RSS dla
Wpisów
Komentarzy

„FLESH”

Party w Stylu Retro

 
Za nieco ponad miesiąc, w połowie listopada, uczestniczymy w średniej wielkości swingers-party. Organizuje je nasza przyjaciółka, a grono uczestników zostało dobrane podług jej klucza. Nie jest to jedno z otwartych dla wszystkich spotkań, a raczej prywatna impreza organizowana dla najbliższych znajomych.

Spotkanie odbędzie się w jej willi. Uczestniczyć w nim będą same pary, w sumie osiemnaście osób. Specjalnie na potrzeby tego spotkania stworzyłam zamknięty działa na forum naszej swingers-gromadki, w którym ustalamy ostateczne szczegóły. Od kateringu, poprzez manu, aż po zasady i temat przewodni spotkania.

Wydaje się, że mamy już wybraną firmę kateringowa i menu. Alkohole też zostały zaakceptowane, podobnie jak rodzaje i marki prezerwatyw i inne pomniejsze rzeczy niezbędne na takich imprezach. Najważniejsze jednak, że udało się szybko ustalić temat przewodni spotkania. Organizowana impreza należy to jednych z tych, na których obowiązuje swingujących pewna konwencja. Mieliśmy już kilka podobnych, jednak ta zapowiada się wyjątkowo uroczo. Tematem przewodnim będą lata dwudzieste ubiegłego wieku. Obowiązują stroje, blizna, fryzury, dodatki itd. z lub nawiązujące do tamtego okresu. Co ciekawe, natychmiast gdy ustalono temat przewodni zawiązało się silne lobby na rzecz ‘tradycyjnych wartości’, co w praktyce oznacza, że część panów zażądała by damy wystąpiły w naturalnych futerkach pomiędzy udami. Ten kontrowersyjny temat najbardziej podgrzał dyskusję. Wczoraj udało się osiągnąć kompromis. Generalnie obowiązuje nas ‘naturalny wygląd’. Dopuszczono jednak szeroką swobodę, aczkolwiek całkowita depilacja, paseczki i symboliczne trójkąciki zostały wykluczone. Szczęściem nie zdążyłam udać się po porodzie do kosmetyczki. Do listopada powinnam wypielęgnować mój naturalny zarost. Postanowiłam wystąpić w szerokim, puszystym trójkąciku włosków. Lekko formowanym, jednak bez zbytniej ingerencji w jego naturalne kształty. Zdecydowanie będę miała wydepilowane pachy, przestrzeń pomiędzy pośladkami i udach, ale mam zamiar pozostawić włoski na wargach sromowych. Będę wyglądać naturalnie i estetycznie. Farbuje się na naturalny, średni blond. Tyle w kwestii intymnej fryzurki.

Bieliznę mam. Jedwabny komplecik w kolorze kości słoniowej będzie pasował, choć nie wiem, czy będę zakładała biustonosz. Może założę gorsecik, może zrezygnuję z tej części garderoby zupełnie?. Mam też szeroki pas do pończoch, a w bieliźniarce znajdą się jedwabne pończoszki.

Sukienkę szyję. Coś lekkiego w tym stylu:

Nie mam tak cenionej w tamtym okresie ‘chłopięcej’ budowy ciała i niewielkiego, płaskiego biustu. Zobaczymy co wyczaruje krawcowa, i jak to będzie na mnie leżało.

Dodatki mam, choć nie wiem jeszcze który z dwóch możliwych zestawów wybrać. Chyba jednak będą to perły. Długi sznur i kolczyki. Zdecyduję pomiędzy nimi a platynowymi dodatkami z lat 30-tych, jakie kupił mi w prezencie mąż, gdy będzie już gotowa sukienka.

Dziewczyny w podobny sposób zaangażowały się w przygotowania. Chwilowo opanowałyśmy forum chwaląc się pomysłami i wymieniając idee. Panowie zupełnie się wycofali z naszego tematu zajęci własną dyskusją o wyższości fajki nad cygarem, czy whisky nad koniakiem.

Mąż z ulgą przyjął moje stwierdzenie, że wystarczy mu jeden z garniturów, gładka, biała koszula, i znienawidzona kamizelka z krawatem. Będzie wyglądał uroczo w czarnych skarpetkach i białych szortach. Mam dla niego na oku kapelusz i może laseczkę o ile znajdę jakąś.

Bachanalia

 
Ubiegłej nocy urządziliśmy sobie prawdziwe bachanalia. Oczywiście w miarę skromnych możliwości. Nie za głośno, by nie pobudzić dzieci, jednak z odpowiednią oprawą.

