awsze jest ten pierwszy raz. Dziś Robert stracił swoje dziewictwo jeśli chodzi o zabawę w elektrostymulację. Kupując nasz zestaw zamówiliśmy kilka różnych elektrod, w tym także te przeznaczone do stymulacji członka i prostaty. Robert NIGDY nie zdecydował się z nich skorzystać. To dość dla niego typowe, podobnie było ze stymulacja prostaty. Na początku był przeciwny jakimkolwiek pieszczotom odbytu. Z czasem przekonałam go by spróbował a on szybko pokochał masaż prostaty połączony z powolnym fellatio.
Wczoraj udało mi się go przekonać do zabawy w elektrostymulację. Okazało się, że mężczyźni są bardzo wdzięcznym materiałem do eksperymentowania. Bez najmniejszego problemu doprowadziłam go za pomocą dwóch elektrod opasujących członka u nasady i pod żołędziom do potężnego orgazmu i wytrysku. Może nie tak gwałtownego jak przy klasycznej stymulacji, jednak sporo obfitszego i dłuższego. Przy drugim odejściu użyliśmy specjalnej wtyczki analnej mającej za zadanie stymulować prostatę i giętkiej elektrody wprowadzanej do cewki moczowej. Siedział w fotelu a ja półnaga usadowiłam się okrakiem na jego kolanach. Jego członek opierał się o moje podbrzusze. W zasięgu dłoni miałam stojący na stoliku, przy fotelu, sterownik. Gdy bawił się moimi piersiami powolutku wprowadziłam go w stan euforii. Tym razem stymulowałam go nieco mocniej i z większa częstotliwością impulsów niż poprzednio. Jego członek był sztywny do granic bólu. Nabrzmiały, z pulsującymi krwią żyłkami wyraźnie widocznymi pod cienką skórą. Robert dyszał ciężko. Wystarczyła drobna korekta ustawienia by zawył z rozkoszy ściskając do bólu piersi. Po moim podbrzuszu płynęło nasienie zmieszane z mlekiem spływającym z miętoszonych w silnych dłoniach piesi. Czysty amok trwający dobre półtorej minuty podczas których dłonie same wsunęły się w bieliznę szukając nabrzmiałej, pulsującej, wyjącej o uwagę łechtaczki. Miałam orgazm równie potężny jak on.

