ak jak i poprzednim razem, ciąża wymusiła pewne zmiany. Zmiany w moich przyzwyczajeniach, zachowaniu, jak i w tym co dzieje się w domu. Postanowiłam sporządzić dwie listy. Jedną, obejmująca wyrzeczenia, drugą wyliczającą korzyści stanu błogosławionego.
Najpierw wyrzeczenia i niedogodności:
- Zrezygnowałam z koni… Kocham jeździć konno, jednak postanowiliśmy z mężem nie ryzykować.
- Koniec biegania w lesie za domem, w domu nie używam bieżni.
- Tej zimy nie poszalałam na nartach.
- Podobnie z łyżwami.
- Stałam się abstynentką. Pozwalam sobie najwyżej na pół kieliszka wina.
- Kawa – mój narkotyk, afrodyzjak, ambrozja. Tylko jedna o poranku, później tylko bezkofeinowy ersatz. Czasami ulegam i wieczorem przeżywam ekstazę drugiego espresso.
- Koniec z ostrym BDSM. Mała strata gdyż i tak wolę łagodniejsze jego odmiany.
- Poranne mdłości – prawie nie cierpię na nie, wymienione jedynie dla zasady.
Bilans zysków:
- Pływam – chodzę regularnie na basen. Z córką, zysk i radość dla nas obu!
- Zdrowiej i regularniej jem.
- Spędzam mniej czasu przed komputerami.
- Więcej czytam.
- Mam pretekst by wymienić zawartość mojej garderoby.
- Mąż przejął cześć moich obowiązków domowych.
- Mogę bezkarnie mieć drobne zachcianki, które są spełniane bez pytań, czy uniesienia brwi.
- Mąż nie pali już fajki w domu.
- Czuję się pełna energii.
- Mam niesamowity apetyt na seks.
- Nie musimy już używać prezerwatywy.
- Ponownie swingujemy.
Oczywiście obie listy są dość niepełne i stworzone emocjonalnie i pomijają z pewnością kilka istotnych aspektów. Podsumowując jestem w 11 tygodniu ciąży, mam uroczo, lekko zaokrąglony brzuszek, jestem zadowolona i szczęśliwa. Z doświadczenia zdobytego przy okazji poprzedniej ciąży wiem, że będę budzić prawie fetyszystyczne zainteresowanie sporej grupy naszych stałych partnerów. Dla wielu swing z partnerką w zaawansowanej ciąży ma szczególnie podniecający smaczek.