Praktycznie rzecz biorąc zapomniałam już o połogu. No nie do końca. Ciągle pracuję nad brzuchem. Ciągle jeszcze nie jestem z niego zadowolona, ale to już drobny szczegół. Robert twierdzi, że nie widzi różnicy, jednak wystarczy, że ja ją widzę. Wracając jednak do głównego wątku, w mijającym tygodniu zniknęło ostatnie ograniczenie naszego życia erotycznego i zaczęliśmy współżyć, tak ‘po bożemu’. Jest jak dawniej, a seks sprawia mi niesamowitą przyjemność.

Wczorajszej nocy gościliśmy Annę. Dzielnie dotrwaliśmy z dziećmi do kolacji. Gdy maluchy w końcu zasnęły mogliśmy zając się tym co lubimy najbardziej, czyli rozpusta i hołdowaniem hedonistycznemu stylowi życia.

Wylądowaliśmy we troje w jacuzzi. Pierwszy raz od dziesięciu miesięcy pozwoliłam sobie na więcej niż symboliczną kropelkę wina. Prawdę mówiąc wypiłam kilka jego kieliszków. W samej kąpieli doszło do scen nieprzyzwoitych. Robert chłeptali wino ściekające z moich piersi, czy z łona Anny. My piłyśmy je spływające z podbrzusza Roberta. Robert bawił się kostkami lodu wodząc nimi po naszych ciałach, bawił się zjadając schowane w naszych ciałach winogrona i truskawki, a my zlizywałyśmy bita śmietanę prosto z jego potężnego kutasa. Idąc do sypialni zostawiliśmy za sobą iście nieludzki bałagan. W pościeli nie byliśmy wcale grzeczniejsi. Dwie butelki wina dalej, zużywając do zabaw dwa opakowania bitej śmietany, słoiczek nutelli i sporo owoców kochaliśmy się w owocowo-czekoladowej polewie w sposób godny najbardziej wyuzdanych orgii za czasów Ludwika XV. Anna z gracją ssała jądra Roberta gdy ja połykałam jego członek. Nabita na męża całowałam się z Anna gdy ta ujeżdżała jego język. Gdy Robert kochał się z nią analnie masturbowałam się patrząc jak wchodzi w nią po same jądra, a gdy skończył wsunęłam w nią dłoń, i czując poprzez cienką ściankę pochwy tkwiący w niej członek doprowadziłam ją do niekontrolowanego wybuchu rozkoszy.

Pościel po prostu wyrzuciłam. Po prysznicu i nakarmieniu małej zasnęłam jak zabita i nie obudziłam się nawet wtedy, gdy nad ranem Anna pożegnała się z Robertem, zamówiła taksówkę i uciekła do swoich spraw.

Pisząc to jestem ledwo po śniadaniu złożonym z soku pomarańczowego, dwóch kubków kawy i tabletki od bólu głowy. Półnaga, rozczochrana i zadowolona. Bardzo brakowało mi takiej odrobiny szaleństwa. Uśmiecham się też w duchu do myśli, że już za nieco ponad miesiąc będziemy uczestniczyć w wyjątkowym, jak się wydaje, swingers-party.

Nie zazdroszczę tylko Robertowi, który czyści jacuzzi. Jak się w jego trzewiach znalazł mój kolczyk nie mam pojęcia.

Wirus

 
a początku tygodnia zachorowała Marysia. Dzień po niej tatuś Marysi i zrobił się w domu mały szpital. Ze względu na Martusię w domu wprowadzono zarząd komisaryczny z jednoosobowym komitetem do zapobiegania skutkom epidemii, ze mnę w roli głównej. Mąż został wyprowadzony do pokoju gościnnego na parter. Piętro zostało odcięte a kontakty tatusia i siostrzyczki z nowym mieszkańcem domu wstrzymane do odwołania. Robert tylko przez chwilę śmiał się z pomysłu poruszania na trasie pokój – kuchnia w maseczce na ustach. Nie przestraszyłam się aż tak bardzo gorączki jaka miał Maz i córka, co problemów z układem trawiennym. O ile dorosły jakoś poradzi sobie z odwodnieniem, to dla dziecka to już poważne zagrożenie.

Oczywiście najbardziej chory jest Robert. O ile Marysia biegała zadowolona z gorączką to tatę ona zupełnie rozłożyła. Marysi wystarczyły dwa dni, by zapomniała o przesiadywaniu w łazience na nocniczku, gdy tatuś do wczoraj spędzał w niej sporo swego cennego czasu. Z drugiej strony sama nie wie, czy robił to z rzeczywistej potrzeby, czy też chronił się przez zachwycona obecnością taty w domu córką ;) . Marysia potrafi być wyjątkowo wymagającą panienką.

