czoraj zrobiłyśmy Robertowi niespodziankę, inscenizując niewinną zabawę w przebieranie.
W poniedziałek wybrałam się do miasta. Przy okazji zakupów, z myślą o planowanej niespodziance kupiłam nieco szerokiej, czerwonej wstążki, gumki do włosów, parę bawełnianych majteczek a także białe rajstopy i podkolanówki. Dla sprawy poświęciłam starą, letnią sukienkę. Po znacznym skróceniu i lekkim dopasowaniu w biuście wyglądała na mnie wręcz sprośnie
. W środę Marta wróciła wcześniej z uczelni. Po staranie wykonanej lewatywie wzięłyśmy długi prysznic, po którym przebrałyśmy się w przygotowane ubranka. Ja w przerobioną sukienkę, rajstopy i czarne, lakierowane pantofelki na płaskim obcasie. Nie założyłam pod spód ani biustonosza ani bielizny. Marta ubrała swoją króciutką, plisowana spódniczkę, białą, rozpięta pod szyją bluzeczkę, majteczki i podkolanówki. Na stopy założyła białe tenisówki z różowymi sznurówkami. Po zapleceniu jej warkoczyków i związaniu sobie włosów w kitki założyłyśmy kokardki. Ostatnią rzeczą na jaką wpadłam było użycie esencji waniliowej. Odrobina wtarta we włosy, kropelka roztarta tuż nad wzgórkiem i druga pomiędzy pośladkami. Robert uwielbia zapach wanilii.
Myślę, że Robertowi spodobała się nasza gra. Podając kolację nie mogłyśmy się wprost opędzić od jego dłoni. Głaskał nas po udach, łapał za piersi, szczypał pośladki, a gdy próbowałyśmy uciec często spotykał nas też siarczysty klaps w pupę. Trzymałyśmy się dzielnie aż do czasu kąpieli Marysi. Nawet gdy udało się mu złapać którąś z nas i posadzić sobie na kolanach to dzielnie broniłyśmy się przed jego dłońmi mocno zaciskając uda i zasłaniając biusty dłońmi. Myślę, że bardziej niż nasze ubranie podniecał go opór jaki napotkał. Starałyśmy się udawać niewiniątka o twarzach aniołków i ciałach rozpustnic. Kusić, a jednocześnie odmawiać.
Pierwsza uległam ja. Złapana na korytarzu przy pokoju Marysi zostałam prawie zgwałcona. Rozdarł mi sukienkę na piersiach i gryząc twarde do bólu brodawki wtulił twarz w mój biust. Po kilku nieudanych próbach zdarcia ze mnie rajstop zadowolił się zsunięciem ich strzępów do kolan. Odwrócona twarzą do ściany poczułam jego język pomiędzy pośladkami. Wypięta zostałam nabita na sztywny członek. Czułam się jakbym spółkowała z rozjuszonym bykiem. Był gwałtowny i całkowicie skoncentrowany na zaspokajaniu swoich żądzy. Od jego pchnięć bolało mnie krocze. Spuścił się z głośnym wyciem, a jego obfity wytrysk wypełnił mnie całą przelewając się ciepłymi stróżkami na uda. Po chwili zsunął mnie ze swojego członka jak zużytą prezerwatywę. Pozostawiona samej sobie osunęłam się na podłogę, gdzie zwilżywszy palce w jego nasieniu masturbowałam się dotykając nabrzmiałe, bolące od podcienienia ciało. Sprawiając sobie rozkosz słyszałam jak w kuchni Marta broni się mówiąc, że jest jeszcze dziewicą. Odpoczywając przysłuchiwałam się jak protestuje mówiąc, że pomylił dziurki. Skarży się że jest zbyt duży, że nie ma szansy by zmieścił się w jej ciaśniejszej dziurce. Po kolejnej fali protestów usłyszałam jej krótki krzyk, po którym nastąpiła długa tyrada jęków zakończona głośnym wyciem rozkoszy naszego samca.
Gdy pojawiłam się w kuchni Marta przedstawiał iście malowniczy widok. W jednej tenisówce, z podkolanówkami zsuniętymi do kostek, w rozdartej z przodu i na plecach bluzce i spódniczce podciągniętej pod same piersi leżała na stole. Przed nią, na krześle, siedział Robert z głową schowaną pomiędzy jej szeroko rozrzuconymi udami. Jadł ją łapczywie, jak głodny pies liże miskę. Wiła się unosząc ku górze biodra jak wytrawna kochanka. Z zaciekawieniem patrzyłam jak pręży się, ściska dłońmi piersi i nagle, w konwulsyjnym wybuchu orgazmu, zaciska uda na twarzy mojego męża. Gdyby nie właśnie co przeżyty orgazm i obolałe po brutalnym stosunku krocze, to masturbowałbym się na sam widok jej prężącego się w ekstazie ciała.
W sypialni, po wspólnym prysznicu pozwoliłam Marcie wypieścić mnie ustami. Po brutalnych paluchach Roberta było to miłą odmianą. Nie przyznałam się jej, że orgazm przyszedł gdy fantazjowałam o Robercie gwałcącym mnie w ciaśniejszą z dziurek. Nie odważyłam się jednak powiedzieć mu o tym wczorajszej nocy. Zbyt mocno odczułam sposób w jaki uprawialiśmy seks popołudniem i bałam się, że Robert może zbyt dosłownie potraktować moja prośbę o gwałcie analnym. Lubie ostry, prawie brutalny seks. Wczorajszy był wyjątkowo mocnym przeżyciem. Bolesnym, jednak bardzo satysfakcjonującym. Czułam się jak obiekt seksualny… Rżnięta, wykorzystana, brudna. Robert doskonale wie jak bardzo podniecam się tego rodzajem seksu. Kiedyś zwierzyłam się z tej słabości jednej z moich bliskich przyjaciółek. Nie mogła zrozumieć, co mnie w tym wszystkim podnieca. Nie umiałam jej tego wytłumaczyć. Ja po prostu lubię od czasu, do czasu zostać zerżnięta jak suka. Bez zbędnej gry wstępnej, brutalnie, mocno, ze świadomością, że służę jedynie zaspokojeniu jego żądzy. Poczuć, się jak niewolnica w haremie, którą używa się tylko do uciechy… Być dla niego jak Numibijka, której wartość mierzy się jędrnością jej piersi i tym jak rozkosznie ciasne są jej obie bramy rozkoszy. Czy to jest nienormalne? Czy nie czuję się zboczona? Nie!!! Mam po prostu odwagę realizować swoje fantazje. Przynajmniej niektóre… Są także takie, których się boję.


Aga, wcale nie jesteś zboczona lubiąc ostre rżnięcie czy inscenizowany gwałt. Kobiet to lubiących jest cała masa… Ale jak sama napisałaś, czujesz się wtedy zadowlona, ale i wykorzystana, brudna itd, a do tego trochę głupio się przyznać.
Moja żona także nie raz doprasza się o zerżnięcie jak w pornosie, ale są i prośby o spokojny romantyczny seks… Ot, kobieca natura zmienną jest
A te które tego nie rozumieją, może nie maja zaufania do partnera? Może boją się, że on ich nie zna na tyle aby wiedzieć gdzie leży cienka granica dozwolonej brutalności?
Jesteś(cie) absolutnie niesamowite! Wiecie jak doprowadzić mężczyznę do szaleństwa.