hyba odrobinę… Tym, że nie zawsze wszystko układa się po mojej myśli i zgodnie z planami. Co mnie tak rozczarowało, przepraszam złe słowo… Co dało mi do myślenia o naturze rzeczy? Było tym czymś moje spotkanie z Aldoną. Absolutnie nie rozczarowałam się nią sama, a raczej tym jak naiwne były moje plany i nadzieje
. Co do tego co było i chyba nadal jest pomiędzy nami nie myliłam się. Jak to się mawia, stara miłość nie rdzewieje. A choć była to miłość lekko niedoskonała, oparta na dziwnej hybrydzie przyjaźni i seksu, gdy któraś z nas chciała odreagować, zapomnieć o czymś, lub się po prostu odprężyć, to jednak było to silne uczucie. Nie owijając w bawełnę. Liczyłam wciągnąć moją byłą kochankę, dawną i obecną przyjaciółkę, do naszego małżeńskiego łoża. Liczyłam, że odgrzeję dawną namiętność i rozbudzę w niej odrobinę ciekawości co do Roberta, która zawsze była i chyba będzie. Cóż, po tym jak go wielokrotnie chwaliłam i opisywałam, sama dałabym się skusić na eksperyment, by sprawdzić opowieści
. Otóż nic z tego nie wyszło, gdyż Aldona nie jest sama. Od pół roku żyje, całkiem poważnie i dość statecznie, z kobietą. Byłam zła, gdyż zajęło jej pół roku poinformować mnie o tym fakcie. A przecież nie miałyśmy przed sobą tajemnic, przynajmniej nie takich. Przecież wiedziała, że nie potępię jej, że sama będąc biseksualna zrozumiem. Tym co wstrzymywało Aldonę przed wyznaniem było to co kiedyś nas łączyło. Zrobiło mi się głupio. Przez wszystkie lata, jakie byłam z Robertem była pod moim, i odrobinę pod jego, urokiem. Cholera, gdybym wcześniej wpadła na mój genialny pomysł. Gdybym w odpowiednim czasie wyciągnęła rękę… Z drugiej strony cieszę się, że tego nie zrobiłam. Ja, my nie bylibyśmy w stanie dać jej niczego poza przyjaźnią i erotycznymi niesianiami. Na pewno nie byłoby to tym czymś, co znalazła z Karoliną. Cóż, kochankami się bywa a przyjaciółkami jest się zawsze
. Zaprosiłam ja na przyszła niedzielę, na obiad. Razem z partnerką. Po pierwsze jestem szczęśliwa, że Aldona zwierzyła mi się ze swojego sekretu, po drugie, cholernie ciekawa jej wybranki. Kim jest osoba, z która zdecydowała się żyć ukrywając to przed rodziną, znajomymi a nawet przyjaciółkami. Chyba po trochu ją rozumiem, a na pewno podziwiam odwagę. Będąc biseksualna mogła zdecydować się być ‘normalna’. Znaleźć sobie męża, postarać się o dzieci, zadowolić tym rodzinę, otoczenie. Ona tymczasem poszła za głosem miłości. Zakochała się, a że miłość bywa ślepa, zakochała się w kobiecie. Jestem cholernie ciekawa kim ona jest.
Mówiąc już o związkach kobiet… W czwartek wpadła do mnie Marta. Na plotki i zwierzenia. Jej związek wydaje się być jak do tej pory stabilny i ciągle pełen wzajemnej fascynacji i miłości. Bardzo budujący przypadek, dający kłam popularnej opinii, że lesbijki, bi, czy homoseksualni mężczyźni nie są w stanie żyć ze sobą w czymś co trwałoby dłużej, niż miodowy tydzień, najdalej miesiąc spędzone w łóżku. Tym ciekawszy, że łamiący dodatkowo równie mocno zakorzeniony w środowisku les mit, że biseksualne partnerki są niewierne, płoche i nie potrafią oprzeć się pokusie przyszpilenia męskim członkiem, że się tak bez ogródek wyrażę.
Przez chwile korciło mnie by zaprosić na niedziele Martę i jej partnerkę. Zrezygnowałam, gdyż najpierw wypada poznać osobiście Karolinę. Mam jednak mocne i całkiem uzasadnione przeczucie, że dziewczyny, mimo różnicy wieku pomiędzy nimi, znalazłyby wspólny język, a być może nawet zaprzyjaźniły.
Tak więc nici z moich planów wprowadzenia do naszej sypialni kochanki. Naiwnych, głupich, ale jakże rozkosznych, gdyby udało się je zrealizować. Wiem, że Robert byłby zachwycony i na pewno nie rozczarowałby się Aldoną. Szkoda, ale mi wypada tylko cieszyć się szczęściem przyjaciółki.

