imo, że nienawidzę poniedziałków dzielnie pracowałam cały dzień narzucając sobie żelazną autodyscyplinę. Korekty, poprawki, telefony. Spotkanie w biurze ze wspólniczką, potem z klientami w terenie. Ufff, wczoraj miałam męczący dzień!
Telefon od Roberta zastał mnie w drodze powrotnej do domu. Miał dziś równie ciężki dzień. Przeprosił mnie, że nie będzie w domu na kolacji. Miał zjawić się dopiero po dwudziestej. Udawałam zawiedzioną, lecz cieszyłam się, że nie muszę stawać na głowie by zdarzyć z ciepłą kolacją. Zrobiło mi się go odrobinę żal. Zostawiłam mu spory kawałek lasagne w piekarniku, a sama wzięłam prysznic, po której przebrałam się w jego ulubiona letnią sukienkę. Założona na nagie ciało więcej pokazywała poprzez delikatny materiał niż zasłaniała. Lubię ją za to jak podkreśla piersi i talię. Lubię zwiewny kusy dół, który przy każdym gwałtowniejszym podmuchu wiatru odsłania odrobinę pośladki. Przeważnie zakładam ją, gdy w lecie jedziemy kochać się w plenerze.
Przyszedł zmęczony, ale i tak miałam problemy, by trzymał ręce z dala ode mnie podczas kolację. Gdy zjadł oparłam się dłońmi o blat stołu i wypinając ku niemu pośladki powiedziałam:
- A teraz chcę byś zerżnął mnie w dupę!
Lubi, gdy wulgarnie proszę o seks analny. Nie musiałam powtarzać dwa razy. Dostałam dokładnie to, o co prosiłam, dokładnie w taki sposób jak lubię.
Po wszystkim wzięliśmy wspólna kąpiel. Myjąc go pieściłam jego ciągle chętną do figli męskość. Nie pozwoliłam mu na nic innego niż spacer nago do sypialni. Było jeszcze daleko przed północą. Mieliśmy sporo czasu na figle, a ja nie szczędziłam sił, by wycisnąć z niego ostatnie soki. Pozwoliłam mu zasnąć dopiero, gdy nie był już w stanie ruszyć nawet palcem. Wtulona w nagie ciało starałam się opanować bicie serca. Czułam miły ból brodawek zmęczonych jego ustami i ciepłą stróżkę nasienie sączącą się na moje uda. Dał mi naprawdę wyczerpującą rozkosz, a spazmatyczny multi-orgazm utulił moje ciało w obezwładniającej niemocy.

