RSS dla
Wpisów
Komentarzy

La Petite Mort

Leżąca na łóżku kobieta zdejmuje bieliznę z kostekCały poniedziałek spędziłam z Beatą. Jej mąż wyjechał na calutki dzień w interesach. Miał wrócić blisko północy. Rober zapowiedział się na dwudziestą. Takiej okazji nie mogłyśmy zmarnować. Oznaczało to jedno. Wspólne zakupy, obiad na mieście, i seks.

Zaszalałyśmy. Kupiłam sobie dwie zwiewne, letnie sukienki. Kilka sztuk zmysłowej bielizny i pidżamkę w kolorze melona z delikatnej siateczki w malutkie nieregularne groszki. Coś w sam raz na lato. Lekkie, wygodne a jednocześnie bardzo kuszące. Ubrana na gołe ciało pidżamka nie jest w stanie nawet zamaskować brodawek czy innych szczegółów kobiecej anatomii.

Beata kupiła sobie bardziej klasyczna pidżamkę z jedwabiu, oraz obcisłe skórzane spodnie i kilka podobnie jak ja kilka zmian bielizny.

Zmęczone chodzeniem poszłyśmy na wczesny obiad do całkiem dobrej chińskiej restauracji.

Przed powrotem do domu kupiłam jeszcze wino i winogrona. Szperając za nimi nasza uwagę zwróciły mocno falliczne kształty dorodnych ogórków. Patrząc na siebie bez słowa doszłyśmy do porozumienia. Każda z nas wybrała dla siebie dorodny, pękaty ogórek. Z rozpędu do koszyka wrzuciłam też dwa bakłażany. Nie za duże, jednak budzące respekt. Beata była troszkę zaniepokojona moim wyborem, jednak uspokoiłam ją cichym, wyszeptanym na ucho:

- Zobaczysz, pokochasz je.

Do domu wróciłyśmy o piętnastej. Kąpiel w jacuzzi była błogosławieństwem dla zmęczonych stóp. Przy odrobinie wina, jedząc schłodzone w wodzie z lodem winogrona odpoczywałyśmy leniwie w zburzonej wodzie. Miałyśmy świetna okazje by porozmawiać. Tym razem to ja ciągnęłam za język ciekawa sekretów jej alkowy.

Ogórki stanęły na wysokości zadania, jednak dopiero bakłażan pozbawił Beatę tchu. Byłam dumna z siebie, że mogłam nauczyć ją nowej sztuczki w tak prosty sposób. Była pojętną uczennicą. Sama również zeszłam z tego Świata w rozkosznym spazmie la petite mort z bakłażanem pomiędzy udami.

Warzywne fascynacje były jedynie wstępem do dalszych pieszczot. Ponieważ był to dzień eksperymentów wyciągnęłam z szuflady strap-on. Już dawno nie miałam okazji przepasać go wokół bioder. Beatę trochę śmieszyła jego buławowata, karbowana, różowa końcówka z miękkiej masy. Zupełnie nie anatomiczna, groteskowa w swym kolorze. Po dziesięciu minutach nie było w jej głosie już absolutnie nic z kpin pod adresem mojego prosiaczka (tak nazywam tą końcówkę). Opleciona jej udami leżałam na niej mocno pracując różowym przyjacielem przypasanym do bioder. Myślę, że sprawiłam się przynajmniej tak dobrze jak mężczyzna.

Pomimo, że Beata nie miała absolutnie wprawy w używaniu strap-on’u, to okazała się sprawna kochanką. Wzięła mnie od tyłu, kontynuowałyśmy na pieska a orgazm przeżyłam leżąc na brzuszku przybijana do pościeli pchnięciami jej bioder.

Po naszych wyczynach miałyśmy jeszcze chwilę by wtulić się w siebie i poleżeć godzinkę rozkoszując się jedynie dotykiem nagiego ciała kochanki. Lubię po intensywnym seksie właśnie w taki sposób wyciszyć się.

Rozstałyśmy się tuż po dziewiętnastej.


Skomentuj

Kliknij tutaj, aby anulować odpowiadanie.