
estem okropną autorką ‘bloga’ i chyba nic na to już nie poradzę. Trzytygodniowa przerwa w pisaniu spowodowana była całkowicie moim lenistwem i nieco brakiem czasu. Nawał pracy, mały remont w domu połączony z przemeblowaniem plus miodowy miesiąc z Martą nie zachęcały mnie by zaglądać na naszą stronę. Trochę żałuję, gdyż wiele rzeczy wartych wspomnienia tutaj, zwyczajnie przeminęło bez możliwości zaistnienia na naszej stronie.
Po pierwsze urządziliśmy Marcie pokój do nauki połączony z obszerną garderobą. Jest w nim wprawdzie łóżko, ale tylko na wypadek, gdyby kiedyś, ktoś miał się zastanawiać, gdzie sypia nasza młodziutka nimfa.
Drugą wielką zmianą w domu była całkowita przebudowa poddasza, któremu kiedyś przeznaczyliśmy rolę naszego loszku. Połączone zostały dwa pomieszczenia tworząc obszerne studio posiadające łazienkę udzieloną szklaną ścianą. Mówiąc o łazience nie mam na myśli klasycznej wizji takiego pomieszczenia, gdyż zaprojektowałam je raczej z myślą o mokrych (i brudnych) zabawach, niż o porannej toalecie. Cała podłoga jest wielkim wykafelkowanym brodzikiem. W rogu znajduje się otwarty natrysk z dodatkowymi dyszami wmontowanymi w ścianę. W drugim rogu stoi ubikacja i bidet. Środkową przestrzeń można za to zagospodarować w dowolny sposób, w zależności od tego co w danym momencie się bawimy. W suficie i ścianach znajdują się kotwy. Można do nich podwiesić uprząż do uprawiania miłości, drążek, liny itd. W razie potrzeby można tez wnieść do środka stalowy taboret, kozła, lub inny mebel z ‘pokoju uciech alternatywnych’. Jedynym stałym meblem jest oszklona metalowa szafa wypełniona po części elementami zestawów do lewatywy a po części skompletowanymi przez nas narzędziami ginekologicznymi.
Resztę pomieszczenia podzieliliśmy na dwie strefy. W głębi stanęło obszerne łóżko w drewnianej ramie, fotel, wąski stół obity skórą i komoda pełna gadżetów rodem ze sklepu dla dorosłych. Pomiędzy nim a łazienką znalazły się za to kozioł, osadzone w podłodze masywne drewniane krzesło z wysokim oparciem, wąska ławeczka, oraz masywna, stara szafa odziedziczona po babci a wypełniona między innymi linami, zaciskami, ciężarkami, klamerkami i naszym zestawem do zabawy w elektrostymulację.
Poszliśmy na całość. Pomieszczenie ma jednoznaczny charakter. O ile poprzednia adaptacja starała się ukryć fakt że uprawiamy w nim nieco mocniejszy seks, to teraz nie mieliśmy nawet zamiaru maskować przeznaczenia naszego oddelegowanego na poddasze loszku. Stojący na środku kozioł i zwisająca z sufitu regulowana uprząż do uprawiania seksu nie pozostawiają żadnego złudzenia co do przeznaczenia całego pomieszczenia.
W miniony piątek skończyły się prace remontowe. W weekend wnieśliśmy do środka wyposażenie. Ciągle jeszcze brakuje nam kilku rzeczy. Brakuje baldachimu do babcinego łóżka, materaca i drugiej szafy, która jeszcze nie wróciła z renowacji. Jest już za to świeżo oprawione w wiekową ramę wielkie, stojące lustro z regulowanym pochyłem. W tym tygodniu mamy nadzieję zakończyć wyposażanie i w weekend po raz pierwszy oficjalnie wypróbować nowe miejsce mocniejszych uciech we troje.
Najbardziej jego otwarciem zainteresowana jest Marta. Cóż, z naszej trójki Ona najbardziej zainteresowana jest tego rodzaju stymulacją. Dzięki niej Robert zyskał bardzo uległą partnerkę zafascynowaną mocniejszą i bardziej mroczną stroną BDSM.
Poza sprawami remontowo-organizacyjnymi udało mi się udobruchać Beatę. Po tygodniu boczenia się dotarło w końcu do niej, że nasz związek to nie małżeństwo i bardziej od uczuć liczy się dobra zabawa. W końcu nie łączy nas miłość, a raczej erotyczna fascynacja i przyjaźń. By nie zanudzać powiem tylko, że Marta została zaakceptowana. Tydzień temu doszło do małego eksperymentu we troje. Okazało się, że w sypialni szybciej nawiązuje się przyjaźnie niż przy kawie. Szkoda, że kolejny damski trójkącik będzie możliwy dopiero za tydzień, gdy Karol będzie poza miastem.
W całych trzech minionych tygodniach najwięcej problemów przysporzył mi właśnie mąż Beaty. Telefony od rana do wieczora proszące o spotkanie, dyskretne paczuszki przychodzące do mnie z bielizną, liściki… Karolem całkowicie zawładnęły dwie obsesje. By być ojcem, o czym opowiadała mi Beata, i druga, by całować moje stopy i uda tak, gdzie kończy się koronka pończoszek jakie mi przysyłał. Ponieważ nie można igrać z ogniem w nieskończoność zgodziłam się w końcu na spotkanie. Był jak zwykle bardzo posłusznym i grzecznym chłopcem. W nagrodę za naprawdę wspaniałą minetę pozwoliłam mu spuścić się na moje uda masując jego mały członek. Był wniebowzięty rozcierając palcami swoje nasienie po moich udach i pończoszkach. Powtórzyliśmy podobne sesje jeszcze dwukrotnie w minionym czasie. Przyznam, że sprawia mi przyjemność widzieć na jego twarzy to chłopięce zadowolenie gdy moczy nasieniem moją bieliznę i skórę pomiędzy udami. Cóż, każdy ma swój fetysz
Na koniec. Nie obiecuję poprawy w pisaniu tutaj. Mam jednak nadzieję, że już niedługo będę mogła się podzielić się tu kolejnymi wrażeniami.


Chcielibyśmy mieć taki stryszek! Mi i żonie musi wystarczyć sypialnia, lecz często tez bawimy się w służbę 24/7, a wtedy cały dom jest naszym lochem. Czy byłoby niedyskrecją jeśli zapytałbym się, co dokładnie interesuje was w BDSM i jakie są te bardziej mroczne preferencje Marty?
Świetna strona, razem z żoną często tu zaglądamy i zawsze czekamy z niecierpliwością na nowy wpis.
Pozdrawiamy,
Andrzej i Gosia