
iątkowy ranek i wczesne popołudnie spędziłam w biurze. Nic szczególnego, kilka spotkań, narada ze wspólniczką, trochę papierów do przejrzenia. W sumie nuda. Jedyna rozrywka był wspólny z Iwoną lunch na mieście. Tym razem miałyśmy sporo czasu, więc wybrałyśmy się do chińskiej restauracji. Uwielbiam słodko-kwaśną zupę, a kurczak na słodko był także udanym wyborem.
Lunch był dobra okazją by poinformować ją o moich planach macierzyńskich. Po pierwsze jako przyjaciółka powinna o nich wiedzieć, a po drugie warto było zastanowić się jak będzie wyglądało nasze wspólne prowadzenie firmy pod koniec ciąży i po porodzie. Iwona sama zdeklarowała się, że chwilowo nie planuje sama podobnego kroku. Z tego, co wiem, nie ma też planów wiązać się w stałym związku w najbliższym czasie. Przyznam się, że nawet nie wiedziałam, jak jej obecny partner ma na imię. Iwona korzysta ze swobody bycia niezależnym singlem. Jej związki trwają od dwóch tygodni do miesiąca – dwóch. Kiedy nie ma ochoty bawić się w randki, bierze sobie faceta do łóżka na jedna noc, lub kilka, jeśli ten okazał się wyjątkowo dobry. Może kiedyś dam się jej namówić na wspólną trasę po pubach w poszukiwaniu zdobyczy. Chwilowo, kierując się zasadą, że nie łączy się łóżka z pracą, grzecznie odmawiam jej propozycji szalonej nocy, która pozwoliłaby mi odpocząć od bycia „domową kurą”. Nigdy nie wtajemniczałam Iwony w nasze życie intymne. Wole by żyła w przeświadczeniu, że tworzymy z Robertem miłą, aczkolwiek lekko nudnawą parę. Łączenie przyjaźni z praca jest wystarczająco trudne. Wciąganie jej w nasze sprawy, byłoby ogromnym wyzwaniem i błędem.
Rozmawiając w miejscu publicznym, jak zwykle miałam okazję do poczynienia kilku obserwacji. Wczoraj moja uwagę zwróciła para osób w głębi pomieszczenia. Stateczna, nieco konserwatywna w ubiorze kobieta i młody chłopak. Ona poważna, szczupła, wysoka. Pod pięćdziesiątkę, zadbana, jednak surowa jak Margaret Thatcher. On przystojny, choć nieco chłopięcy. Najwyżej 20-25 lat. Kiedy zwróciłam na nich uwagę Iwony, ta bez namysłu odpowiedziała, że rozumie tą kobietę. Potem usłyszałam ciekawy wykład na temat tego, że gdy szuka się przyjemności a nie oparcia w partnerze, to warto skupić się na dwudziestolatkach, którym stoi od rana do wieczora. Ciekawe. Gdy napomknęłam coś o doświadczeniu, roześmiała się cicho. Powiedziała, że chwilowo woli mniej doświadczonych, ale za to zdolnych spędzić na niej pół nocy bez odpoczynku. Miało mnie to chyba speszyć, ale nie za bardzo jej to wyszło. Cóż różnimy się w tym, co lubimy. Jak dla mnie sam seks ma o wiele więcej odcieni. Nie mówię, że nie jest miło spędzić pod mężczyzną sporą część nocy. Stwierdzam jedynie, że zbyt szybko odczułabym nudę takich wyczynów.
Po lunchu poszłam na zakupy. Nie szukałam niczego konkretnego. No może poza bielizną. Kupiłam kilka par majteczek o dość kuszącym wyglądzie i śliczne pończoszki z fantazyjnym wzorem ściągacza.
Wracając do domu wpadłam do Beaty. O ostatnim pijaństwie miałyśmy sporo ubawu wspominając to, co działo się w sypialni. Przy kawie spędziłyśmy miłą godzinę plotkując.
Wieczorem, po prysznicu i wstawieniu do piekarnika zapiekanki przebrałam się w jedwabną koszulę założoną na nagie ciało i białe skarpetki. Niby nic nadzwyczajnego, jednak Robert uwielbia, gdy tak chodzę po domu.
Po wspólnej kolacji wylądowałam na stole, a gdy wstępnie zaspokoił swą żądzę wykąpałam go i zabierałam do sypialni. Korzystając z wolnej soboty mieliśmy sporo czasu na eksperymenty.

