RSS dla
Wpisów
Komentarzy

Fetysz?


kazuje się, że często nie wiemy jak postrzegają nas inni. Przynajmniej nie do samego końca. Otóż dowiedziałam się, że spora cześć naszej swingującej gromadki uważa nas za parę umiarkowanych fetyszystów. Raczej w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Dowiedziałam się tego przy okazji rozmowy z przyjaciółką. Słowo fetyszyści padło przypadkiem, ale pociągnęłam za język, z czystej ciekawości i dowiedziałam się więcej.

W tym co usłyszałam jest sporo prawdy, jednak jak na mój gust nieco przejaskrawionej. Nie do końca nazwałabym to fetyszyzmem. To raczej preferencje i przyzwyczajenia, niemniej grono znajomych uważa, że naszym wspólnym fetyszem jest seks analny a w moim także wymyślna bielizna. W sumie mogłabym się z tym zgodzić, ale daleko nam do prawdziwych fetyszystycznych zachowań. Po pierwsze seks analny nie jest absolutnie jedyna formą współżycia jaka nas podnieca. Prawdą jest natomiast, że oboje z mężem lubimy go, a swingując staramy się urozmaicić nim ars amandi. Co do bielizny, to nie mam do niej absolutnie zarzucanego mi podejścia. Jest ona tylko i wyłącznie odzieniem, w którym czuję się dobrze i które, mam nadzieję, dodaje mi powabu. To, że lubię zmysłowe, ale gustowne dodatki nie oznacza, że są one moim fetyszem. Także to, że czasami lubię kochać się w niepełnym negliżu, nie czyni ze mnie fetyszystki ;) .

O dziwo za fetysz nie uznano tego że lubię kochać się równocześnie z dwoma partnerami. Przyjaciółka nie nazwała tego fetyszem, jednak dodała iż krążą na ten temat pikantne opowieści. W sumie nie dziwię się zbytnio. Z grona swingujących mężczyzn tylko paru miało okazję skosztować owoców z tego drzewa a pozostali z pewnością mieliby na to ochotę. Problem tylko w tym, że tak naprawdę nie każdy partner potrafi zaakceptować bez zastrzeżeń drugiego mężczyznę w swojej intymnej strefie. Dla większości mężczyzn istnieje naturalna, niepisana i nie wypowiadana zasada, że swingując z inną parą, lub dzieląc się kobietą nie dotykają się i nie wchodzą sobie w drogę. Często w tego rodzaju trójkącie seks ogranicza się do zabawy kobiety i mężczyzny, w której co jakiś czas panowie zamieniają się miejscami. Najbardziej wyuzdaną formą wspólnego kontaktu są dość niewinne pieszczoty partnerki i stosunek „na pieska”, podczas którego drugi z partnerów otrzymuje fellatio. Większości kobiet odpowiada tego rodzaju zabawa, ja jednak oczekuję od moich mężczyzn znacznie więcej. Lubie poczuć ich obu w sobie, cieszyć się nimi jednocześnie, wspólnie dążyć do rozkoszy. Wielu mężczyzn podnieca marzenie o takiej zabawie, jednak w rzeczywistości większość nie umie odnaleźć się w sytuacji wymagającej bliższej obecności drugiego z partnerów… A ja lubię kochać się czując ich obu w pochwie… Lubię różnorodność doznań jaką ofiaruje taki układ i rozkosz ofiarowywaną przez zgranych partnerów.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wypytała się o inne pary. O to jak są postrzegane. Analizując to czego się dowiedziałam musiałam przyznać, że sama miałam podobne odczucia, choć raczej tkwiące w podświadomości, niż wyrażane publicznie. Wiem jednak, że takie opinie i publicznie wyjawiane preferencje odgrywają spora rolę w planowaniu spotkań. Niektóre pary pasują bardziej do siebie niż inne. Chyba głównie dlatego największa popularnością wśród nas cieszą się kameralne spotkania we czworo, sześcioro rzadziej ośmioro. Poza nimi jedynie odbywające się co mniej więcej pół roku duże swingers-party wykraczają ponad kameralną atmosferę.


Skomentuj

Kliknij tutaj, aby anulować odpowiadanie.