RSS dla
Wpisów
Komentarzy

Poranne Kochanie

Zazwyczaj poranek rozpoczynamy kochając się. Z wielu przyczyn poranny seks jest przeważnie szybki i w miarę prosty. Nie mogłabym powiedzieć że jest ubogi… Raczej jest on pozbawiony zbędnych ozdobników i ograniczony pewnymi ramami czasowymi. Odkąd Marysia podrosła także weekendowe poranki nie różnią się za bardzo od tego, czego doświadczamy w ciągu dni powszednich. Dba o to przyzwyczajona do porannego wstawania do żłobka córka. Zjawia się w naszej sypialni przeważnie przed ósmą, więc na dłuższe amory czasu nie ma.

To, że poranny seks jest szybki i prosty nie oznacza że jest on mniej satysfakcjonujący. Lubimy się kochać w klasycznych pozycjach. Bardzo cenię sobie pozycję misjonarską. Często kochamy się na jeźdźca, lub w pozycji bocznej. Rzadziej robimy to ‘na pieska’, czy pieszcząc się spleceni w 69. Niekiedy od pełnego stosunku wolimy seks oralny lub petting, a od czasu do czasu decydujemy się na miłość grecką.

Dziś rano mąż odszedł nieco od utartego scenariusza szybkiej miłości. Przebudzony wcześniej niż zwykle, wtulił się we mnie w łyżeczkę, i korzystając z tego, że po nocy koszulka podjechała mi pod sam biust zaczął delikatnie pieścić odsłoniętą skórę. Obudziła mnie dłoń wędrująca poprzez brzuch ku biodru, a dalej po udzie ku zgiętemu kolanu i łydce. Kiedy otwarłam oczy i poruszyłam się jego dłoń zawróciła i pokonując poprzednia trasę zakończyła swą podróż wsuwając się pod koszulkę, pomiędzy piersi.

Nie było tradycyjnej gry wstępnej w postaci szybkiego seksu oralnego. Nie było gwałtownych ruchów, nie wszedł we mnie gdy wykazałam pierwsze oznaki podniecenia. Zamiast tego pieścił długo starannie omijając łechtaczkę. Sprawił, że całą sobą pragnęłam, by dotknął mnie w TYM miejscu. Czułam jak ciałko mojego groszka pręży się w euforycznej erekcji nie mogąc doczekać się jego uwagi. Jęczałam z podniecenia gdy wszedł we mnie palcem. Ta drobna pieszczota sprawiła, że nagle zapragnęłam cała sobą poczuć go w sobie. Rozpalona, na granicy orgazmu, sięgnęłam za siebie dłonią, rozpięłam guziczki rozporka jego pidżamy i wyciągnęłam jego pulsujący członek na zewnątrz. Wszedł we mnie a moje ciało przyjęło z wdzięcznością potężny członek. Przez chwilę kontemplowaliśmy nasze złączenie się w absolutnym bezruchu. Kiedy ponownie zaczął pieścić podbrzusze i piersi odwzajemniłam się za karesy rytmicznie zaciskając pochwę na wypełniającym mnie członku. Trwaliśmy tak ciasno wtuleni w siebie aż do momentu gdy się we mnie poruszył. Przyciskając dłonią podbrzusze, z palcem prawie dotykającym łechtaczki, wysunął się do połowy, by powrócić rozkosznie przyjemnym pchnięciem. Jedno, drugie, trzecie… Później kilka kolejnych, szybszych, mocniejszych, głębszych… Jego palce bawią się moim kolczykiem, czuję jeszcze jak dolna kulka sztyftu wsuwa się pod kapturek łechtaczki i na nagle, już bez mojej świadomości czy woli przeżywam katharsis! Orgazm potężny jak wyzwolenie. Fala rozkoszy, która zamienia mnie na kilka sekund w drżący, łapiący spazmatycznie powietrze kłębek. Obudziłam się ciasno wtulona w jego pierś. Moje ciało pulsowało na wciąż wypełniający mnie członku. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że oddech Roberta jest równie niespokojny co mój, a uda i pośladki mam mokre od jego nasienia. Zrozumiałam, że mój własny wybuch spowodował lawinę, która pociągnęła go za mną w otchłań.

Trwaliśmy złączeni tak długo, aż z kontemplacji tej szczęśliwej chwili wyrwał nas pobrzękujący budzik. Wyłączyłam go zanim dźwięk alarmu przeszedł w świdrujący pisk. Odwróciłam się ku Robertowi twarzą i pocałowałam w usta. Naciągnął mnie na siebie a ja tuląc policzek do jego barku rozkoszowałam się palcami błądzącymi po moich plecach. Trwaliśmy tak aż do powtórnego przebudzenia się budzika. Dopiero gdy go wyłączyliśmy mąż złożył mi życzenia urodzinowe. Potem były kwiaty, prezent – kolejny drobiazg do mojego platynowego garnituru Art Déco, śniadanie do łózka i gorąca kąpiel. Mąż zrobił sobie dziś wolne… A o budziku, który tak nam rano przeszkadzał, zapomniał…

Wieczorem podrzucamy dzieci rodzicom męża, a sami idziemy na romantyczną kolację. Ze względu na Marysię po kolacji odbierzemy nasze pociechy. Tym razem nie spędzimy nocy w hotelowym apartamencie.

To był miły poranek a dzień zapowiada się jeszcze lepiej. W końcu mam dziś urodziny!


Ilość Komentarzy: 5 do “Poranne Kochanie”

  1. Marek pisze:

    Wszystkiego Najlepszego w dniu urodzin…
    Pozdrawiam..

    Odpowiedz
  2. Yadis pisze:

    Wszystkiego najlepszego :)

    Odpowiedz
  3. emilia pisze:

    również życzę wszystkiego naj naj :-)

    Odpowiedz
  4. salvek pisze:

    100 lat – wszystkiego co najlepsze

    Odpowiedz
  5. Ola pisze:

    Kolejnych lat w trwaniu w błogiej przyjemności.. :)

    Odpowiedz

Skomentuj

Kliknij tutaj, aby anulować odpowiadanie.