RSS dla
Wpisów
Komentarzy

Silhouette

Przez cały tydzień pracowałam w naszym biurze. Zastępowałam w obowiązkach bawiącą na wakacjach wspólniczkę. Już dawno nie spędziłam tylu godzin pracując poza domem. Zdecydowanie wolę moją pracownię od biura, jednak kiedy trzeba potrafię przemóc mój wstręt do sformalizowanego stylu pracy.

Jednym z nielicznych benefitów zaistniałej sytuacji była okazja by wskoczyć na lunch, lub kolację. Skoro już miałam się męczyć, to postanowiłam przynajmniej nie zawracać sobie głowy przygotowywaniem czegoś do jedzenie. Niekiedy udawało mi się wyciągnąć Roberta z jego biura, kiedy indziej szłam sama.

Podczas moich wypadów w miasto dwukrotnie spotkałam kobiety, które zmusiły mnie do pewnej refleksji na temat kanonu kobiecej figury. Obie dziewczyny można byłoby umieścić na przeciwległych biegunach kobiecego ideału.

Pierwsza była wysoką blondynką o miłej buzi. Młody pracownik jakiejś firmy czy kancelarii adwokackiej na lunchu z szefem, starszym kolegą czy znajomym. Ubrana w żakiet i spodnie wyglądałaby jak typowy przedstawiciel korporacji, gdyby nie jej wiotkość. Dziewczyna była więcej niż szczupła. Była przerażająco szczupła. Nie miała jeszcze wyglądu zaawansowanej anorektyczki, jednak jej figura była bardziej zbliżona do lalki Barbie niż do istoty ludzkiej. Może i wyglądała dla niektórych atrakcyjnie i wiotko, jednak bałabym się ją zobaczyć nago. Nie ma nic bardziej rozczarowującego niż pozbawić odzienia taki szkielecik. Miałam nieszczęście zrobić to raz… Więcej na pewno nie powtórzę tego błędu. Drugą dziewczynę spotkałam następnego dnia na ulicy. Szła w sukience, która pięknie podkreślała jej kształty. Krągły biust, talię, pełne biodra i ładnie zaznaczona krzywiznę brzuszka. Nie miała na sobie zbędnego grama tłuszczu, a ten co posiadała był rozmieszczony dokładnie tam, gdzie powinien być. Oczywiście w dobie zachudzonych modelek i kolorowych pism pełnych dziewczyn wyszczuplonych przez grafików komputerowych mogła wydawać się nieco zbyt obfita i zaokrąglona. Na mnie jednak wywarła bardzo pozytywne wrażenie. Wyglądem, ubiorem, sposobem poruszania. Szkoda, że dziś ideałem dla młodych dziewczyn byłby bardziej szkielet, jaki zauważyłam na lunchu, niż kobieta, która spotkałam w drodze do biura. Szkoda!

Co mnie natomiast ucieszyło, to brak dużej ilości pączków w przyciasnych jeansach i koszulkach odsłaniających pępek spory wałeczek tłuszczu, jak i całkowita nieobecność kobiet hybryd – do pasa szczupłe dziewczęta, poniżej trzy rozmiary więcej niż przewidziała matka natura w najśmielszych planach. Coś takiego widziałam tylko w Stanach i mam nadzieje, że szybko nie zobaczę ponownie.


Skomentuj

Kliknij tutaj, aby anulować odpowiadanie.