W tej chwili wszystko wydaje się pod kontrolą. Mam nadzieję, że z Martusią nie podzielimy smutnego losu chorej cześć rodziny.

Przymusowa separacja z mężem miała też ta przykra konsekwencję, iż nasze życie intymne umarło. No, przynajmniej to ‘Robertowe’, bo moje ‘dostosowało się’.

Zmuszona, radzić sobie sama wzięłam sprawy we własne ręce, dosłownie. Nie chodziło jedynie o rzeczywiste potrzeby ciała. Seks i nierozerwalnie z nim związane spełnienie są mi potrzebne tez by radzić sobie ze stresem i napięciem mu towarzyszącym. Zwłaszcza tera, gdy cały dom jest na mojej głowie, a ja martwię się o zdrowie chorych i o to by zdrowi nie zachorowali. Zwyczajnie potrzebuje bardziej niż zwykle odprężyć się a orgazm jest najlepszym środkiem jaki znam.

Nie mam dla siebie za wiele czasu w ciągu dnia. Owszem, gdy naprawdę tego potrzebuje potrafię się zadowolić pięciominutową palcówką w łazience. Nie w tym jednak rzecz. Nie lubię fast-foodów, szczególnie gdy mogę wybrać wykwintna kolację.

Rytuał zaczyna się gdy w domu robi się cicho. Gdy zmęczony chorowaniem szpital zasypia, gdy mam już za sobą karmienie Martusi… Biorę długi, gorący prysznic. Wcieram w wilgotne ciało balsam. Rytuał ten jest niczym gra wstępna. Pobudza, pozwala mi w swej nudnej rutynie wyciszyć się i zapomnieć o troskach. Naga wślizguję się w pościel. Ogrzewam ciało dłońmi, sięgam po olejek z pestek winogron, wcieram go w uda, pierś, srom. Lubię jego konsystencję, zapach i to jak wchłania się w skórę nawilżając ją i zapewniając jej wyjątkową miękkość. Nie spieszę się. To co robię jest zupełnie różne od pośpiesznej, wstydliwej masturbacji pod kołdrą. Z rozwagą pieszczę całe ciało. Długo rozkoszuje się własnym dotykiem, a rozgrzana ciepłem dłoni bezwstydnie kocham się z sobą szeroko rozchylając uda. Moje pieszczoty są jak uczta składając się z wielu dań i przystawek. Nauczyłam się ich kosztować od czasu do czasu spłukując ich smak winem orgazmu. Gdy kocham się z sobą w ten sposób czas staje w miejscu. Nie patrze na zegarek, nie liczę orgazmów. Jeśli mam ochotę zamykam oczy na jakiś czas i popadając w coś w rodzaju drzemki dopijam orgazm leniwie pieszcząc uspokajające się powoli ciało. Kiedy indziej mam ochotę jak najszybciej ponownie wspiąć się na szczyt, spaść z niego i wrócić nań raz jeszcze. Lubie też mozolnie wspiąć się na Olimp, a gdy go zdobędę pozostawać na nim przez długie minuty. Kocham siebie, kocham się pieścić, jestem multiorgazmiczna, znam doskonale własne ciało… Z wiekiem nauczyłam się grać na nim z prawdziwą wirtuozerią.

Autoerotyzm odpręża i daje mi prawdziwie głębokie zadowolenie. Nie jest namiastką seksu… Jest jego naturalnym i pełnoprawnym uzupełnieniem.

Ambitny Plan

Zgłosiliśmy swój udział w swingers-party, które ma się odbyć w połowie listopada. To dość ambitny plan, a dla mnie wielka mobilizacja, by za miesiąc wyglądać lepiej niż przed ciążą. Waga nie jest problemem. Figura jak dawniej, piersi wyglądają nawet lepiej a brzuszek w ciągu tych kilku tygodni wróci z pewnością do dawnej formy. Już w tym moja głowa.

Wczoraj wieczorem wprowadziliśmy do naszego ars amandi seks analny. Było to ze wszech miar udane doświadczenie! Jutro wczesnym popołudniem wpadnie do nas Anna. Chyba zostanie na noc. W przyszły weekend zapraszam znajomych. W sobotę moje koleżanki, w niedzielę mają wpaść Adam i Rafał z dziewczynami.

Jestem zmęczona dzisiejszym dniem. Mała wyjątkowo źle spała i cieszę się, że w końcu zdecydowała się położyć na dobre. Sam idę w jej ślady.

« Nowsze Wpisy - Starsze Wpisy »