włosy, na które poświęciłam kosmyk własnych. Wiem, że się jej spodoba.


Skomentuj

Kliknij tutaj, aby anulować odpowiadanie.