
eoretycznie przegrałam zakład z Beatą. Praktycznie zgodziłyśmy się z na remis.
Karol okazała się nieczuły na delikatnie prowokujące zachowanie Marty. Sama nie wiem czemu. Może nie przypadł mu do gustu jej dość młodzieżowy strój, jaki wbrew mojej sugestii wybrała. Możliwe też że od początku spotkania planował coś zupełnie innego.
Ogłosiłyśmy zakład nierozstrzygniętym, bo mimo braku zainteresowania Martą Karol okazał się bardzo niegrzecznym chłopcem. Po fakcie muszę przyznać, że pomimo pewnych sukcesów w manipulowaniu Karolem, często dochodzi do sytuacji, gdy to on rozdaje karty. Doświadczyłam tego w dość przyjemny, a już z pewnością bardzo schlebiający mi sposób.
Karol wykorzystał chwilę, gdy Beata z Robertem zajęci byli Marysią. Pod pretekstem pomagania mi w kuchni dopadł mnie, gdy przygotowywałam kolejne espresso. Nie słyszałam go, gdy korzystając z syczenia i prychania ekspresu, zakradł się do mnie od tyłu . Kiedy podciągnął mi ku górze sukienkę byłam pewna, że to Robert wygłupia się korzystając z nadarzającej się okazji. O pomyłce zorientowałam się dopiero, gdy zsuwał z moich bioder bieliznę. Byłam nieco zaskoczona, lecz niecodzienna sytuacja sprawiła, że nagle poczułam ochotę poświntuszyć. Moją jedyną reakcją obronną było wyszeptanie do niego, że nie jestem zabezpieczona. Zrozumiał, a ja nie stawiałam dalej absolutnie żadnego oporu. Seks, jeśli można tak to nazwać, trwał niecałe pięć minut. Wystarczyło to jednak by doprowadził mnie, posiłkując się palcami i odrobinę językiem, do orgazmu. Przez cały czas trwania pieszczot stałam do niego tyłem, wypinając pośladki. Oparta dłońmi o chłodny, granitowy blat, z sukienką zarzuconą na plecy sukienkę i bieliznę ściągniętą ledwie do połowy ud stanowiłam dla niego łatwy kąsek. Zaraz po moim orgazmie próbował spuścić się na moje wypięte pośladki. Nie miałam ochoty przebierać się, więc z delikatnie wyszeptanym „poczekaj kochanie” odwróciłam się ku niemu zsuwając z siebie bieliznę. Oparta w lekkim rozkroku o kontuar podciągnęłam ku górze sukienkę odsłaniając dla niego niedepilowane od jakiegoś czasu łono. Owinęłam jego krótki, twardy jak kamyk członek majteczkami i przyciskając go dłonią do swojego łona pozwoliłam mu ocierać się o mnie. Ochrona z majteczek okazała się w praktyce daleko niewystarczająca, a kilka obfitych stróżek lepkiego nasienie wylądowało nawet na moim futerku.
Gdy było po wszystkim musiałam posiłkować się świeżą ściereczką do naczyń, która po zapanowaniu nad bałaganem wylądowała razem z moją ociekająca jego sokami bielizną w koszu. Na szczęście udało się nam nie pobrudzić ubrań i za kilka minut mogliśmy wrócić jak gdyby nigdy nic do salonu. Kiedy rozdawałam aromatyczne espresso tylko Beata domyśliła się co zaszło. Zdradziły mnie rumieńce i ten szczególny, znany tylko nam wyraz odprężenia i triumfu na twarzy Karola. Do końca ich wizyty czułam się bardzo rozbudzona, a gdy tylko się pożegnaliśmy zaciągnęłam Roberta do sypialni na piętrze. Byłam tak podniecona, że nawet nie pozwoliłam mu zdjąć spodni. Z podciągniętą do pasa sukienką i odsłoniętymi piersiami naciągnęłam go na siebie. Pierwszy raz po porodzie nie rozczarował mnie. Czułam go w sobie tak samo jak jak dawniej. Zupełnie nie przeszkadzała mi atmosfera pośpiechu w jakiej wszystko się odbyło, a wręcz sprawiła mi satysfakcję. Sama zmusiłam go by zrobił to bez żadnej gry wstępnej koncentrując się wyłącznie na dobrym, mocnym na granicy brutalności rżnięciu. Zaraz po orgazmie próbował uciec wiedząc doskonale, że nie stosuję obecnie żadnego zabezpieczenia. Przytrzymałam go łydkami. Nie mogąc się dłużej opanować pchnął dziko trzy razy i wypełnił mnie miłym ciepłem, które szybko zaczęło rozlewać się po moich udach i pośladkach. Jego pierwszym pytaniem po stosunku było, czy nie zajdę w ciążę. Odparłam zgodnie z prawdą, że nie dbam o to. Nie miałabym nic przeciwko temu, by mieć już teraz drugie dziecko, które i tak jest w naszych planach. Robert jeszcze nie oswoił się z tym scenariuszem, jednak nie miał nic przeciwko pozbyciu się ubrań i rozwinięciu tego co zaczęliśmy ponownie i raz jeszcze. Z miłosnych igraszek wyrwała nas Marta z Marysią.
Karmiąc Marysie zastanawiałam się co dalej. Mam sporo do przemyślenia. Kolejne dziecko mocno skomplikowałoby sprawy zawodowe i nie tylko. Robert proponował rok, dwa a nawet trzy lata przerwy. Innym zmartwieniem była kwestia antykoncepcji. Środki mechaniczne nie wchodzą w grę podobnie jak wszelkiego rodzaju żele i globulki. Minitabletki nie mogę nawet teraz stosować, a gdybym nawet mogła, to nie gwarantowałaby ona takiego zabezpieczenia do jakiego przywykłam (biorąc pod uwagę liczbę partnerów nie chcielibyśmy ryzykować pozamałżeńskiej ciąży). Pozostaje wkładka domaciczna i zastrzyki hormonalne. Chyba bardziej odpowiadałaby mi ta druga metoda. Po południu idę do mojego ginekologa i chyba czas podjąć decyzję. Jest to o tyle istotne, że po Nowym Roku planujemy kameralne spotkanie z Adamem i Kasią a nieco później większą imprezę na trzy, cztery pary. Sylwestra spędzimy jednak sami. Robert optymistycznie zakładał, że wybierzemy się we troje na bal, jednak Marysia jest zbyt mała, by można powierzyć ją komuś pod opiekę.
Marta Święta i Nowy Rok spędzi z rodziną. My będziemy cieszyć się sobą, o ile Marysia pozwoli.
I jeszcze jeno. Wracając do nierozstrzygniętego wyniku zakładu… Beata zgodziła się mi pozować a ja w zamian zobowiązałam się do małego kłamstwa dla niej.

