oranek przyniósł prosty, ale satysfakcjonujący seks. Bez udziwnień i zbyt częstych zmian pozycji. Chwila wzajemnego seksu oralnego, a gdy tylko moje ciało zaczęło reagować podnieceniem ułożyłam się na plecach naciągając Roberta na siebie. Lubię zarzucić stopy na jego ramiona i poczuć go głęboko w sobie.
Gdy oboje skończyliśmy był czas na odrobinę karesów i tulenie się. W nagrodę za jego trud by mnie zadowolić ofiarowałam mu jeszcze moje usta. Lubię poczuć jak rośnie w nich, pręży się, drży i wreszcie tryska zadowolony z pieszczot jakie mu ofiarują.
To był dobry poranek. Myjąc się pod prysznicem czułam głębokie zadowolenie. Czasami potrzebuję by mnie zwyczajnie, dobrze i przykładnie zerżnął. Żadnych sztuczek językiem, palcówek, czy delikatnego dążenia do celu. Chwila pieszczot by jedynie obudzić moje podniecenie a potem ostra jazda na oklep lub czując ciężar jego ciała na sobie.
Czuję się jakbym była zdolna dziś dokopać całemu Światu… Zadziwiające co potrafi zdziałać dobry seks o poranku
.

