RSS dla
Wpisów
Komentarzy

Niedzielna Noc

pole-dancing  niedzielę spędziłam uroczą noc z Robertem. Pisząc krótką notkę przed wyjściem do klubu nocnego musiałam marzyć, że coś się w naszym kraju zmieniło w tej branży. Klub rozczarował, przynajmniej częściowo. Ot zwykły klub, tyle że co chwile na wybiegu rozbierała się inna dziewczyna. Nudne. Może jeden, lub dwa pokazy niosły coś nowego. Może mam za wysokie oczekiwania? Sama nie wiem. Chciałabym mieć możliwość wybrania się z mężem na naprawdę fascynujący show. Na coś podobnego do tego, co widziałam w Amsterdamie, Berlinie, zaułkach Montego Bay czy nawet u naszych południowych sąsiadów. Szkoda.

Wieczór jednak spędziliśmy miło. Zaczęliśmy od romantycznej kolacji we dwoje w dobrej restauracji. Do klubu przenieśliśmy się po dwudziestej drugiej. Choć rozczarował, to jednak spędziliśmy w nim czas do północy. Robert umiejętnie upił mnie do odpowiedniego stanu. Wracając taksówką troszkę świntuszyliśmy, jednak na tyle rozważnie, by nie wprawić kierowcy w zakłopotanie.

Po przyjeździe zrzuciłam z siebie płaszcz i idąc ku schodom na piętro zgubiłam sukienkę. Zanim znaleźliśmy się na górze zrobiliśmy To w pośpiechu na dywanie w salonie. Kochaliśmy się łapczywie i namiętnie w najbardziej klasycznej z klasycznych pozycji :) . Oplatając go nogami czułam dziką rozkosz, gdy kochał mnie mocnymi pchnięciami. Wystarczyło mi tylko kilkanaście sekund, by eksplodować. Nieco zaskoczony moim błyskawicznym finiszem odwrócił mnie na brzuszek i wszedł we mnie od tyłu. Gdy skończył byłam bardzo podniecona, a ponieważ miałam ochotę na nieco sprośnego seksu zaciągnęłam go pod prysznic, gdzie po odrobinie pieszczot ustami kochaliśmy się analnie. Odrobiną sprośności było to, że nie byłam po lewatywie, i że specjalnie czekałam na moment orgazmu, by opróżnić pełen od jakiegoś czasu pęcherz.

Po wyuzdanym początku kontynuowaliśmy zabawę w pościeli. W przeciwieństwie do początku naszych zabaw tym razem Robert bardzo sumiennie zadbał o moją przyjemność. Miałam kilka orgazmów, gdy on w tym samym czasie tylko raz spuścił mi się w ustach. Najprzyjemniejsza była chwila, gdy po bardzo długich i wymyślnych pieszczotach doprowadził mnie do stanu, gdy orgazm następował raz za razem w falach oddzielonych od siebie jedynie o kilka sekund. Gdy w końcu pozwolił mi odpocząć byłam tak zmęczona przyjemnością, że marzyłam tylko o śnie w jego ramionach. Zanim zasnęłam wtulona w jego ciało dosiadłam go jeszcze na odwróconego jeźdźca by z pomocą jego silnych dłoni galopować na nim aż do jego orgazmu.

To był miło spędzony wieczór we dwoje.

Rano, około szóstej wcisnęła się pomiędzy nas Marta a z pół godziny pojawiła się tez przyniesiona przeze mnie Marysia. Karmiąc twardą jak kamień piersią czułam ulgę. Zrobiłam błąd nie ściągając przed snem pokarmu, jednak apatyt małej szybko pomógł mi opróżnić twardszą z piersi. Ściągając pokarm z drugiej przysłuchiwałam się jak pod prysznicem jęczy Marta. Robert powinien odpocząć z dzień, dwa. Nie możemy wykorzystywać go aż tak bardzo ;) .


Skomentuj

Kliknij tutaj, aby anulować odpowiadanie.