weekend Robert otrzymał od nas specjalny prezent. Gdy wrócił z sobotnich zakupów z miasta czekałyśmy na niego ubrane jedynie w fartuszki, białe pończoszki, pasy do nich i pantofelki. Marta przebrana w mikroskopijny fartuszek pokojówki miała ‘grzecznie’ upięte włosy. Moje zostały zaplecione w dwa warkocze, a brzuszek okryty nieco dłuższym fartuszkiem. Od przyjazdu zaczęło się rozpieszczanie. Marta pomogła mu wyjąc z bagażnika zakupy, a gdy ja zajmowałam się w kuchni przygotowaniem obiadu towarzyszyła Robertowi w kąpieli. Przebrany w wygodny, wiśniowy szlafrok, z fajką w zębach, którą pozawalamy mu palić w domu tylko na specjalne okazje, rozsiadł się wygodnie w salonie z kieliszkiem koniaku. Kiedy podawałam kawę Marta klęczał pomiędzy jego udami pieszcząc go dłonią i ustami. Jej twarz, szyję i piersi przecinały białe stróżki nasienia. Robert wyglądał na bardzo zadowolonego i odprężonego.
Obiad zjedliśmy razem, a po nim pozwoliliśmy sobie na wspólną drzemkę w sypialni. Nagutkie tuliłyśmy się do niego, gdy zasypiał pieszcząc moje piersi. Spaliśmy niecałe dwie godziny, po których obie zostałyśmy wylizane jak miseczki po lodach przez łakome dzieci. Robert nie zdecydował się na seks oszczędzając siły na noc. Do wieczora spełniałyśmy jego każdą zachciankę. Gazeta, kawa, whisky, odrobina łakoci, towarzyszenie mu podczas oglądania telewizji. Najwyraźniej czerpał sporo radości mając do swojej dyspozycji dwie półnagie służące, które bez chwili zwłoki spełniały jego zachcianki.
Na kolację przygotowałam jego ulubione potrawę. Tatar ze świeżo przygotowanego mięsa z jajkiem, posiekanymi cebulką, marynowanymi grzybkami i korniszonem podany z grzankami i masłem czosnkowym. Sama wolałam coś mniej surowego.
Po kolacji szybciutko posprzątałyśmy, wzięłyśmy prysznic poprzedzony lewatywą i już po nieco godzinie byłyśmy na jego usługi.
Przed pójściem do sypialni każda z nas otrzymała chłostę. Może nie tyle chłostę, co serie klapsów szeroką drewnianą packą. Najpierw Marta musiała położyć się na brzuszku na jego kolanach. Po kilkudziesięciu niezbyt mocnych pacnięciach jej pośladki płonęły. Ja otrzymałam swoja porcje wypięta przy stole. Niby uderzenia nie były mocne, jednak po kilku minutach skóra paliła jakby przypieczona.
W sypialni, po sporej dawce seksu oralnego, jaki nam ofiarował, po małym pokazie miłości lesbijskim dla jego oczu wziął nas obie od tyłu. Zaczął w pochwie Marty a skończył wytryskiem w mojej pupie. Biorąc przed snem natrysk ledwo mogłyśmy dotknąć naszych pośladków. Zazdrościłam Marcie możliwości spania na brzuszku. Długo nie mogłam sobie znaleźć wygodnej pozycji.
Niedziela wyglądała podobnie. Robert bardziej cieszył się widokiem i dotykiem naszych ciał, niż starał się nas wykorzystać. Oszczędzał siły na wieczór, jednak nie mógł oprzeć się pokusie wzięcia Marty na stołku barowym, gdy przygotowywałam pieczeń. Nie wiem skąd wziął podobny pomysł. Posadziła Martę na jednym ze stołków barowych. Zsunął jej pośladki nieco poza siedzisko, pochylił ją lekko do przodu i wszedł w jej pupę zwilżając obficie śliną członek i odbyt. Bardzo zaintrygowała mnie ta pozycja. Jeszcze nigdy nie widziałam, by ktoś kochał się w ten sposób. Jestem pewna, że sam nie wymyślił tej pozycji, tylko podpatrzył ja na jakimś zdjęciu lub filmie. Bardzo intrygujące.
Noc spędziłyśmy ciężko pracując. Robert wybrał postawę paszy w haremie. To do nas należało podniecić go, zaintrygować i dać mu spełnienie, dbając o to by i nam się coś dostało. Było ciekawie, zwłaszcza gdy nieco z przekory zakończyłyśmy nasze igraszki maratonem pieszczot jego członka. Poza dwoma stosunkami, jakie z nami odbył zmusiłyśmy go do kolejnych czterech orgazmów w naszych dłoniach i ustach. Był naprawdę wykończony i zdaje się nieco obolały, lecz bardzo zadowolony. Masturbując Roberta po raz ostatni udało się nam jedynie doprowadzić go do suchego orgazmu, a jego członek był w miarę wiotki przez cały czas pieszczot. W żartach Robert poprosił o dwa-trzy dni odpoczynku od seksu, tak by mógł zregenerować swoje siły. Obiecałyśmy go nie napastować pod warunkiem, że będzie nas budził i kładł spać zaspokojone językiem i palcami. Zgodził się, a wczoraj rano obudziłam się pod wpływem uroczo miłych zabiegów jego języka. Robert dotrzymał słowa przez jeden dzień. Dziś rano zamiast języczka poczułam jak wsuwa się we mnie od tyłu. Miło było poczuć go w sobie o poranku.
Życie jest cudowne! Szczególnie, gdy po przebudzeniu drapieżnym seksem można spędzić w pościeli uroczą godzinę pracując wspólnie z kochanką nad kolejnym orgazmem. Kocham takie poranki.

