iekiedy mąż potrafi mnie zaskoczyć.
Rano seks zajął nam odrobinę mniej czasu niż zwykle. Był jakby to powiedzieć… Chyba najlepiej agresywny. Oboje mieliśmy na coś takiego ochotę. Eskalowaliśmy działania aż do momentu, gdy wspólna miłość przypominała walkę dwóch rozjuszonych zwierząt. Mam odrobinę obolałe piersi i boleśnie pokąsane brodawki. Mąż może poszczycić się kilkoma zadrapaniami na plecach i podbiegłym krwią śladem po zębach nad piersią.
Seks był dobry, miło męczący, i bardzo zadowalający.
Już ‘po’ rozmawialiśmy leżąc obok siebie na plecach. Poruszaliśmy różne tematy. Zaczęliśmy omawiać nasze najbliższe weekendowe swingowanie, organizację kameralnego spotkania ze znajomymi w Sylwestra, listę gości. Zeszło na tematy poboczne, w tym na planowany na styczeń wypad Roberta na Śląsk, do kolegi ze studiów. Wypady te są jakby przeciwwagą dla moich krótkich romansów z kobietami. Mąż jedzie nie tylko odwiedzić najlepszego przyjaciela. Jedzie też na ‘młode dupcie’, które ‘wyrywają’ z Andrzejem w jego klubie (słownictwo z listów wymienianych pomiędzy nimi). Stara tradycja, coś o czym wiedziałam jeszcze przed ślubem, coś w czym sporadycznie zdarzało się mi uczestniczyć i coś co akceptuję o ile zachowany zostaje umiar, ostrożność a cała przygoda traktowana jest jako czysto hedonistyczny wypad. Rozmawiając o jego planowanej podróży dowiedziałam się, że najbardziej lubią dzielić się zdobyczą. Gdy poprosiłam o wyjaśnienie usłyszałam w treściwych słowach ciekawą historię. Nie mam czasu opowiedzieć jej dokładnie. Spodziewam się gości. Według słów męża:
Andrzej organizuje dziewczyny. Dwie. Spędzają z nimi wieczór w klubie, jednak tylko jedna z nich, ta którą wybiorą zapraszana jest do prywatnego mieszkania na górze. Dziewczyny wiedzą o ich zwyczajach, bo dla zainteresowanych nie są one żądną tajemnicą. Dziewczyna spędza z nimi noc, a oni dzielą się nią demokratycznie. Robert opowiadał, że najbardziej lubi być drugim… Wejść pomiędzy jej uda zaraz po tym jak skończy w niej Andrzej, i korzystając z tego że utorował mu drogę zerżnąć wkładając w to całą dostępną mu energię i siłę. Opowiadał, że najbardziej z całej nocy lubi właśnie tą chwilę. Po chwili jednak dodał, że czasami, w zależności od temperamentu i charakteru dziewczyny, lepiej bawią się później, gdy w pełni eksplorują możliwości jakie daje układ k+2m. Szczególnie gdy dochodzi do podwójnej penetracji.
Wymusiłam na mężu, że następnym razem, na wiosnę, odwiedzimy Andrzeja razem.

azwyczaj poranek rozpoczynamy kochając się. Z wielu przyczyn poranny seks jest przeważnie szybki i w miarę prosty. Nie mogłabym powiedzieć że jest ubogi… Raczej jest on pozbawiony zbędnych ozdobników i ograniczony pewnymi ramami czasowymi. Odkąd Marysia podrosła także weekendowe poranki nie różnią się za bardzo od tego, czego doświadczamy w ciągu dni powszednich. Dba o to przyzwyczajona do porannego wstawania do żłobka córka. Zjawia się w naszej sypialni przeważnie przed ósmą, więc na dłuższe amory czasu nie ma.
