RSS dla
Wpisów
Komentarzy

Niedzielna Lewatywa

iedzielę spędziliśmy wyjątkowo leniwie. Zabawa z córką, wspólne obejrzenie filmu, czas na książkę, godzina, może dwie spędzone odpowiadając na listy i przeglądając prywatne forum naszej swingującej gromadki. Słowem całkowite oderwanie się od codziennych obowiązków i rutyny.

Późnym wieczorem Robert przyszedł do mnie do salonu. Siedziałam w jego fotelu zwinięta w kłębuszek, przykryta kocem, z filiżanką dobrej cejlońskiej herbaty i laptopem na kolanach. Przyłapał mnie na pisaniu maila do mojej wspólniczki. Usiadł przed fotelem, wsunął dłonie pod koc i delikatnie, acz stanowczo zaczął zsuwać z moich bioder leginsy. Ostatnie linijki listu pisałam pospiesznie. Trudno się jest skoncentrować, gdy ma się rozrzucone na oparciach fotela uda i ruchliwy język w pochwie.

Po zamienieniu się miejscami i odwzajemnieniu mężowi fellatio siadłam na jego kolanach. Zapytałam, na co miałby ochotę przed spaniem. Po chwili zastanowienia odpowiedział, że chciałby zrobić mi największą lewatywę jaką kiedykolwiek otrzymałam a później kochać się ze mną zanim pozwoli mi pozbyć się wlewu. Brzmiało ciekawie, a ja nie miałam lepszego pomysłu. Zajął się absolutnie wszystkim. Gdy w samotności szybko wykonałam dwa wstępne wlewy gruszką, on przygotował ciepły, izotoniczny roztwór wody i wszystko co potrzebne do lewatywy. Mąż kupił jakiś czas temu specjalną końcówkę do lewatywy, zaopatrzoną w dwa nadmuchiwane baloniki, mające za zadanie utrzymanie jej w odbycie nawet przy sporych wlewach. Była spora, ale posmarowana żelem z łatwością weszła we mnie. Samo pompowanie sprawiło miły dreszcz podniecenia.

Cała procedura odbyła się na łóżku zabezpieczonym ceratą na którą założył dwa grube prześcieradła frote. Na początku byłam ułożona na lewym boku w pozycji Simsa. Gdy Robert uzupełnił wodę w podwieszonym u wezgłowia zbiorniku zmieniłam ją na kolanowo łokciową. Miałam już w sobie dwa litry płynu, gdy mąż rozpoczął delikatny masaż podbrzusza. Trzeci litr przyjęłam leżąc na prawym boku, co ułatwiało wypełnienie najdalszych rejonów jelita grubego. Trzy litry to mój dotychczasowy rekord, jednak tym razem mąż na tym nie poprzestał. Kolejna porcja wody wypełniła zbiornik. Podwieszony odrobinę wyżej pozwolił mi zmieścić w sobie odrobinkę więcej płynu niż dotychczas. Uczucie parcia, wypełnienia i niesamowicie intensywnego ucisku gdzieś głęboko we mnie było wszechobecne. Mąż zamknął dopływ, zabezpieczył końcówkę, odpiła wężyk i z zadowoleniem stwierdził, że mam naprawdę znacząco zaokrąglony brzuszek. Konstrukcja końcówki wytrzymała mój orgazm, jaki wyzwolił ustami. Zdała też egzamin, gdy okrakiem dosiadłam go jak amazonka a także gdy opierając dłonie o wezgłowie kochałam się z nim na pieska. Zupełnie nie przeszkadzały mu sterczące z pomiędzy moich pośladków wężyki. Brał mnie z takim zapałem, że wyraźnie słyszałam chlupotanie rozlegające się z głębi własnego ciała. Ktoś, kto nigdy nie doświadczył uczucia towarzyszącego erotycznym igraszkom połączonym z dużym wlewem, nie zrozumie uczucia mu towarzyszącego. To tak jakby czyjaś dłoń pieścił mnie masując i uciskając moje wnętrzności. Mocno, na granicy omdlewającego melanżu bólu i przyjemności. Tym razem nie musiałam uciec się do własnych palców, by prawie równocześnie z jego orgazmem skoczyć samej w przepaść upajającego spełnienia.

Gdyby jeszcze po wszystkim nie było koniecznym spędzenie następnych czterdziestu minut na ubikacji… Cóż, za każdą przymilność trzeba zapłacić odpowiednią cenę.


Jeden Komentarz do “Niedzielna Lewatywa”

  1. Anna pisze:

    …marzenie…

    Odpowiedz

Skomentuj

Kliknij tutaj, aby anulować odpowiadanie.