ndrzej rzeczywiście mnie zaskoczył. Znałam jego gust do młodych kobiet, ale czegoś takiego się nie spodziewałam. Nie, dziewczyny był jak najbardziej pełnoletnie. To czym mnie zaskoczył był fakt, że obie ‘narzeczone’ były podobne do siebie jak dwie krople wody. Zresztą zaraz po przywitaniu przedstawił mi je jako bliźniaczki, Iwonę i Justynę. Miłe, śliczne, kobiece i nieco puste. Dokładnie w typie Andrzeja!
Doskonale rozumiałam, czemu ciągnęło go do tego typu dziewczyn. Nie miał ochoty na poważny związek. Chciał rozrywki przy minimum zabiegów i trosk. Iwonka i Justynka (jak o nich mówił) zapewniały to w dwójnasób. Przyznaję, śliczne! Zgrabne, o ładnych twarzach, długich ciemnych włosach, wydatnych piersiach i kształtnych pupach. Nie podejrzewam, by którykolwiek mężczyzna, mógł oprzeć się pokusie zaciągnięcia ich do łóżka. Z drugiej strony, nie były na pewno kandydatkami na żony. Nawet Andrzej nazywał je żartobliwie zabaweczkami i w tej roli były bezkonkurencyjne.
Noc spędziliśmy w starym układzie ja, Rober i Andrzej. Podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki… Było inaczej niż kiedyś, jednak na pewno równie przyjemnie i erotycznie jak dawniej. Najciekawsze w tym wszystkim były nasze rozmowy, gdy w przerwie pomiędzy kolejnymi karesami leżeliśmy obok siebie odpoczywając. Andrzej lubi być szczery, czasami aż do bólu. Wygląda na to, że ma nieco inne odejście do życia niż my. Że nie ciągnie go do stabilizacji, czy związku, nawet tak otwartego jak nasz. Z drugiej strony dalej łączyło nas więcej niż dzieliło. Zawsze był delikatnym kochankiem. Także podczas sobotniej nocy przypomniał mi o tym, że nie bez powodu tworzył z nami bardzo harmoniczny trójkąt.
Drugiej nocy odpoczywałam. Nieco za bardzo zaszarżowałam w trójkącie i nie czułam się na tyle dobrze, by uczestniczyć w dalszych harcach. Zasypiając nawet nie zastanawiałam się nad tym, jak Robert bawi się z zabaweczkami, i czy Marcie spodoba się Andrzej. Rano obudziłam się wtulona w męża. Kocham go za to, że wie dokładnie kiedy mam ochotę by wrócił po swingu do mojego łóżka. Niby drobna rzecz, a daje sporo zadowolenia i poczucia stabilizacji. Zapytałam się, czy dobrze się bawił. Wystarczyła mi odpowiedź że ‘tak’ i to, iż podziękował mi za zgodę na to szaleństwo.
Przy śniadaniu nawet nie musiałam pytać Marty jak było. Wystarczyło, bym spojrzała na nią a ta delikatnym gestem oczu dała mi do zrozumienia, że jest zadowolona.
Andrzej pożegnał się z nami wczesnym przedpołudniem. Robert zawiózł ich wszystkich na lotnisko. Za dwa tygodnie, gdy we trójkę wrócą z wakacji będzie okazja by powtórzyć weekendowy eksperyment. Oczywiście pod warunkiem, że dotrwam do tego czasu.

