
pędziłam z mężem bardzo miły weekend. Wczoraj, z Kasią i Adamem eksplorując intymnie naszą znajomość, dziś u mamy Roberta, na miłym popołudniu ze szczęśliwymi z opieki nad wnuczką, dziadkami. Jestem w bardzo dobrym, jak to nazywa Robert ‘mruczącym’, nastroju. Gdy tylko uśpimy małą, która po nadmiarze atrakcji wydaje się wyjątkowo żywotna, mam zamiar spędzić miły wieczór w towarzystwie męża. Mam straszną ochotę na mocniejsze wrażenia, z Robert wydawał się bardzo podekscytowany, gdy poprosiłam go o nieco BDSM w sypialni.
Nie będę pisała naszym spotkaniu z przyjaciółmi. Choć było bardzo miłe i przyjemne dla nas czworga, to jednak nie było w nim nic ponadto, co zazwyczaj towarzyszy naszym swingerskim zabawom. No może poza uświadomieniem Kasi na czym polega fisting, a później zademonstrowaniu jej jak pieszczę się wsuwając w siebie dłoń. Może następnym razem, gdy będziemy miały więcej czasy dla siebie nawzajem, zapoznam ja z niesamowitymi doznaniami jakie sprawia ta technika pieszczot.
Refleksja, o jakiej wspomina tytuł dzisiejszego wpisu, dotyczy moich koleżanek z klasy. W podstawówce miałam dwie serdeczne przyjaciółki. Straciłam z nimi bliższy kontakt po przeprowadzce na początku liceum. Mama Roberta, uzależniona chyba od szukania przyjaciółek na ‘Naszej Klasie’, udowodniła mi jak łatwo dziś odszukać dawno niewidziane przyjaciółki. Kasia i Monika. Dziś obie mężatki z dziećmi. Właśnie profil Kasi dał mi do myślenia. Gdy kończyłam podstawówkę wyglądałam dość dziewczęco i faktu tego nie zmieniały nawet już wtedy wyraźnie większe niż u koleżanek piersi. Kasia była w tym czasie obiektem zazdrości nas wszystkich i marzeniem każdego chłopaka ze szkoły. Była niesamowicie dojrzała. Wysoka, kobieca, o ślicznej twarzy skrytej wśród długich, lekko kręconych ciemnoblond włosów. Miała największe piersi w szkole i cieszyła się ogromnym zainteresowaniem kolegów. Monika była przy niej szczupłym rudzielcem bez. Dziś Kasia wygląda jakby miała o 10 do 15 lat więcej niż w rzeczywistości. Nieco zbyt pulchna, bez dawnego blasku w oczach… Zupełnie inna niż ją zapamiętałam. Monika za to wygląda prawie jak dawniej. Prawie. Wyższa niż pamiętam, o ładnej, smukłej linii ciała, małym, sprawiającym wrażenie sprężystego, biuście i wspaniałym uśmiechem pośród ciągle rudych jak kiedyś włosów. O ile Kasia sprawiła na mnie wrażenie kwiatu, który równie szybko dojrzewa co przekwita, to Monikę zaliczyłabym do późno dojrzewającej rośliny, która po rozkwicie jeszcze długo kusi swoim blaskiem.
Z ciekawości stworzyłam profil na ‘Naszej Klasie’. Ciekawość chyba słusznie jest uważana za nierozłączną cechę kobiecej natury

