eekend spędziliśmy we Wrocławiu, u moich rodziców. Był to rodzinny wyjazd połączony jednak z interesami. Od kwietnia rusza generalny remont kupionego przez nas domu, więc sobotę spędziłam z mężem dość pracowicie. Dziadkowie cieszyli się w tym czasie wnuczką, która wykazała się wyjątkowo pogodnym i skorym do zabawy nastrojem.
Niedziela był za to bardzo rodzinna, połączona z wizytą sporego grona rodziny. Dla mnie okazała się dodatkowo ciekawa za sprawą kuzynki, która poprosiła mnie o rozmowę.
Tak się złożyło, że w rodzinie, także tej ze strony męża, dałam się poznać jako osoba, która nie krzyczy „O tempora, o mores!” gdy któraś z młodszych latorośli ma kłopoty (głownie sercowe) a za to stara się pomóc i doradzić. Osobę, która potrafi wytknąć zapalczywej rodzicielce zrozpaczonej utratą dziewictwa córki fakt, że szanowna babcia szła do ślubu mając szesnaście wiosen i wielki brzuch i to, że często uświęconą tradycją stało się być przy nadziei krocząc ku ołtarzowi. Czym innym jest odkrycie że siedemnastoletnia córka bierze środki antykoncepcyjne a czym innym na gwałt przygotowywać ślub, zanim brzuch stanie się widoczny, lub co bardziej prawdopodobne, zanim odejdą wody. Dziwi mnie, że zamiast cieszyć się z rozsądku i zapobiegliwości dziecka, płacze się nad tym, że nie będzie panienką wydając się za mąż. A kogo to teraz obchodzi poza specyficznymi, podstarzałymi fetyszystami? Ci zresztą nie zamierzają się absolutnie wiązać z kimś, kto w minutę po konsumpcji straci dla niech cały urok.
Jeszcze bardziej niż hipokryzja kobiet, mierzi mnie jej męski odpowiednik. Nie chcę się wdawać w szczegóły życia intymnego samców, ale powszechnym jest pogląd iż zaliczanie kolejnych ‘dup’ jest czynem chwalebnym i powodem do stroszenia się jak paw przed kolegami, jednak od małżonki wymagać się będzie dziewictwa.
Szczytem hipokryzji i czystym skurwysyństwem był natomiast postępek byłego ‘narzeczonego’ kuzynki… Były, na szczęście, partner oświadczył jej że głęboka wiara i tradycyjne przekonania nie pozwalają mu wziąć za żonę kobiety nie będącej dziewicą, więc ich związek nie ma żadnej przyszłości. Całkiem miły powód zerwania zważywszy, że skurwiel trzy miesiące temu sam ją pozbawił tego cennego dla niego skarbu, błagając ją by zaufała jego miłości. Rozumiem, że zerwanie kwiatka nie zobowiązuje do ślubu! Mam jednak głębokie przekonanie, że zerwać ze sobą można w sposób kulturalny, pokorny, nie raniąc bez potrzeby. Nigdy nie lubiłam tego małego gnojka. Choć spotkaliśmy się ledwo dwu-trzykrotnie, to bez trudu wyrobiłam sobie o nim opinię. W sumie cieszę się, że moja kuzynka, którą bardzo lubię, uwolniła się od niego. Ma dopiero 21 lat i nie sądziłam, by miała powody spieszyć się przed ołtarz. Zwłaszcza z czymś takim jak jej były już partner. Z drugiej strony jego postępowanie było zwyczajnie podłe.
Z kuzynką długo rozmawiałam. Było mi jej szkoda, zwłaszcza, że jej pierwszy partner okazał się tak wyrachowanym człowiekiem. Szczęściem widziałam w niej złości i poczucie niezasłużonej krzywdy, nie zaś wątpliwości co do własnej wartości. Radziłam jej rozsądek. Żadnych prób powrotu, nawet gdyby o to prosił. Żadnych przygód by zapomnieć, czy innych szaleństw. No a kiedy ochłonie możemy wspólnie się zastanowić, czy puścić mu to w niepamięć… Obie jesteśmy skorpionami i nie wybaczamy tak łatwo, a zemstą jak wiadomo delektować się najlepiej na zimno.


Dziękuję za ten wpis- fajnie piszesz, czytuję Cię od jakiegoś czasu, ale dopiero teraz się zdecydowałem, żeby to skomentować.
Agnieszko, czy nie myślisz, że takie biadolenie „o-la-boga-wianka-nie-ma”, o którym napisałaś, nie jest jedną z form utrzymania władzy nad dzieckiem (17 lat to już dzieciństwo na wylocie)?
pozdrawiam, Adam vel krzew
PS. Ile lat miewały w czasach biblijnych dziewczęta, gdy wychodziły za mąż, hę? Przecież u nas w Polsce do niedawna panna w wieku 25 lat to była bardzo stara panna…. To tak a propos bogobojnych obrońców cnoty
Rodzice zawsze starają się w jakiś sposób roztaczać opiekę/władzę nad dzieckiem.
“o-la-boga-wianka-nie-ma” wynika pewnie po części z powodów jakie sugerujesz, ale chyba bardziej z głęboko zakorzenionej hipokryzji i pruderii. Bynajmniej nie chodzi o czystość i „wianek” dla męża, a raczej o to co pomyślą ludzie i by nie dać sąsiadkom powodu do plotek.
W dużych miastach nie ma takiego problemu, ale wiem jak wygląda sytuacja w małych mieścinach, lub na wsi. Jedna z naszych znajomych par pochodzi z małego miasteczka… Ich największą obawą jest to, że sąsiedzi odkryliby ich pasję do swingowania… To oznaczałoby ich towarzyski koniec, ostracyzm i społeczną pogardę.